To nie epidemia, to już prawdziwa plaga. Perspektywy dla gospodarki są ponure jak nigdy
Narodowy Bank Polski zaskoczył ponurymi prognozami. Okazuje się, że polskie PKB w tym roku spadnie realnie aż o 5,7 proc. Tak głębokiego spadku w ciągu całego roku nie przewidują ani rząd, ani banki komercyjne, ani zagraniczne instytucje finansowe.

Fot. Gerd Altmann z Pixabay
Odbicie w kolejnych latach na pierwszy rzut oka wygląda nieźle, mamy mieć wzrost o ponad cztery procent, ale tak naprawdę to nie rekompensuje nam tego ubytku, który powstał w tym roku na skutek epidemii koronawirusa. Jeśli zsumujemy prognozy na lata 2020-2022, to wyjdzie nam, że NBP zakłada w tym okresie łączny realny wzrost PKB tylko o 2,4 proc. W swojej poprzedniej prognozie z marca, czyli jeszcze sprzed epidemii to było 9,6 proc.
To, że w tym roku będzie gorzej przez koronawirusa, jest oczywiste i nie powinno dziwić. Ale jeśli ktoś liczył, że kolejne lata przyniosą takie odbicie, że zły wpływ epidemii na gospodarkę zniknie, musi czuć się rozczarowany. Łączny wzrost za te trzy lata ma być aż o 7,2 punktu procentowego mniejszy niż sądzono przed epidemią. Czyli najpierw dużo tracimy, a potem odrabiamy niestety bardzo niewiele.
NBP spodziewa się też znacznie niższej inflacji, która przez kolejne dwa lata ma być poniżej 2 proc., co powoduje, że automatycznie w dół idą prognozy dotyczące nominalnego wzrostu PKB nie tylko dla bieżącego roku, ale także dla 2021 – z 5,9 proc. poprzednio do 5,8 proc. obecnie (aby uzyskać prognozy dotyczące nominalnego PKB trzeba sobie przemnożyć prognozy realnego PKB i inflacji).
Nadeszły też nowe informacje o bezrobociu z ministerstwa pracy
Okazuje się, że w lipcu ono dalej powoli rośnie, podobnie jak w czerwcu. Oczywiście to dobrze, że rośnie powoli, a nie szybko, ale proszę pamiętać, że sytuacja w lipcu jest inna niż w czerwcu, bo pojawił się dodatek solidarnościowy. Wcześniej ekonomiści zakładali, że będzie on tymczasowo wstrzymywać napływ nowych bezrobotnych, bo osoby, które pobierają dodatek nie mogą jednocześnie dostawać zasiłku. Dodatek jest wyższy, więc wybór powinien być prosty: najpierw przez trzy miesiące pobieramy dodatek w wysokości 1400 złotych, a dopiero potem rejestrujemy się po zasiłek.
Jeśli więc minister pracy mówi, że w lipcu jest tak samo jak w czerwcu, kiedy tego dodatku jeszcze nie było, to tak naprawdę można to odbierać jako pewne rozczarowanie. Bo powinno być lepiej, a nie tak samo.
Generalnie dość trudno znaleźć jakieś dane napawające optymizmem. Chyba, że ktoś ma akcje, najlepiej takie notowane na giełdach amerykańskich, które w ogóle nie chcą spadać. Ale na przykład amerykańskie banki, które we wtorek publikowały wyniki finansowe za drugi kwartał (Citigropu, JPMorgan i Wells Fargo) odpisały sobie w swoich sprawozdaniach aż 28 miliardów dolarów z powodu ryzyka, że część udzielonych przez nie kredytów może nigdy nie zostać spłacona. Oczywiście przez recesję związaną z koronawirusem, który akurat w USA wciąż nie chce odpuścić.
„Imponujące” odbicie na Wyspach
W Europie z kolei jedyny kraj, który mierzy sobie PKB co miesiąc, a nie co kwartał podał dane za maj. Tym krajem jest Wielka Brytania. Pamiętamy, że uderzenie koronawirusa w gospodarkę miało miejsce w marcu i przede wszystkim w kwietniu, a maj był już miesiącem odmrażania gospodarki i wychodzenia z dołka. Brytyjczycy zaczęli wprawdzie ten proces z pewnym opóźnieniem, ale faktycznie widać u nich wzrost. „Aż” o 1,6 proc. Wygląda to tak:
Oczekiwania były takie, że odbicie w maju będzie co najmniej o 5 proc. Jest więc znacznie gorzej od oczekiwań i wychodzi na to, że w całym drugim kwartale brytyjskie PKB może spaść nawet o ponad 20 proc. Dziś w nocy z Singapuru nadeszły informacje o spadku tamtejszego PKB w drugim kwartale o 12,5 proc. rok do roku, też gorzej od wcześniejszych prognoz.
Gdzie nie spojrzeć, jest gorzej. Wcześniejsze prognozy mówiące o tym, że szybko sobie poradzimy z gospodarczymi konsekwencjami koronawirusa są już nieaktualne. Pojawia się coraz więcej danych o tym, że tąpnięcie jest głębsze, a droga powrotu do normalności będzie trudniejsza i dłuższa. Zarówno na świecie, jak w Europie i w Polsce.
Rafał Hirsch – dziennikarz ekonomiczny, nagradzany między innymi przez NBP (Najlepszy dziennikarz ekonomiczny 2008) i Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (Heros Rynku Kapitałowego 2012). Współtwórca m.in. TVN CNBC i next.gazeta.pl. Obecnie współpracownik Business Insidera i Tok FM.