Biznes upada, pomocy nadal nie ma. Rząd skupił się na marketingu „Tarczy Antykryzysowej”
Kryzys rozjeżdża polskie firmy niczym rozpędzony buldożer – nagłe odcięcie od przychodów, przytłaczające koszty i brak perspektyw na szybkie odbicie się od dna oznacza, że już wiele mikrofirm już przestało istnieć, a bankructwo grozi też znanym polskim przedsiębiorstwom. Końca prac nad pakietem pomocowym dla gospodarki wciąż nie widać, za to marketing „Tarczy Antykryzysowej” został dopieszczony w szczegółach w pierwszej kolejności.

Fot. Krystian Maj/KPRM
Trudno stwierdzić, czy obecny sposób działania rządu wynika z – nawet nieco mimowolnego – kierowania się logiką kampanii wyborczej. Równie dobrze może być tak, że liderom partii władzy tak mocno weszły w krew nawyki z wieloletnich rządów, że po prostu nie są w stanie działać w inny sposób.
Rząd Zjednoczonej Prawicy z premierem Mateuszem Morawieckim na czele do perfekcji opanował sztukę sprawowania władzy poprzez prowadzenie nieustającej akcji marketingowej, której profesjonalizmu nie powstydziłyby się międzynarodowe korporacje.
Kluczowym elementem tej polityki jest sprzedawanie każdej propozycji zmiany prawa czy wprowadzenia reformy gospodarczej lub społecznej jako produktu konsumenckiego, jakby chodziło o szampon przeciwłupieżowy, smartfon czy płatki śniadaniowe. Musi być chwytliwy „brand”, dopracowane logo, a także przekonująca narracja.
To, co doskonale sprawdziło się w czasach prosperity – czy jak kto woli – rozpasania i przesądziło na przykład o sukcesie programu 500+, niekoniecznie musi zadziałać, gdy gospodarka przeżywa wstrząs, jakiego jeszcze nie doświadczyliśmy.
Pierwsze polskie firmy zaczęły popadać w głębokie tarapaty jeszcze w lutym, gdy epidemia wybuchła we Włoszech, a światowe giełdy się załamały. Branża turystyczna – szczególnie firmy świadczące w Polsce usługi dla zagranicznych turystów – błyskawicznie odczuła masowe odwoływanie rezerwacji.
Główne uderzenie w polską gospodarkę nastąpiło w połowie marca po zamknięciu szkół i wprowadzeniu stanu zagrożenia epidemicznego. Miasta i miasteczka wyludniły się, a setki tysięcy firm przestało działać, nawet jeśli rozporządzenie ministra zdrowia wprost im tego nie nakazało.
Reakcja rządu nie nastąpiła szybko. Ogłoszenie przez premiera pierwszego, wstępnego planu pomocy nastąpiło dopiero 18 marca. Wśród pomysłów na ratowanie firm była odrzucana już niechlubna propozycja zawieszenia części składek na ZUS, która zakładała, że latem przedsiębiorcy zapłacą podwójne składki.
Ogłoszone propozycje zostały fatalnie odebrane przez przedsiębiorców, a eksperci przedstawili rządowi długą listę działań, które są konieczne dla ratowania polskich firm – a co za tym idzie – setek tysięcy miejsc pracy w Polsce.
Propozycje zostały w kolejnych dniach częściowo uzupełnione i poprawione, ale minął już miesiąc od pierwszego uderzenia kryzysu w polski biznes. Przedsiębiorcy wciąż czekają na obiecaną pomoc, jakakolwiek ona ma być.
Z jedną rzeczą rząd poradził sobie błyskawicznie, zapewne dlatego, że została potraktowana priorytetowo. Już 18 marca Mateusz Morawiecki zaprezentował markę i logotyp produktu „Tarcza Antykryzysowa”, a opowieść marketingową oplótł wokół niebotycznej liczby 212 mld zł.
Co z tego, że towar był przedprodukcyjny, mocno wybrakowany i przereklamowany, a z wprowadzeniem go na rynek „producent” specjalnie się nie śpieszy. Najważniejsze, że jego akwizytorzy dostali nie tylko kompletną identyfikację wizualną oraz opowieść marketingową, którą mogą promować na codziennych konferencjach prasowych.
Jest wczesne popołudnie 27 marca – w Sejmie premier i minister rozwoju kontynuują opowieść marketingową o swoim najnowszym produkcie. Polskie firmy nadal czekają na realną pomoc. Ilu z nich uda się przetrwać?