Pellet zniknął ze sklepów. Sprawdzam w internecie, a tu cena 8000 zł
Pellet bije rekordy popularności. Niestety w środku najmroźniejszej zimy jego dostępność gwałtownie spadła. Sklepy świecą pustkami, dostawy znikają w kilka minut, a ceny sięgają nawet 8000 zł za tonę. Sprzedawcy stawiają zaporowe ceny i czekają na dostawy.

Kotły na pellet i biomasę bija kolejne rekordy popularności w programie Czyste Powietrze. A że w tym czasie nastała najmroźniejsza od wielu lat zima, to efektem jest większe zapotrzebowanie energetyczne i przy okazji droższy pellet. Obecnie za tonę tego opału, licząc razem z kosztami transportu, musimy dać pod 2000 zł. Nawet węgiel w środku obecnego sezonu grzewczego nie jest taki drogi.
Ale stawki dobijające nawet do 3000 zł to jeszcze nic. Znalazłem też w ogłoszeniach aukcyjnych oferty pelletu za 8000 zł za tonę. O co chodzi? To wcale nie nowy opał, posypany diamentami. To po porostu nowa polityka sprzedawców, którzy tak sobie radzą z zatorem na rynku.
Pellet, czyli brak opału w magazynie
Żeby przekonać się o tym, jak mało obecnie jest pelletu na rynku, wystarczy odwiedzić jakiś sklep. Stacjonarny lub internetowy. To nie ma znaczenia, bo i tak przy okazji tego typu zakupów ze sformułowaniem „brak towaru” spotkamy się teraz nader często. Nie wierzycie? No to odwiedzamy na przykład internetowy sklep pellet4future.com. Wpisuję kod pocztowy, żeby zobaczyć cenę z transportem do siebie i co widzę?
Wśród czterech pierwszych propozycji, jakie się wyświetliły na stronie dostępna jest tylko jedna: Pellet drzewny Anpol ENplus A1 za 2055 zł. A reszt? Brak w magazynie. Dalej jest bardzo podobnie. Przewaga opału, którego nie ma, jest bezdyskusyjna.
Na stronie podany jest numer telefonu kontaktowy, no to dzwonię, żeby zapytać co się dzieje. Dzwonię dosłownie co minutę, i tak przez 20 minut. Linia jest cały czas zajęta. Może to recepta na zniecierpliwionych klientów, którzy przy okazji braku pelletu w magazynach zaczęli dzwonić jak najęci? Napisałem w takim razie maila.
Obecnie są ogromne braki pelletu na rynku - taką otrzymałem w końcu odpowiedź.
Ale to jeden e-sklep z pelletem jest? Odwiedzam w takim razie kolejny i zerkam na ofertę pelletsklep.pl. Tutaj sytuacja wydaje się być jeszcze gorsza, a informacja „brak w magazynie” pojawia się bardzo często.
Na stronie, w kategorii „popularne produkty” wyświetlonych jest ich w sumie 60. Ale dostępne są tylko dwa rodzaje opału: brykiet dębowy za 1995 zł i ukraiński brykiet torfowy – za 1095 zł (big big) albo 1195 zł (paleta). Na resztę trzeba czekać. Ile? Dzwonię i tym razem mam więcej szczęścia, po chwili po drugiej stronie słyszę kobiecy głos.
Nie wiemy, co się dzieje, ciężko powiedzieć. Coś musi się dziać na rynku pelletu, bo tego opału teraz nie ma. Ludzie zapisują się w kolejce, pana też mogę zapisać. Ale jak przyjeżdża samochód z 24 paletami, to one znikają dosłownie w chwilę - tak pani mi tłumaczy charakterystykę obecnego zatoru na rynku pelletu.
8000 zł za tonę. Taka cena ma wystraszyć klientów
A jak z pelletem jest teraz wśród ogłoszeń aukcyjnych na Allegro i OLX? Też dziwnie. Można obecnie naciąć się na ogłoszenia bardzo drogo wyceniane. Znalazłem na przykład na Allegro pellet drewniany Etna. Cena? 120 zł za jeden worek 15-kg. Łatwo więc policzyć, że zebranie w ten sposób tony opału będzie kosztować 8000 zł. Drogo, nawet na jak wyjątkowo mroźny sezon grzewczy w tym roku. Ta cena nie dawała mi na tyle spokoju, że napisałem do sprzedawcy i zapytałem, czy może doszło do jakiejś pomyłki, czy może jednak wszystko dobrze czytam?
Więcej o pellecie przeczytasz w Bizblog:
Cena jest ustawiona zaporowa, gdyż niedawno nam się skończył i czekamy na nowa dostawę. Niestety jest problem z dostępnością i nie wiem kiedy dokładnie dojedzie - taką odpowiedź otrzymałem od sprzedawcy.
Nic więc dziwnego, że poszukując obecnie najlepszej ceny pelletu natrafimy na oferty celujące w stawki wyższe nawet o kilka tysięcy złotych. Tu wcale nie chodzi o nowy rodzaj opału, który za taką cenę starczy na lata. Mamy po prostu do czynienia z cenami zaporowymi. Bo na rynku nie ma pelletu, a na nowe dostawy trzeba czesać nie wiadomo ile i niektórzy sprzedawcy wolą wystraszyć klientów niż co chwilę im tłumaczyć obecny zator na rynku.







































