System kaucyjny miał być łatwy i przyjemny. Ale nie jest. Ministerstwo Klimatu i Środowiska upiera się, że wszystko jest w porządku. Dlatego specjalnie dla resortu stworzyłem listę najpilniejszych błędów do poprawy. A nuż przeczytają i je poprawią.

O systemie kaucyjnym piszę już od dawna. Najpierw było o tym, jak sobie radzą z kaucją za granicą, a potem były wielkie przygotowania od debiutu nad Wisłą. Wszystko wydawało się precyzyjnie sformułowane i bardzo klarowne. Do czasu kiedy system kaucyjny naprawdę zadebiutował 1 października 2025 r. Do końca ubiegłego roku wszystkie niedociągnięcia i błędy zarówno Ministerstwo Klimatu i Środowiska, jak też Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej tłumaczyło trzymiesięcznym okresem przejściowym.
Ale w 2026 r. nasz system kaucyjny dalej jest ewidentnie chory i nie potrafi poruszać się o własnych siłach. Tymczasem strona rządowa przyjęła taktykę, że nawet jak się wszystko wali, informujemy, że nic złego się nie dzieje i wszystko jest w porządku. Nie jest. Ministerialna narracja to tylko pobożne życzenia. Stąd pomysł stworzenia dla urzędników MKiŚ oraz NFOŚiGW ściągi.
System kaucyjny: grzech nr 1, czyli szukaj kaucji
Te trzy miesiące - od października do grudnia - miały służyć przede wszystkim producentom opakowań, którzy musieli dostać czas, żeby się przystosować do nowych zasad. Chodzi w pierwszej kolejności o to, że na butelkach i puszkach pojawiło się nowe logo kaucji. Trzeba było wiec w tym celu lekko zmodyfikować linię produkcyjną.
To kosztuje i trwa. A w dodatku przecież w samych sklepach i magazynach zalegało cały czas (i dalej zalega) mnóstwo opakowań bez log. Producenci zaś nie mogą być stratni i najpierw muszą sprzedać stare opakowania, żeby móc wprowadzić na rynek - bez straty dla siebie, wiadomo - te nowe, już z symbolem kaucji. Takie tłumaczenia słyszałem w sklepach największych sieci handlowych w kraju przez ostatnie tygodnie minionego roku.
Teraz, już prawie po pięciu miesiącach funkcjonowania u nas systemu kaucyjnego, niewiele się w tym temacie zmieniło. Idąc na zakupy, musimy wziąć butelkę do ręki i znaleźć charakterystyczny prostokąt z napisem „kaucja”. Od tego przecież zależy, czy ją potem wyrzucimy, czy oddamy do sklepu, o ile nam się taka sztuka powiedzie.
Grzech nr 2, czyli podział butelek
Przez miesiące przedstawiciele MKiŚ i NFOŚiGW przekonywali, że jednym z podstawowych założeń naszego systemu kaucyjnego będzie jego powszechność. Ma dotyczyć jak największej liczby opakowań, żeby nie było żadnego bałaganu. Tyle teoria, a co z praktyką? Owszem, wiadomo, że system kaucyjny obejmuje butelki zwrotne plastikowe PET do 3 litrów pojemności, butelki szklane wielokrotnego użytku do 1,5 l pojemności i puszki metalowe do 1l.
A co z resztą? Browary wywalczyły pozostanie w dotychczasowych systemach zwrotu. Rząd 4zastanawia się nad „małpkami”, czyli mniejszymi (do 200 ml) butelkami po alkoholu oraz nad opakowaniami po mleku. Sieci handlowe tymczasem wprowadzają własne zasady i w oddzielnych regulaminach stwierdzają, które opakowania będą przyjmować.
Grzech nr 3, czyli bez paragonu
Wmawiano nam też, że w ramach polskiego systemu kaucyjnego nie trzeba będzie udowadniać, gdzie dane opakowanie zakupiono. Żeby klient nie musiał latać od sklepu do sklepu, aż mu się cały ten recykling znudzi. Brzmi logicznie. Tyle tylko, że ta zasada jest wyłącznie na papierze, w rzeczywistości po prostu nie funkcjonuje.
Przekonałem się o tym na własnej skórze. W butelkomacie Kauflandu nie mogłem oddać butelek zakupionych zlokalizowanym 500 metrów Aldi. Powód? Nie, bo nie. Żadnej pomocy ze strony obsługi sklepu. Dwa tygodnie później spotkała mnie ta sama sytuacja. Automat nie rozpoznawał kodu moich butelek, chociaż miały logo kaucji. Ale nie kupiłem ich w Kauflandzie. Co na to rząd?
