REKLAMA

Łukaszenka sięgnął po broń gazowo-naftową. Tranzyt rurociągami z Białorusi został wstrzymany

Na nic się zdały dyplomatyczne ofensywy niemieckiej kanclerz i francuskiego prezydenta. Konflikt na granicy białorusko-polskiej przybiera na sile. Zgodnie z zapowiedzią dyktatora z Mińska nową bronią jest ropa i gaz ziemny.

Lukaszenko-ropa-gaz
REKLAMA

Białoruski dyktator Aleksandr Łukaszenka miał się srogo zdenerwować na wieść o tym, że Bruksela jednak będzie reagować na jego harce z uchodźcami na granicy UE. Odpowiedzią miały być kolejne sankcje wymierzone w Mińsk. Białoruś jest pierwszym europejskim krajem, który już wcześniej objęły unijne sankcje sektorowe.

REKLAMA

Do coraz dłuższej listy w czerwcu 2021 r. doszedł zakaz importu produktów naftowych. Coraz większa zaś międzynarodowa izolacja Białorusi jeszcze bardziej demoluje jej finanse. W 2020 r. dług zagraniczny tego kraju zwiększył się o 1,4 mln dol. i osiągnął poziom 18,6 mld dol. (ponad 30 proc. PKB). Dlatego zapowiedź kolejnych sankcji rozwścieczyła Łukaszenkę. I zapowiedział w odwecie zablokowanie gazociągu jamalskiego i wstrzymanie dostaw ropy i gazu. A potem utwierdził wszystkich, że wcale nie żartuje.

Straszą nas sankcjami. Oni myślą, że ja będę żartować, że coś palnąłem i już. Nic podobnego. Będziemy się bronić – stwierdził Łukaszenka w trakcie niedawnej narady w sprawie planowanej reformy konstytucyjnej.

Łukaszenka jak mówił, tak zrobił: dostawy ropy wstrzymane

Jak informuje agencja TASS, dostawy ropy z Białorusi do Polski są wstrzymane. Oficjalnie powodem takiej decyzji są „nieplanowane prace remontowe”. Mają one być prowadzone na białoruskim odcinku Unecha-Mozyr. Rosyjski operator rurociągów Transnieft nie podaje dokładnej przyczyny lekkiego zakręcenia kurka z ropą.

PERN potwierdza, że tłoczenie ropy naftowej do Polski i Niemiec będzie odbywało się w nieznacznie zmniejszonym reżimie tłoczeń. I ma być to tylko czasowe wyhamowanie. Miesięczny wolumen surowca ma być zrealizowany zgodnie z założeniami – czytamy w komunikacie.

Gazu ziemnego Białoruś też pompowała mniej

REKLAMA

Nie ma wątpliwości, że białoruski dyktator oprócz zwożenia na siłę uchodźców na granicę z Polską zaczyna grać też surowcami. Nie tylko ropą. Jak informuje RIA Novosti, opierając się na danych od niemieckiego operatora gazowego Gascade, gazu pompowanego gazociągiem Jamał-Europa jest mniej o ok. 450 tys. m3 na godzinę. Po ostatnim weekendzie dostawy miały wrócić do wcześniejszych poziomów.

„Kommiersant” zauważa, że Białoruś zaczyna manipulować dostawami gazu i ropy w dobie kryzysu energetycznego w Europie. A też Mińsk może na tym wszystkim sporo stracić. Wszak Gazprom płaci Białorusi 1,75 do. (takie są szacunki The Oxford Institute For Energy Studies) za przesłanie przez 100 km tysięcy metrów sześciennych gazu. Zdaniem ekspertów jest to też bardziej uderzenie w Niemcy niż w Polskę. Nasz kraj ma mieć wypełnione na zimę maszyny w 95,6 proc. A nasi zachodni sąsiedzi tylko w 69,5 proc.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA