IKE czy ZUS – dylemat nieaktualny. Idzie głęboki kryzys, rząd może zrobić z OFE to samo, co ekipa Tuska
Ktoś jeszcze pamięta, że w tym roku OFE miały zostać zlikwidowane? Ktoś nadal zastanawia się, czy przenieść „swoje” pieniądze na IKE czy do ZUS? No to zapomnijcie o tym. Wygaszanie OFE zostało zawieszone, bo robienie w tej chwili z Polaków inwestorów giełdowych to absurd. A to oznacza, że rząd prawdopodobnie musi pożegnać się z niemal 20 mld zł, na których wpływ liczył z tytuł opłaty przekształceniowej.

13 lutego Sejm przyjął ustawę o likwidacji otwartych funduszy emerytalnych, która polega na tym, że środki zostaną automatycznie przeniesione na Indywidualne Konta Emerytalne. Pieniądze w OFE ma ok 16 mln Polaków. Kto nie chciałby jednak, żeby jego środki trafiły na IKE, mógłby złożyć oświadczenie, żeby zostały przekierowane do ZUS.
Jeśli środki pójdą z automatu na IKE, staną się twoją własnością (w końcu!), będą mogły być dziedziczone, ale wypłacić można je dopiero po osiągnięciu wieku emerytalnego - jednorazowo lub w ratach. A! No i trzeba od razu zapłacić od nich podatek, tzw. opłatę przekształceniową w wysokości 15 proc. zgromadzonych w OFE pieniędzy.
Jeśli ktoś zdecyduje się, że nie chce iść do IKE, może zdecydować, by jego pieniądze trafiły do ZUS, a dokładniej na konto Funduszu Rezerwy Demograficznej. To wymaga jednak wypełnienia oświadczenia, bo nie dzieje się to automatycznie. Wówczas środki te będą doliczane do emerytury, ale nie będą dziedziczone. Nie będzie opłaty przekształceniowej w wysokości 15 proc., ale to nie znaczy, że o tyle będzie więcej w naszej kieszeni. Podatek po prostu będzie naliczany z opóźnieniem, przy wypłacie świadczeń emerytalnych.
Terminy tej kolejnej reformy emerytalnej miały być takie: ustawa wchodzi w życie 1 czerwca 2020 r. Pomiędzy 1 czerwca a 1 sierpnia jest czas na złożenie wniosku, by środki zostały przekazane z OFE do ZUS zamiast na IKE. 27 listopada 2020 r. środki przenoszone są automatycznie na IKE.
Ale to wszystko już nieaktualne.
Koronawirus zawiesi likwidację OFE
I powodem wcale nie jest to, że Senat w połowie marca odrzucił projekt tej ustawy, bo Sejm mógłby sobie z tym poradzić. Powodem jest koronawirus, który storpedował giełdy, a tym samym wartość aktywów OFE.
Według danych Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych aktywa OFE na koniec stycznia 2020 r. warte były 151,5 mld zł, podczas gdy dzisiaj już tylko 112 mld zł. I wcale nie jest pewne, że nie będą się dalej kurczyć, bo paniczna wyprzedaż na giełdach jeszcze może wrócić, najgorsze w tej epidemii przecież jeszcze przed nami.
Rząd dziś powinien podziękować Senatowi za to, że ustawę o OFE odrzucił w całości, bo dzięki temu łatwo teraz cały proces zawiesić na czas nieokreślony. W czwartek minister rozwoju Jadwiga Emilewicz poinformowała, że rząd niby nie zawiesza reformy emerytalnej, ale jednocześnie nie zdecydował jeszcze, czy likwidacja OFE wejdzie w życie w tym roku.
Jeśli likwidacja OFE zostanie na razie odwołana, rząd będzie musiał się pożegnać z 19,3 mld zł, którymi planował zasilić budżet z tytułu opłaty przekształceniowej. Właściwie to dziś już mowa o kwocie 15 mld zł z uwagi na spadek wartości aktywów zgromadzonych w OFE.
„To jest kwestia części suwaka oraz braku wpływu tej opłaty przekształceniowej”
– wyjaśnił w czwartek Paweł Borys po spotkaniu z minister Emilewicz w sprawie Tarczy antykryzysowej.
Ciekawe, że jeśli do reformy doszłoby teraz, z całą pewnością zmieniłyby się proporcje strumienia środków przekazywanych do IKE i ZUS. Pisząc ustawę, rząd zakładał, że 80 proc. zgromadzonych środków trafi automatycznie na IKE, i tylko 20 proc. Polaków zdecyduje się na ZUS (m.in. dlatego, że do tego trzeba podjąć działanie i złożyć wniosek).
„Jeśli na taką operację zdecyduje się 30 proc. uczestników OFE, czyli o 10 pkt. proc. więcej niż zakłada się w projekcie ustawy, to państwo stanie się największym akcjonariuszem kilku giełdowych spółek - m.in Kruka i Agory”
– wyliczył PAP Biznes.
W obecnej sytuacji wielu analityków jest przekonanych, że na ZUS może zdecydować się nawet 50 proc. członków OFE. W takim scenariuszu liczba spółek giełdowych z 10-proc. udziałem PFR TFI - funduszu zarządzanego przez kontrolowane przez państwo towarzystwo - wzrosłaby do ok. 80, a w ok. 13 udział ten przekroczy 20 proc., zgodnie z ówczesnymi wyliczeniami bazującymi na danych jeszcze z końca 2019 r.
Dlaczego członkowie OFE nagle mieliby chcieć tłumnie iść do ZUS? Doskonale wyjaśnił to sam Paweł Borys w TOK FM:
„Zwracam uwagę, że uczestnicy OFE są zabezpieczeni przed spadkami na giełdzie, ponieważ jeżeli wybiorą ZUS, to te środki zostaną im zapisane po wartości z kwietnia ubiegłego roku, momentu ogłoszenia tych propozycji”.
Ostatnie kuszenie
Im dłużej likwidacja OFE nie następuje, na tym większą pokusę wystawiony jest rząd. Ustawa o likwidacji OFE odłożona na razie do zamrażarki mówi, że środki po przeniesieniu na IKE będą prywatną własnością oszczędzającego i nie mogłyby stanowić przedmiotu transferu do budżetu państwa. Dopóki w IKE nie są, rząd może sobie je zagarnąć. Raz już tak przecież było.
I to wcale nie jest żadna spiskowa teoria. A nawet jeśli, nie ja jedna ją wymyśliłam.
„W obecnej sytuacji OFE i całe zgromadzone w nich aktywa mogą się stać dla rządu łakomym kąskiem”
– powiedział Wiesław Rozłucki, pierwszy prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
Te obawy potwierdza również Antoni Kolek z Instytutu Emerytalnego, ekspert organizacji Pracodawcy RP.
„Nie jest wykluczone, że państwo zechce przejąć 100 proc. aktywów OFE do Funduszu Rezerwy Demograficznej i zapisać ich wartość, nawet po kursie z kwietnia 2019 r., na kontach w ZUS. Głębokie kryzysy często sprzyjają głębokim zmianom”
– stwierdził.