Nie należy jednak wpadać w panikę, a powody są dwa: po pierwsze ,to wina głównie Poczty Polskiej, po drugie, pracę w wyniku zwolnień grupowych straciła tylko 1/3 z tych, którzy zostali zgłoszeni do zwolnień.

Nie mogę odpuścić, żeby nie cofnąć się najpierw do pierwszych miesięcy 2024 r., kiedy rozpętała się w Polsce histeria, że masowe zwolnienia grupowe pustoszą rynek pracy. Tylko że wówczas masowe zwolnienia, to były raczej masowe urojenia.
Zbyt wczesne bicie na alarm
Nakręcała je chętnie prawica z byłym premier Mateuszem Morawieckim na czele, który pisząc w social mediach o zwolnieniach grupowych w 2023 r. pisał:
Premier polskiej biedy już niszczy!
Tę narrację podchwyciły też nieprawicowe, liberalne, a nawet „uśmiechnięte” media. Tylko że to nie była prawda. A prawda wyglądała tak, że owszem, w 2023 r. do zwolnień grupowych zgłoszono niemal o połowę więcej osób niż rok wcześniej, ale jednocześnie i tak mniej niż w latach 2019-2021.
Na koniec marca 2024 r., gdy ta histeria wybuchła, plany zwolnień grupowych ogłosiło w Polsce 159 firm, a to szósty najmniejszy wynik w ciągu ostatnich 21 lat.
To tyle na temat urojeń.
Ale może to były jednak dobre diagnozy, ale ze szklanej kuli? Mam na myśli to, że nie znajdowały odzwierciedlenia w rzeczywistości, ale już w przyszłości tak? Po prostu nastąpiła niewielka pomyłka na osi czasu?
Bo jak przeniesiemy się do dnia dzisiejszego i spojrzymy na niedawno zakończony 2025 r., to okaże się, że był to rok szokująco owładnięty zwolnieniami grupowymi. „Rzeczpospolita” w ramach ich podsumowania zauważyła niedawno, że w 2025 r. do zwolnień grupowych zgłoszono ponad 97,6 tys. pracowników, a to najwięcej od kryzysu finansowego w latach 2008-2009.
I ten obraz już rzeczywiście może niepokoić, bo to aż trzykrotnie więcej niż rok wcześniej. To wręcz jakiś kataklizm. Byłby. Gdy rzeczywiście wszyscy zgłoszeni do zwolnień grupowych zostali zwolnieni. A nie zostali.
Czytaj więcej w Bizblogu o sytuacji rynku pracy
Zwolnienia, których nie było
I to zawsze jest tak, że zwolnienia faktycznie zrealizowane są na niższym poziomie niż te zgłoszone do urzędów pracy. Ale ten rozjazd był w 2025 r. rekordowy i wynikał z bardzo specyficznej sytuacji w jednej tylko firmie - Poczcie Polskiej.
Nie chodziło wcale o to, że Poczta Polska chciała zwolnić 51 tys. pracowników, ale zmieniała ona regulamin wynagrodzeń i pracownicy mogli nie zaakceptować tych zmian. A wtedy musieliby zostać zwolnieni. Formalnie więc Poczta musiała zgłosić do zwolnień grupowych wszystkich, którym zmieniał się ów regulamin.
Czy to znaczy, że w 2025 r. w takim razie nic złego się nie stało?
Do zwolnień grupowych było zgłoszonych 97,6 tys. pracowników, ale realnie zwolnionych w tym trybie zostało jedynie 29,6 tys. osób, a więc zaledwie jedna trzecia.
Pracownicy są starzy, a tu trzeba uczyć się masażu twarzy
A jednak się stało, bo te niecałe 30 tys. osób to najwięcej od pięciu lat. Pamiętać też należy, że mówimy tylko o ludziach, którzy stracili pracę w trybie zwolnień grupowych, a nie wszystkich, którzy w 2025 r. stracili pracę. Nie mówiąc już o tym, że aby ciąć zatrudnienie nie trzeba wcale zwalniać pracowników. Można też nie zatrudniać nowych w miejsce tych, którzy sami naturalnie odchodzą i w ten sposób niby zwolnień nie ma, a liczba miejsc pracy w gospodarce się kurczy.
I mamy paradoks, bo z jednej strony rośnie nam znów bezrobocie - na koniec grudnia 2025 r. wyniosło już 5,7 proc. - o 0,6 punktu procentowego więcej niż na początku roku. Z drugiej strony mamy coraz trudniejszą sytuację z punktu widzenia pracodawców, bo zasób dostępnych pracowników się kurczy, a ci, co są na rynku, błyskawicznie się starzeją. Czyli demografia.
Na tę fatalną demografię należy nałożyć jeszcze niedopasowanie kompetencji pracowników i potrzeb pracodawców. Struktura rynku pracy się zmienia. I zaczyna być coraz poważniejszym problemem.
Niedawno, w ramach ciekawostki, firma zajmująca się rynkiem pracy i przygotowująca regularnie analizy na temat trendów - Personel Service - pisała o zawodach, które zaskakują, a można na nich nieźle zarobić, nawet kilkaset tysięcy złotych rocznie - trenerka twarzy, strażnik rezydencji, czy legalny włamywacz, czyli specjalista ds. testowania zabezpieczeń fizycznych, który na zlecenie banku lub innej instytucji finansowej próbuje włamać się do chronionych obiektów.
Tak, wiem, można się śmiać. I nie chodzi mi o to, że rynek jest niedopasowany strukturalnie, bo brakuje nam w Polsce trenerek twarzy, a za to mamy za dużo psychologów. Rzecz w tym, że jak podkreśla sam Personel Service, zawody, które jeszcze dekadę temu brzmiały egzotycznie i były raczej fanaberią, dziś są realną drogą i to często do wysokich zarobków.
Pracownikom trudno nadążyć za tymi zmianami. Szczególnie, że mamy w Polsce właśnie ze względów demograficznych wysoki średni wiek osób aktywnych zawodowo. W połowie 2025 r. wynosił on 43 lata, tyle samo wynosiła mediana i - uwaga - mediana ta błyskawicznie rośnie, bo w ciągu 12 miesięcy wzrosła o rok.







































