REKLAMA

„Boli was to polskie Dino”. Tak, bo to wstyd, że Polak tak traktuje Polaków

Afera w Dino się rozkręca. W sklepach Dino pracownicy są zmuszeni do pracy w warunkach, które zagrażają ich zdrowiu, bo właściciel oszczędza na ogrzewaniu. A tym właścicielem jest numer jeden na liście 100 najbogatszych Polaków.

Afera w Dino się rozkręca
REKLAMA

Nad Dino zbierają się czarne chmury już od pewnego czasu, bo od tygodni związkowcy podnoszą larum, że w firmie źle się dzieje.

REKLAMA

Co się dzieje w Dino?

Za małe zatrudnienie w stosunku do obowiązków, przez co pracownicy są przeciążeni pracą, a właściciel nie chce zatrudnić więcej osób – to jeden z ich głównych zarzutów. Z tego powodu niedawno managerowie spółki dostali przykaz, by nie udzielać pracownikom urlopów dwutygodniowych latem – pisałam o tym już w Bizblog.

Do tego brak Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, choć Dino to bardzo duża firma. I na koniec to, co wyszło podczas ostrych mrozów w Polsce - złe warunki pracy, bo najwyraźniej ktoś tu oszczędza na ogrzewaniu.

Związkowcy związkowcami - można ich nie lubić i uważać, że oni zawsze narzekają na kapitalistów, ale w tej sprawie ruszyła już do pracy Państwowa Inspekcja Pracy i pierwsze kontrole w styczniu potwierdziły, że:

  • owszem, w sklepach są skrajne niedobory kadrowe;
  • do tego jest zbyt dużo towaru jak na wielkość sklepu, przez co były one nieprawidłowo składowane - w domyśle: mogły stanowić zagrożenie;
  • tak, jest zimno, w niektórych temperatura sięgała ledwo 12 stopni Celsjusza.

Kontrole PIP w Dino wcale się jeszcze nie skończyły, ale za to zaczęły się nowe - poselskie. Afera w Dino się rozkręca, więc zaczęli włączać się w nią politycy.

Więcej informacji dla pracowników znajdziesz na Bizblog.pl:

Poseł i ministra idą na ratunek

Najpierw w środę 4 lutego do Dino w Sochaczewie z interwencją poselską wybrał się Adrian Zandberg, lider partii Razem. On i jego termometr. Termometr pokazał, że w sklepie panuje temperatura zaledwie 8 stopni Celsjusza. Skomentował to mówiąc, że:

Robienie z ludzi mrożonki się opłaca.

Owszem, opłaca się bardzo, bo musicie zdawać sobie sprawę z tego, kto zarabia na tym oszczędzaniu na ogrzewaniu, czyli kto jest właścicielem sieci Dino - to Tomasz Biernacki, numer jeden na liście 100 najbogatszych Polaków.

Jak dodacie dwa do dwóch, to wychodzi nam polskie januszowanie na poziomie turbo-mega-ekspert.

I niech wam się nie wydaje, że może akurat w Sochaczewie była jakaś awaria tego ogrzewania i zimno nie wynikało wcale z chęci oszczędzania. Związkowcy alarmowali publicznie o tych niskich temperaturach w różnych częściach kraju i kiedy rzeczywiście ruszyły kontrole PIP w sklepach w styczniu, donosili, że w wielu lokalizacjach w obawie przed kontrolą nagle podkręcono ogrzewanie. A więc da się.

Tak na marginesie, nie mówimy o żadnej ludzkiej przyzwoitości, żeby zapewnić pracownikom odpowiednie termiczne warunki pracy. Reguluje to prawo i Kodeks pracy mówi jasno, że przy lekkiej pracy fizycznej, a taką jest praca w sklepie, minimalna temperatura, jaką musi zapewnić pracodawca, to 18 stopni C. Dino więc ewidentnie łamie prawo.

No i afera się rozkręca, bo po akcji posła Zandberga do akcji włączyła się nawet ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która w czwartek 5 lutego na antenie TVP Info radziła kasjerom z Dino wychodzić z pracy, porzucając swoje stanowiska, jeśli temperatura jest za niska.

Oczywiście nie nawoływała do jakiegoś buntu przeciwko pracodawcy, choć trochę można to tak odebrać. Ale wszystko jest zgodnie z prawem.

Przypominam pracownikom, że jeżeli warunki pracy, temperatura w pracy spada poniżej ustawowego minimum, to mają prawo poinformować przełożonego, że nie będą dalej realizowali swoich obowiązków, ponieważ zagraża to ich zdrowiu i bezpieczeństwu - podkreślała Dziemianowicz-Bąk w TVP.

I jak spojrzycie na tę sprawę trochę z lotu ptaka, to to jest jakiś cyrk, bo w skrócie ta sprawa wygląda tak: minister pracy mówi pracownikom, żeby nie pracowali, bo najbogatszy człowiek w kraju nie ma kasy, żeby ogrzewać swoją firmę zgodnie z podstawowymi przepisami prawa.

To nie zazdrość

Muszę jeszcze napisać P.S., bo pod tekstem o tej sprawie na portalu Bankier.pl znalazłam komentarz internauty, który jasno sugeruje, że to jakaś nagonka na polskiego milionera. Pewnie z zazdrości, bo przecież wiadomo, że my Polacy tak mamy, że nie znosimy, jak innemu Polakowi się powodzi.

Boli ich to polskie Dino, oj boli...w niemieckim Lidlu czy Aldi za to można marznąć do woli hehe

REKLAMA

Otóż, drogi internauto, rzecz w tym, że w Lidlu czy Aldi pracownicy po prostu nie marzną.

I tak się składa, że te same związki zawodowe, które alarmują o mrożeniu pracowników w Dino, są aktywne też we wspomnianym niemieckim Aldi. I również w niemieckim Rossmannie i Kauflandzie. I portugalskiej Biedronce. To po prostu jeden związek zawodowy OPZZ Konfederacja Pracy w Kauflandzie, Biedronce, Dino, Aldi Rossmann.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-08T20:05:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-08T14:14:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-07T22:06:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-07T19:52:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-07T17:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-07T15:18:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-07T13:04:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-07T09:02:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-06T21:44:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-06T19:53:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-06T18:06:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-06T13:45:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-06T12:23:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-06T08:22:51+01:00
Aktualizacja: 2026-02-05T20:07:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-05T14:46:37+01:00
Aktualizacja: 2026-02-05T13:19:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA