REKLAMA

Policja: może będziemy kontrolować narciarzy jadących na stok. Wystarczy jeden znak

Obrazki ze stoków narciarskich w Krynicy-Zdroju pokazują, że Polacy w trakcie pandemii nie mają zamiaru rezygnować z białego szaleństwa. Policja już zapowiada, że w razie pojawienia się odpowiednich wytycznych ruszy do masowych kontroli. Stoki działają jednak legalnie, co oznacza, że uwaga funkcjonariuszy skupi się na korzystaniu z górskich noclegów.

sezon-narciarski-obostrzenia
REKLAMA

Oficjalne otwarcie stacji narciarskiej Słotwina w Krynicy Zdrój dało nam przedsmak tego, co czeka nas w drugiej połowie grudnia i na początku przyszłego roku. Internet szybko obiegły zdjęcia narciarzy oblegających dolną stację kolejki gondolowej. O zachowaniu jakiegokolwiek dystansu nie mogło być mowy.

REKLAMA

Samo szusowanie na nartach jest oczywiście legalne. Rząd wypracował porozumienie z branżą narciarską, pozwalając na otwarcie stacji pod warunkiem zachowania reżimu sanitarnego. Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii zaleca operatorom wyciągów, by udostępnili klientom internetowe kanały sprzedaży karnetów, postawili pojemniki z płynem dezynfekującym i dzielili stoki na strefy.

Minister zdrowia: Polacy, ogarnijcie się

Nielegalne jest za to nocowanie w hotelach i pensjonatach. W teorii na jazdę na nartach mogą więc pozwolić sobie wyłącznie osoby mieszkające w górach, ewentualnie w regionach położnych względnie blisko nich. Samorządowcy podkreślają jednak, że miejscowi stanowią tylko 10 proc. klientów stacji narciarskich. A to rodzi podejrzenia, że spora część narciarzy, którzy zjawili się w Krynicy w ostatni weekend, przyjechała z innych części kraju.

Taka wersja jest dość prawdopodobna. W samej Krynicy wiele ośrodków noclegowych zachęca turystów do pracy zdalnej, wykorzystując wyjątek w covidowych obostrzeniach, który zezwala na nocleg osobom podróżującym w celach służbowych.

Odpowiedzialny za opanowanie epidemii minister Adam Niedzielski jest przerażony. Już w poniedziałek (stając niejako w opozycji np. do prezydenta Dudy), zadeklarował, że jeżeli Polacy się nie uspokoją, będzie „pierwszym w Radzie Ministrów, który będzie rekomendował zamknięcie stoków”.

Szef resortu zdrowia zapowiedział także, że w najbliższy weekend stacje narciarskie czekają kontrole ze strony policji.  Wygląda jednak na to, że ta ostatnia nie ma zamiaru ograniczać się tylko do przedsiębiorców.

Masowe kontrole na stokach w ten weekend

Jak wyjaśniła, funkcjonariusze będą kontrolować stosowanie się do zasad reżimu sanitarnego przez właścicieli oraz osoby korzystające z zorganizowanych terenów narciarskich. „Funkcjonariusze skontaktowali się także z właścicielami stacji narciarskich, którzy są zobowiązani do wprowadzenia rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo pracownikom oraz osobom z nich korzystających” – dodała podkom. Grzebyk-Dulak.

Z kolei w rozmowie z „Rzeczpospolitą” rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie Sebastian Gleń zauważył, że choć Zakopianka stoi w korkach, policja nie kontroluje kierowców, którzy jadą w kierunku polskich gór.

Nikt – dodaje Gleń – nie sprawdza, dokąd się wybierają i czy mają zamiar nocować na miejscu. Rzecznik KWP stwierdził jednak, że jeżeli Komenda Główna Policji wyda wytyczne dot. kontroli, to mundurowi ramię w ramię z pracownikami sanepidu rozpoczną kontrole.

Jak owe kontrole miałyby wyglądać? Tego możemy się na razie tylko domyślać. Rząd nie wydał zakazu przemieszczania się, więc policja nie ma prawa zawracać kierowców z powrotem. Nawet jeżeli ci mieliby bagażnik załadowany ubraniami na zmianę i konserwami w puszkach.

Z nartami na dachu nie pojedziesz

Kompletnie inaczej wyglądałoby to oczywiście, gdyby rząd takowy zakaz wydał. Do podobnej sytuacji doszło kilka miesięcy temu w Australii, gdzie władze wprowadziły restrykcje dot. wyjazdów turystycznych. Policja kontrolowała mieszkańców Melbourne, którzy próbowali uciec z miasta z deską surfingową albo wędką w bagażniku. Posiadanie jednego z tych „dowodów zbrodni” było właściwie ostatecznym argumentem - 5 tys. dol. amerykańskich kary od łebka i wracasz pan z rodziną do domu.

To oczywiście dość drastyczny przykład restrykcji – jest on jednak wyjściem pośrednim między zakazem przemieszczenia się a całkowitą wolnością podróżowania po kraju, jaką mamy w tej chwili. Ruszasz spod domu z nartami zapakowanymi na dachu? Nie licz, że uda się ci się wyjechać poza rogatki miasta.

Czy rząd zdecyduje się, wzorem Australijczyków, sięgnąć po takie rozwiązanie? Mogę sobie wyobrazić, że w toku negocjacji między prezydentem Dudą a ministrem Niedzielskim znalazłoby się miejsce na taki kompromis. Głowa państwa ma przecież rezydencję w Wiśle. W sam raz na szybki wypad na stok.

Inną możliwością jest odpuszczenie patrolowania Zakopianki i skierowanie się bezpośrednio do hoteli i pensjonatów. Tu jednak pojawia się problem. Klienci składają pisemną deklarację dot. odbywania podróży służbowych. W jaki sposób policja i sanepid miałyby je podważać? Czy funkcjonariusze będą czekać do wieczora, licząc na to, że wracający ze stoku goście w butach narciarskich i z dziećmi pod pachą nie będą w stanie uzasadnić swojego pobytu?

REKLAMA

Taka szopka przyniesie rządzącym więcej szkody niż pożytku. Ja prywatnie widzę dwie możliwości. Albo dostaniemy przed świętami serię zakazów, która uniemożliwi jazdę na nartach, albo rząd postraszy kontrolami, a w praktyce przymknie oko na obchodzenie restrykcji. Każde inne rozwiązanie prędzej czy później zamieni się w farsę.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-04-03T22:09:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T17:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T16:15:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T11:14:57+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T10:09:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T09:33:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T21:58:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T20:05:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T10:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T08:37:53+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T06:33:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T04:05:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T18:40:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T13:30:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T11:01:55+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA