Pan Rafał Brzoska wielokrotnie odgrażał się, że rynek nie wycenia jego spółki prawidłowo, i wszystko wskazuje na to, że znalazł rozwiązanie – zauważa Kamil Szczepański, analityk XTB, komentując planowane przejęcie InPostu.

Zgodnie z ogłoszonym scenariuszem, InPost ma przejść w ręce konsorcjum, w którego skład wchodzą m.in. FedEx, fundusz private equity Advent International, czeski holding PPF oraz fundusz A&R należący do Rafała Brzoski. W praktyce oznacza to delisting i zakończenie giełdowego etapu w historii spółki.
Cena, której giełda nie chciała dać
Najistotniejszym elementem transakcji jest proponowana cena 15,6 euro za akcję.
Tę ofertę można uznać za korzystną z perspektywy akcjonariuszy – ocenia Szczepański.
Jak podkreśla, cena zawiera premię względem ostatnich notowań i jest wyraźnie wyższa od średnich wycen z ostatnich lat, kiedy kurs InPostu oscylował w przedziale 10-12 euro.
W tym sensie – jak zauważa analityk – zarzut Brzoski wobec rynku nie był pozbawiony podstaw.
Teza pana Brzoski o niedowartościowaniu spółki nie jest bezpodstawna – pisze Szczepański, wskazując, że giełda przez długi czas nie była gotowa wycenić InPostu na poziomach, które dziś akceptuje prywatny kapitał.
Rynek widział ryzyka, konsorcjum widzi ambicje
Szczepański zwraca uwagę, że InPost notuje imponujące wzrosty w kluczowych miernikach operacyjnych i finansowych. Jego zdaniem rynek publiczny przeceniał ryzyka związane z działalnością spółki, koncentrując się na kosztach i potencjalnych zagrożeniach regulacyjnych, a jednocześnie nie doceniał jej szans.
W tej narracji konsorcjum inwestorów jawi się jako podmiot, który patrzy na InPost w dłuższym horyzoncie.
Konsorcjum może dać spółce możliwość stania się liderem nie tylko polskiego, ale też europejskiego rynku, do czego InPost ewidentnie aspiruje – podkreśla analityk XTB.
Advent i PPF – doświadczenie, ale nie bez cienia
W komentarzu pojawia się także charakterystyka kluczowych partnerów finansowych.
Fundusz Advent i holding PPF to podmioty wyspecjalizowane w spółkach podobnych do InPostu: przedsiębiorstwach logistycznych i e-commerce z potencjałem wzrostu – zauważa Szczepański.
Jednocześnie nie pomija mniej wygodnej strony tego typu inwestorów.
Firmy typu private equity często mają jednak złą sławę – pisze, wskazując na skłonność do agresywnego cięcia kosztów i drapieżnego poprawiania rentowności.
W wielu przypadkach – jak dodaje – odbywa się to kosztem jakości usług, co dla spółki operującej w logistyce masowej może być istotnym ryzykiem.
Regulatorzy? Raczej w tle
Analityk odnosi się również do kwestii regulacyjnych.
W innych krajach takie przejęcie mogłoby znaleźć się pod okiem regulatorów – zauważa, przypominając, że według różnych szacunków InPost kontroluje ponad połowę rynku punktów odbioru i istotną część rynku kurierskiego.
Wejście we współpracę z FedExem mogłoby więc rodzić pytania o koncentrację rynku. Jednak – jak pisze Szczepański – w Polsce „regulacje mające ograniczać takie zjawiska pozostają dekady za standardami krajów rozwiniętych”.
W efekcie ryzyko regulacyjne, o którym głośno było w innych branżach, w przypadku InPostu jest znikome.
Kto naprawdę będzie decydował
Najwięcej znaków zapytania dotyczy struktury kapitałowej konsorcjum.
Pewne obawy może budzić też rozkład kapitału, w którym dominującą pozycję mają FedEx i fundusz Advent – zauważa analityk XTB.
Choć w komunikatach podkreśla się dalszą rolę Rafała Brzoski w zarządzaniu spółką, Szczepański studzi ten optymizm.
W biznesie nic nie jest na zawsze – zauważa, przypominając, że w niektórych scenariuszach możliwa jest utrata faktycznej kontroli przez założyciela nad spółką.
Jak dodaje, nie byłby to przypadek odosobniony, a sam Advent ma w swojej historii podobne wymiany po przejęciach.
Więcej w Bizblogu o InPoście
Giełda przegrana, prywatny kapitał wygrany
Całość operacji – w opinii analityka – wygląda jak zamknięcie wieloletniego sporu z rynkiem publicznym. Skoro giełda nie chciała wycenić InPostu tak, jak oczekiwał właściciel, rozwiązaniem okazało się wyjście z giełdy i oddanie spółki w ręce inwestorów, którzy widzą w niej coś więcej niż bieżący kurs.
Dla akcjonariuszy to atrakcyjna cena wyjścia. Dla rynku kapitałowego – kolejny sygnał, że dynamiczne spółki coraz częściej wybierają prywatny kapitał zamiast cierpliwego czekania na zmianę sentymentu giełdy. A dla Rafała Brzoski – dowód, że jeśli rynek nie chce przyznać racji, można po prostu zmienić rynek.







































