Atak na Kapitol ostro wyhamował giełdy rozpędzone po pierwszych szczepionkach na COVID-19
Grudniowe rekordy giełdowe w reakcji na rozpoczynające się na całym świecie akcje szczepień przeciwko koronawirusowi po ataku niezadowolonych wyborców Donald Trumpa na Kapitol doznały brutalnego zderzenia z polityką. Jednak o panice nie ma co mówić, bo zbyt dużo elementów przemawia za ożywieniem giełdy.

Fot. Blink O'fanaye/Flickr (CC BY-NC 2.0)
Pierwsze dni 2021 r. nie zapowiadały jakichkolwiek giełdowych trzęsień ziemi. Owszem, dane o liczbie zakażonych koronawirusem i zmarłych z powodu COVID-19 każdego dnia raczej nie napawały optymizmem. Ale nadzieje za to dają dopuszczane do obrotu szczepionki. Zastosowanie pierwszy raz w historii na tak masową skalę technologii mRNA przybliża do pokonania wreszcie pandemii.
Nic więc dziwnego, że uwierzyły w to także rynki, które bardzo ochoczo zaczęły wychodzić z wielomiesięcznej stagnacji, tworzonej głównie przez giełdową niepewność. Urósł m.in. indeks S&P 500, z dodaną w połowie grudnia Teslą, która 2020 r. zamknęła z solidnym przyrostem. Z kolei indeks Dow Jones na koniec minionego roku wykazał się wzrostem na poziomie 7 proc.
I kiedy już wydawało się, że ów rosnący trend będzie trwał bardzo długo, spychając w niepamięć pandemiczny zastój, wszystko do góry nogami wywróciła polityka. Niestety, zgodnie z przewidywaniami najbardziej emocjonalni wyborcy Donalda Trumpa posłuchali tygodniowych nawoływań swojego idola i z okrzykami o skradzionych wyborach prezydenckich ruszyli na symbol amerykańskiej demokracji - Kapitol. Na Wall Street bardzo szybko zadziałał w odpowiedzi ręczny hamulec. Ostro wyhamował też indeks Nasdaq.
Giełda w oczekiwaniu na rozwój wypadków
Czy atak części niezadowolonych z rozstrzygnięć wyborczych wyborców Trumpa wpłynie w dłuższej perspektywie na kondycję rynków? To raczej wątpliwe. Tym bardziej za to widać jeszcze większą chęć stabilizacji i uspokojenia sytuacji. David Solomon, CEO Goldman Sachs, w komentarzu dla agencji Reuters, przekonuje, że atak na Kapitol wyrządza ogromne szkody. Uważa, że Amerykanie muszą „zacząć reinwestować w demokrację i odbudować instytucje, które uczyniły Amerykę wyjątkowym narodem”. O koniecznym zjednoczeniu wspomina również Jamie Dimon, dyrektor generalny JPMorgan Chase.
Część analityków uważa, że rynki musiały zareagować na taką sytuację. I tak też się stało. Jednak o załamaniu raczej nie może być mowy. Przeciwko temu przemawia nie tylko coraz większe ożywienie gospodarcze. Nie bez znaczenia jest także ostateczne rozstrzygnięcie wyborcze w Senacie, gdzie - wedle medialnych ciągle doniesień - Demokraci mieli wykorzystać swoją szansę i przejąć pierwszy raz od 10 lat kontrolę w tej izbie.
Niebieski Senat, czyli wyższe podatki?
Wszystko wskazuje na to, że po dekadzie starań Demokratom w końcu udało się odbić Senat z rąk Republikanów. Tym samym „niebiescy” ze swoim prezydentem-elektem mieliby kontrolę w obu izbach Kongresu: Izbie Reprezentantów i w Senacie. Nie jest jednak wcale tak, że teraz Demokraci mogą z amerykańską gospodarką robić, co im się żywnie podoba. Przewaga nad Republikanami jest jednak na tyle delikatna, że najbardziej kontrowersyjne pomysły drużyny Joe Bidena trzeba będzie schować do szuflady.
Z drugiej strony giełdy tym samym oczekują większego spokoju i realizacji konkretnego planu. Mowa jest o zwiększonych wydatkach fiskalnych i podwyżkach podatków. Do tego bardziej restrykcyjne prawo w niektórych dziedzinach życia ekononicznego ma zapewnić wzrost gospodarczy, w tym też dla większości ryzykownych aktywów.
Zdaniem Jacka Albina, dyrektora inwestycyjnego Cresset Partnerts, atak na Kapitol to jednorazowe wydarzenie, w którym sfrustrowani wyborcy wyrażają siebie. Jednak nie uważa tego za coś, co zajmie rynek na dłużej niż kilka godzin. Podobnie obecne zamieszanie ocenia Robert Pavlik z Dakota Wealth Management. Jego zdaniem sytuacja sprzed Kapitolu nie będzie miała znaczenia w dłuższej perspektywie dla inwestorów. Uważa, że to jedynie drobna dziura w drodze do większych inwestycji giełdowych. Ominięcie jej nie będzie żadnym problemem.
Twitter i Facebook zamykają drzwi przed Trumpem
Zanim ów zapowiadany spokój, wbrew zamieszkom w amerykańskim Kapitolu, nastanie na giełdach prędzej mamy doświadczyć go w social mediach. Tak wyniki z decyzji Facebooka i Twittera. Oba serwisy postanowiły bowiem, na razie jedynie na określony czas (Twitter na 12 godzin, a Facebook na 24 godziny) zamknąć konto amerykańskiemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi.
Podjęto taką decyzję niedługo po tym, jak prezydent-elekt Joe Biden zażądał od niego wystąpienia i nakłonienie swoich zwolenników do rozejścia się. Trump faktycznie to zrobił, wcześniej jednak kolejny raz powiedział wprost, że wybory są sfałszowane i że doskonale rozumie widoczną na ulicach frustrację.