Ministerstwo Finansów ma prezent dla osób, które zwalczyły COVID-19 i zdecydowały się oddać honorowo osocze bardzo przydatne w leczeniu tych, którzy ciężko przechodzą tę chorobę. Odliczyć można sobie 3250 zł w rocznym rozliczeniu PIT.

Osocze ozdrowieńców to obecnie bardzo deficytowy towar. W mediach krążą reklamy, zachęcające tych, którzy przechorowali COVID-19, by oddawali swoje osocze, bo jest ono niezwykle pomocne w leczeniu chorych z ciężkimi objawami, ale osocza nadal dramatycznie brakuje.
Na przeciw wyszło Ministerstwo Finansów, które informuje, że oddanie osocza to darowizna, którą można odliczyć sobie od podatku.
Ile można zyskać na uldze podatkowej?
„Rzeczpospolita” wylicza, że zgodnie z obowiązującymi przepisami dorosły człowiek może rocznie oddać maksymalnie 25 litrów osocza (jednorazowo tylko 600 ml), którego wartość na potrzeby wyliczania ulgi to 130 zł. To oznacza, że maksymalnie można odliczyć sobie od podatku 3250 zł.
To znacznie więcej niż w przypadku oddania krwi - tej rocznie można oddać 2,7 l x 130 zł = 351 zł.
Odliczenie podatkowe jest proste. Ze stacji krwiodawstwa należy pobrać zaświadczenie o ilości oddanego osocza, a ulgę na darowiznę rozliczyć w załączniku PIT-0 do rocznego zeznania PIT.
Ważne, że ulga na darowizny ograniczona jest limitem 6 proc. rocznego dochodu i dotyczy łącznie wszystkich darowizn, w tym darowizn na cele kultu religijnego czy na rzecz organizacji pożytku publicznego.
Czytaj też: Ulga IKZE - ile można odliczyć sobie od PIT?
Ile warte jest osocze?
Prawo do tej ulgi podatkowej przysługuje jedynie tym, którzy oddali osocze honorowo, a więc nie dostali za nie żadnych pieniędzy. Co prawda stacje krwiodawstwa nie płacą za osocze, ale teoretycznie ozdrowieniec mógłby je sprzedać za granicą, ewentualnie firmie pośredniczącej. W takim przypadku ulga mu nie przysługuje.
A może by tak płacić ozdrowieńcom za osocze, skoro to tak deficytowy i potrzebny towar? Taki pomysł w październiku miało m.in. Forum Obywatelskiego Rozwoju, argumentując, że dawcy osocza otrzymują wynagrodzenie m.in. w Austrii, Czechach, Niemczech, USA i na Węgrzech.
Jeszcze wiosną tego roku „New York Times” pisał, że za porcję osocza kalifornijska firma Cantor BioConnect płaciła od 100 dol. do nawet 40 tys. dol. W Europie stawki to podobno 400 euro za porcję.
Jednak zdaniem lekarzy to bardzo zły pomysł. Osoby, które chciałyby zarobić na oddawani osocza mogłyby celowo zatajać informacje ich dyskwalifikujące. To mogłoby się źle skończyć zarówno dla dawcy i jak i dla biorcy.
Osoby:
- w wieku 18-65 lat;
- które przechorowały COVID-19 (najwcześniej 28 dni po ustąpienie objawów) lub takie, które przeszły bezobjawowe zakażenie wirusem SARS-CoV-2 (potwierdzone testami, bądź wpisem w aplikacji gabinet.gov.pl) i czuję się zdrowe;
- które spełniają kryteria dla dawców określone w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 11 września 2017.
- osoby po transfuzji krwi czy przebytej ciąży muszą przejść dodatkowe badania, które wykona Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa - to oficjalnie, jednak 80 proc. kobiet, które były w ciąży nie nadaje się na dawców, więc centra krwiodawstwa często z góry odmawiają takim kobietom.
Osocze od covidowych ozdrowieńców pobiera się trzy razy w ostępach tygodniowych, ale jeśli po tym czasie dawca ma nadal wysoki poziom przeciwciał, można pobrać kolejne porcje w ostępach dwutygodniowych. To nie boli, a może komuś uratować życie. Może warto poświęcić 30-40 minut, bo tyle trwa jednorazowe pobranie, i nie liczyć, że zrobi się na tym interes życia? A te 3250 zł to po prostu miły prezent od ministra Kościńskiego.