Nie wiem, czy wybuch zakażeń omikronem to najlepszy moment na planowanie urlopu. Ale przecież i tak go zaplanujemy więc już teraz dobrze pomyśleć o potencjalnych kierunkach. Olewając coroczne zestawienia renomowanych czasopism, pokaże wam trzy swoje propozycje. (fot: Helena Krajewska)

Nie wiem, czy jest jakaś dziedzina, w której pośpiech do realizacji planów widać tak wyraźnie jak w turystyce. Podróżowanie po całym świecie, które jeszcze przed pandemią wydawało się czymś całkowicie naturalnym, nagle stało się dobrem luksusowym. Trudno się dziwić, że gdy tylko państwa uchyliły graniczne szlabany, ruszyła lawina podróżnych.
Pierwsze zachłyśnięcie mamy za sobą. Wakacje 2021 w wielu zakątkach świata można określić mianem prawie normalnych. Sęk w tym, że dla europejskich i amerykańskich turystów totalna egzotyka wciąż była poza zasięgiem. No to teraz odreagowujemy.
Z raport Expedii wynika, że ponad dwie trzecie Amerykanów planuje wakacje na bogato, wybierając się w dalekie rejony i planując pobyty w luksusowych hotelach.
Gdzie Polacy chcą latać?
Daleko. Największą popularnością w trwającym sezonie jesienno-zimowym cieszą się Zjednoczone Emiraty Arabskie. Według danych esky.pl do ZEA poleci co trzeci polski turysta, wybierający kierunki zagraniczne.

Na kolejnych miejscach znalazły się Meksyk, Tanzania z Zanzibarem i Tajlandia. Nowością jest obecność na liście Jordanii, która nie była do tej pory u Polaków popularna.
Moim zdaniem lepszym pytaniem jest: gdzie warto podróżować?
Oszczędzę wam kopiowania dziwnych porad zagranicznych przewodników w stylu „jedź do Łodzi, bo ma piękne malowidła ścienne” (tak twierdzi „National Geographic”).
Zamiast tego proponuję trzy kierunki – jeden krajowy, drugi europejski i trzeci, wiążący się z wyprawą w miejsce, w którym kończy się skorupa żółwia, a woda z oceanów leje się wprost na głowy słoni podtrzymujących naszą płaską Ziemię.
Bieszczady, ale bez turystów
Przeciętny szczyt nie ma nawet 1000 m. Baza turystyczna jest jak na nasze rodzime warunki niezbyt oszałamiająca. No i dojazd czymkolwiek innym niż własnym samochodem to podróż wymagająca archanielskiej cierpliwości.
Wszystko wynagradza pobyt. Okolice Gór Bialskich i Złotych to ponoć najbardziej opuszczony fragment Sudetów. W środku sezonu możemy wędrować głównymi szlakami i przez godzinę nie spotkać żywej duszy. Podejścia są umiarkowanie wymagające, dzięki czemu nadają się do samotnych wycieczek, jak i wypadów całą rodziną. Także na rowery, bo w okolicy znajdziemy mnóstwo ścieżek zbudowanych z myślą o amatorach jednośladów.

Islandia tylko mniejsza
Tak, hit turystyczny ostatnich lat ma swój odpowiednik i to całkiem niedaleko. To Wyspy Owcze. Są tak samo pieruńsko drogie, widoki zapierają dech w piersiach, no i umożliwiają przeżycie niezbyt częstej atrakcji, jaką jest przejazd tunelem zbudowanym pod oceanem.
Znane są z potężnych klifów, owiec, których jest ponoć więcej niż ludzi, dachów pokrytych trawnikami i bardzo nieskandynawskich mieszkańców. Otwartych i chętnych do rozmowy. Widać życie na archipelagu oblanym dookoła wodą sprzyja tworzeniu więzi społecznych. I jeszcze jedna rzecz – Wyspy Owcze jako jeden z pierwszych krajów na świecie poradził sobie z pandemią i wrócił do normalności. Żeby było zabawniej dzięki weterynarzom. Sielankę przerwał dopiero ostatni atak omikronu.

Turystyczna twierdza się otwiera
Przez ostatnie dwa lata otoczyli się takim kordonem sanitarnym, że nie chcieli wpuszczać nawet swoich sąsiadów z Australii. Nowozelandczycy zmęczyli się jednak wyjątkowo restrykcyjną polityką antycovidową, znieśli lokalne lockdowny i otwierają się na świat.
Od kwietnia 2022 r. wyspiarze po raz pierwszy od wybuchu pandemii wpuszczą do siebie turystów z zagranicy bez konieczności przechodzenia kwarantanny. Jeżeli planujecie podróży życia, to może być jeden z ciekawszych kierunków. Biorąc pod uwagę przezorność, z jaką premier Jacinda Ardern podchodzi do koronawirusa, można obstawiać, że w przypadku pogorszenia sytuacji epidemicznej na świecie, Nowa Zelandia będzie pierwsza do zamykania granic. A to oznacza, że odhaczenie wizyty na Antypodach może być w najbliższych latach naprawdę trudne.
Biorąc pod uwagę zagrożenie wynikające z wymknięcia się omikronu spod kontroli, każdy plan jest obarczony sporym ryzykiem niepowodzenia. Ryzyk-fizyk. 2022 r. z pewnością będzie szalony, na razie nie wiemy tylko z jakiego powodu.