Joga albo psychoterapia przez internet? Polacy przekonali się, że przez pandemię nie muszą rezygnować z życia
W trakcie pierwszego lockdownu sektor usług był jednym z najbardziej poszkodowanych. Ograniczenia w funkcjonowaniu restauracji czy klubów fitness sprawiły, że wielu przedsiębiorcom w oczy zajrzało widmo bankructwa. Wielu z nich wróciło jednak silniejszych. O tym, jak odnaleźć się w czasach koronawirusa, opowiadają nam Anna Borawska, założycielka „Anna Joga Life” i Karolina Jarmołowicz, szefowa Ośrodka Centrum oraz laureatka konkursu Cyfrowe Rewolucje organizowanego przez mBank.

Pierwsza fala epidemii wpędziła wiele firm w ogromne kłopoty. W badaniu Polskiego Instytutu Ekonomicznego na spadek przychodów narzekało aż 63 proc. przedsiębiorstw z sektora usługowego, który został dotknięty przez lockdown mocniej niż handel i produkcja. Z kolei w badaniu PwC co trzeci przedsiębiorca z sektora usług konsumenckich deklarował, że pieniędzy wystarczy mu na góra miesiąc działalności.
Ratunkiem okazało się przenoszenie biznesu do sieci. Jak przejść przez tę transformację w miarę bezboleśnie, pokazują organizowane przez mBank Cyfrowe Rewolucje – program dostarczający przedsiębiorcom środki i wiedzę potrzebne do rozkręcenia działalności w internecie.
Joga przed telewizorem
Anna Borawska, twórczyni Anna Joga Life, to zdaniem mBanku, jeden z wzorów właściwej transformacji cyfrowej. Z zajęciami online ruszyła już pierwszego dnia po zamrożeniu gospodarki. Zaczęła od przeprowadzenia bezpłatnego dnia próbnego i razem z uczestnikami przez cały dzień testowała ustawienia kamer, stabilność łącza oraz pracę mikrofonów. Chciała mieć pewność, że uczestnicy widzą każdy jej ruch i słyszą każdą komendę. I w drugą stronę – sami ćwiczący również musieli mieć stały kontakt ze swoją prowadzącą, by w razie wątpliwości móc zadać pytanie.
Następnego dnia zajęcia odbywały się już w swoim zwykłym trybie, grafik pozostał praktycznie niezmieniony, a nawet został dodany nowy termin dla większej wygody uczestników.
Jak zareagowali na to klienci? Anna Borawska podkreśla, że choć część osób zrezygnowała z uczestnictwa, większość ćwiczących podeszła do zajęć online pozytywnie. W kwietniowych i majowych sesjach uczestniczyła ponad połowa stałych klientów, a jedna trzecia zaczęła ćwiczyć z większą niż dotąd częstotliwością.
Co więcej, dodaje właścicielka Anna Joga Life, około 10 proc. uczestników stanowiły nowe osoby, które wcześniej z różnych względów zmuszone były przerwać praktykowanie jogi. Przeniesienie zajęć do sieci dało im możliwość uczestniczenia w sesjach bez względu na odległość od studia i brak czasu na dojazdy.
Pandemia łączy ludzi
Uruchomienie zdalnych zajęć miało jeszcze jeden, nieco niespodziewany efekt.
Warunki pandemiczne sprzyjały dodatkowym sesjom specjalnym pomagającym zaradzić bólom pleców lub napięciom szyi i barków - częściej pojawiającymi się w warunkach home office. Borawska organizowała zajęcia na których podpowiadała uczestnikom, jak czerpać więcej korzyści z praktyki jogi i lepiej dbać o swoje samopoczucie, stworzyła też grupę na Facebooku, na której dzieliła się z użytkownikami dodatkowymi materiałami.
Wokół Anna Joga Life zaczęła tworzyć się cała społeczność. Nieco wyizolowani do tej pory klienci, którzy wpadali na ćwiczenia o ustalonych godzinach i wracali do domu, zaczęli nagle funkcjonować jako grupa ludzi o wspólnych zainteresowaniach.
Teraz przez przedsiębiorczynią rysuje się nowy dylemat. Po zakończeniu drugiej fali koronawirusa będzie musiała na nowo zbadać preferencje uczestników i podjąć decyzję, jak ukształtować plan zajęć. Na ten moment nie jest w stanie przewidzieć, jaka część uczestników będzie wolała nadal pozostać przy zajęciach online, a jaka część zdecyduje się wrócić na zajęcia stacjonarne.
Zwierzenia przez Zooma
W trudniejszej sytuacji znalazła się Karolina Jarmołowicz, twórczyni Ośrodka Centrum - laureata nagrody drugiego stopnia konkursu Cyfrowe Rewolucje. Ale tylko pozornie. Choć wydawać by się mogło, że przekonanie Polaków, by opowiadali o traumatycznych doświadczeniach z przeszłości przez komunikatory, będzie niezwykle trudne, Jarmołowicz oferowała taką możliwość już przed pandemią.
I to z sukcesami. Po wprowadzeniu pierwszych obostrzeń, sesje terapeutyczne odbywały się praktycznie wszystkimi dostępnymi internetowymi kanałami łączności z Zoomem i Messengerem na czele.
Ośrodek Centrum jeszcze przed pojawieniem się koronawirusa miał też własny system płatności online, dostępny z poziomu strony internetowej. Tymczasem, dorzuca Jarmołowicz, duża część gabinetów psychoterapeutycznych wciąż bazuje na zwykłych przelewach, których obsługa przy dużej liczbie klientów staje się potężnym wyzwaniem logistycznym
Mimo pewnego know-how, które Ośrodek Centrum posiadał już w zakresie prowadzenia zdalnych sesji, wielu pacjentów podchodziło do pracy z terapeutami przez internet dość nieufnie.
Jej zdaniem sam proces terapii online jest skuteczny. Wiele zależy oczywiście od problemów, z jakimi pacjent zjawia się w gabinecie psychoterapeuty.
Osobną kwestią są blokady w opowiadaniu o intymnych sprawach przez internet. Ale te zdaniem założycielki Ośrodka Centrum z biegiem czasu można przełamać.
Z wirusami musimy się oswoić
Psychoterapeutka uważa, że z obecnością wirusów musimy się oswoić. Po Covid-19 może przyjść kolejne zagrożenie. Poszerzanie swojej aktywności w sieci staje się w takiej sytuacji koniecznością. Jarmołowicz pozostaje jednak dobrej myśli.
A to w momencie, w którym polski biznes zmaga się z drugą falą pandemii, wiadomość najlepsza z możliwych.