Opakowanie ze znakiem kaucji klient ma prawo zwrócić w każdym większym sklepie i wybranym mniejszym, który ma swojej ofercie opakowania objęte systemem kaucyjnym. Nie ma żadnego znaczenia, czy opakowanie zostało zakupione w tym sklepie i czy sklep ma w ofercie ten konkretny produkt - odpowiada resort klimatu i środowiska.
Czyli bezparagonowość to kolejny mit.
Grzech nr 4: tylko gotówka
W założeniach do polskiego systemu kaucyjnego stoi czarno na białym: za zwrot opakowania z kaucją klientowi należy się gotówka. Szkoda tylko, że nikt nie dopisał, że może zdarzyć się tak, że przyjdzie o tę gotówkę walczyć. Powód? Sieci handlowe mają w nosie te ustalania i kaucję od miesięcy traktują tylko z jednego powodu: żeby zachęcić do kolejnych zakupów u siebie.
Gotówka więc jest tylko w teorii. W praktyce trzeba się mocno o nią postarać. Sklepy poustawiały u siebie recyklomaty, ale te najczęściej żadnych pieniędzy z siebie nie wypluwają. Tylko bon rabatowy na następne zakupy. Chcesz gotówki? Musisz z tym bonem pójść do kasjerki. Chociaż nikt o tym nie informuje. Zostaje tylko zgadywać.
Gotówka w naszym systemie kaucyjnym to fikcja
Grzech nr 5: udawany recykling
Z tych powodów nasz system kaucyjny na razie kojarzy się ze sporym chaosem, w którym ciężko wskazać opakowanie z kaucją, bo trzeba takich najpierw poszukać. A zwrot gotówki to już wyższa szkoła jazdy, na którą nie każdy się decyduje, bo nie wszyscy o tym wiedzą.
Efekt? Ludzie chodzą z workami butelek i puszek do sklepów i najczęściej odbijają się z nimi jak od ściany. Do recyklomatów bowiem - w zmian za rabaty i promocje na kolejne zakupy - trafia tylko mniejsza część z nich. Z pozostałą człowiek musi decydować co robić: wracać z nimi do domu i próbować jeszcze raz, czy może machnąć na to wszystko ręką i wyrzucić je do przysklepowego kosza?
Wystarczy zobaczyć te kosze przy sklepach, żeby przekonać się, których z tych scenariuszy częściej ma miejsce. Przynajmniej na razie.
Grzech nr 6: nie można było przewidzieć oszustw?
Wiecie, mamy XXI wiek, sztuczna inteligencja smyra już nas prawie na każdym kroku. Tymczasem podstawą naszego sytemu kaucyjnego są recyklomaty. I tych maszyn nie można było tak skalibrować, żeby uniknąć możliwych oszustw? Nikt wcześniej o tym nie pomyślał? A przecież sprytny Polak zawsze coś wykombinuje, żeby obejść system i przy okazji przytulić parę groszy. Rząd to powinien przewidzieć i wcześniej temu zapobiec.
Tymczasem jeszcze teraz docierają sygnały z całego kraju o kojonych próbach oszukiwania sytemu kaucyjnego. Ktoś skanuje tylko jedną butelkę ale do butelkomatu wrzuca na przykład 10. Dwie minuty roboty i 5 zł w kieszeni jest. Proste. I w dobie globalne cyfryzacji i automatyzacji nie można było tego w żaden sposób przewidzieć? Nie wierzę.
Grzech nr 7: operatorzy systemu, czyli kto?
Zgodnie z prawem zezwolenie na prowadzenie systemu kaucyjnego wydaje się na wniosek podmiotu reprezentującego. Dotychczas zakończono postępowania o wydanie zezwolenia na prowadzenie systemu kaucyjnego z wniosków złożonych przez takie podmioty jak: Zwrotka S.A.; Polka S.A.; OK Operator Kaucyjny S.A.; Eko-Operator S.A.; Reselekt S.A.; Kaucja.pl - Krajowy System Kaucyjny S.A. oraz Polski System Kaucyjny S.A.
Więcej w Bizblogu o systemie kaucyjnym
Niektóre z tych podmiotów stworzyły sieci handlowe i podmioty wprowadzające napoje na rynek. Jaka jest ich rola? Dlaczego nie zdecydowano się na jednego, państwowego operatora, przy którym nie byłoby tylu wątpliwości? Resort klimatu tłumaczył to konkurencyjnością. Operatorzy systemu mają między sobą konkurować, co powinno rozwijać system kaucyjny zmieniać go na lepsze. Na razie jednak w tłumie tych operatorów trudno cokolwiek dostrzec. A już na pewno nie poprawę.



















