REKLAMA

Módlcie się, by nie wykryli koronawirusa w szkole u waszych dzieci. Takich nerwów i chaosu już dawno nie przeżyłem

Na własnej skórze przyszło mi odczuć, jak funkcjonuje edukacja w czasie pandemii i jak wygląda współpraca z sanepidem. Powiedzieć, że jest bardzo kiepsko, to jakby nic nie stwierdzić.

szkoły koronawirus
REKLAMA

Nie wszyscy potrafią zrozumieć, dlaczego teraz, gdy każdego dnia przybywa 5-10 tys. chorych na koronawirusa, szkoły podstawowe działają w najlepsze, a jak w marcu dzienna liczba zakażeń sięgała 20 (słownie: dwudziestu) władza czym prędzej oświatę zamknęła na trzy spusty.

REKLAMA

Resort edukacji przekonuje, że zasady są proste: to dyrektor decyduje, czy nauczanie jest stacjonarne, hybrydowe (mieszane), czy zdalne. Przy wykryciu u siebie podejrzanych przypadków informują sanepid i dalej postępują zgodnie z instrukcjami. Do tego jeszcze jest samorząd terytorialny, który na swoim terenie organizuje edukacje. Wszystko jasne? 

Dyrektor szkoły wysyła dzieci na kwarantannę

Wtorek godz. 15. Starszy syn jeszcze w szkole. Zanim wyjdzie do domu, dostajemy pierwszego maila od pani dyrektor. Informuje w nim nas, że uczniowie kilku najstarszych klas (V a, VI a, VII a, VII b, VIII a, VIII b) objęci zostali kwarantanną.

„W związku z dodatnim wynikiem testu na COVID-19, u jednego z pracowników naszej szkoły” - wyjaśnia pani dyrektor. I dołącza ważną adnotację: kwarantanna ma trwać od 14 do 19 października. Pięć dni.

Wpadam w lekką konsternację. Dyrektor szkoły może wysyłać na nauczanie zdalne, ale nie na kwarantanne. To chyba zadanie sanepidu? Bo czy w takiej sytuacji owa narzucona przez dyrekcję szkoły kwarantanna obejmuje też rodzeństwo? A co z nami - rodzicami? Po chleb mogę iść, czy muszę dzwonić do kumpla? No i od kiedy kwarantanna trwa raptem 5 dni?

Na szczęście pół godziny później dostajemy drugiego maila - tym razem od wychowawczyni syna, która postanowiła zareagować w związku z wieloma telefonami od rodziców.

„Dzieci, a nie rodzice zostają na kwarantannie w domu”

– pisze wychowawczyni.

Sprawdzam, czy nie dołączyła jakiejś emotikonki sugerującej, że to żart, ale nie, nie dołączyła. 

Rodzice do pracy, ale rodzeństwo na kwarantannę

Starszy syn jest na kwarantannie wysłany przez dyrektora szkoły. Ale z komunikatu wychowawczyni wynika, że ta izolacja dotyczy tylko syna, a rodziców już nie. Ale pech chce, że my mamy dwóch synów, z czego każdy chodzi do innej szkoły. Pojawiają się kolejne wątpliwości: młodszy ma iść do swojej szkoły, czy zostać? Mamy informować jego wychowawczynie, że starszy brat jest na kwarantannie i żeby poinformowała rodziców innych dzieci? Ale na jakiej podstawie? Czy jest jakiekolwiek wskazanie od sanepidu czy lekarza pierwszego kontaktu? Nie ma.

Znowu z pomocą przychodzi pani dyrektor szkoły starszego syna, która przysyła kolejnego maila. A w nim stoi czarno na białym, że „rodzeństwo tych uczniów, powinno również przebywać na kwarantannie”. Na szczęście następnego dnia jest Dzień Edukacji Narodowej i chłopaki zostają w domu, ale co z czwartkiem, treningiem piłki nożnej i zaplanowanym na poniedziałek meczem młodszego syna? I jednak z głowy nie potrafi wyjść największa wątpliwość: skoro chłopcy muszą być na domowej obserwacji, to dlaczego rodzice nie?

Sanepid wreszcie wciska przycisk „pobudka”

W ostatnim mailu dyrektorki szkoły starszego syna jest dla nas jeszcze ostatnia nadzieja:

Pracownik sanepidu skontaktuje się z państwem telefonicznie lub e-mailowo

– czytamy.

A zatem niebawem dowiemy się na czym stoimy. Kamień z serca.

W środę wypatrujemy maila i patrzymy nerwowo na telefon. Rodzinie i znajomym mówimy, jaka jest sytuacja. Powinni wiedzieć, wszak mieli z nami kontakt. Cały dzień jest cisza. Skrzynka pocztowa daje znać przed 16. Czeka tam na nas mail od wychowawczyni starszego syna. A w nim stwierdzenie, że po decyzji katowickiego sanepidu wskazane klasy są objęte „jedynie nauczaniem zdalnym, a nie kwarantanną”.

I tyle, już po sprawie.

Zamiast systemu ochrony zdrowia są emocje

Organ prowadzący szkoły, czyli miasto, milczy jak zaklęty. Nie dostajemy żadnej informacji ani z wydziału edukacji, ani z centrum zarządzania kryzysowego. Nikt nie zwraca uwagę na to, że dyrekcja jednej z podstawówek, w napływie zrozumiałych też emocji, po prostu myli swoje kompetencje. W zamian co najmniej kilkudziesięciu rodziców ma odegrany za darmo lekki koszmar. Oni też nie są z kamienia, swoje nerwy również mają.

Nie tylko stwierdzenie rzecznika Ministerstwa Zdrowia o tym, że dopiero teraz pielęgniarki będą szkolone do obsługi respiratorów, pokazuje, że rząd pod względem covidowego zabezpieczenia Polaków wakacje zwyczajnie przespał.

Przedstawiciele administracji państwowej mówiący, że nikt tak drastycznego scenariusza, jaki teraz ma miejsce nie zakładał - wystawiają w ten sposób tylko sobie liche świadectwo. Jednym z podstawowych żądań w kierunku władzy jest antycypacja zagrożeń. Tutaj jej w ogóle nie ma. Tak jak żadnego systemu.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-03-29T04:10:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-28T22:21:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-28T18:30:38+01:00
Aktualizacja: 2025-03-28T10:02:48+01:00
Aktualizacja: 2025-03-28T09:05:09+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T22:19:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T03:50:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T14:20:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T13:03:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T09:53:27+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA