Inflacja naprawdę się już uspokoiła. Wręcz już ostatnie dwa lata była stabilna, więc i sklepy powinny się uspokoić i skończyć z wojną cenową. Ale się nie uspokoiły, bo liczba promocji ciągle rośnie. Czy to dobrze?

Odpowiedź wcale nie jest oczywista. Tak mniej więcej przy co drugiej wizycie w Biedronce (tę sieć dyskontów akurat mam najbliżej domu) jestem świadkiem, jak przy kasie samoobsługowej ktoś woła obsługę, bo mu się coś nie zgadza.
W gazetce jest przecież informacja, że te jabłka/dżem/kurczak czy coś tam jeszcze, jest w promocji, a kasa samoobsługową liczy pełną cenę. Nieraz nawet na dowód przedstawiana jest owa papierowa gazetka, którą klient ma ze sobą.
A obsługa sklepu na to, że owszem, te jabłka/dżem/kurczak były w promocji, ale wczoraj, dziś jest już co innego, a za dwa dni znów będzie co innego. I wskazuje na drobny druczek.
Klient czasu towar odkłada, czasem jest po prostu rozczarowany i głęboko wzdycha. Bo przyzwyczaił się przez lata, że promocja w gazetce jest w cyklach tygodniowych. Ale swoje przyzwyczajenia musi zmienić, bo zmienił się już jakiś czas temu sposób walki dyskontów o dusze klientów.
Czytaj więcej o zakupach
Zwykła przecena jest już passé
Teraz wszystko dzieje się szybko. Promocje się mnożą, ale trwają krócej. Mają też coraz bardziej wymyślne formy. Niedawno pisałam, że Biedronka właśnie zasadza się na pensje Polaków, bo od lutego wprowadziła zupełnie nowy format promocji „10. dnia miesiąca”. Nowością jest też obniża ceny o połowę, a tę drugą połowę dostajesz jako zwrot na kartę do wydania na kolejne zakupy. Zwykła obniżka ceny albo wielosztuki są już passé.
Jest tego tyle, że pogubić się można. I oszaleć, gdyby chcieć z rozmysłem planować zakupy w promocyjnych cenach. I wiecie co? To jednak dziwne, że sklepy nie kończą tej wojny cenowej.
Bo na logikę, powinny.
Tę wojnę cenową rozpętała wysoka inflacja w ostatnich latach. Ale ona już odpuściła. I to nie wczoraj ani dziś. Już w 2024 r. średnioroczny wzrost cen wynosił 3,6 proc. W 2025 r. dokładnie tyle samo, więc jest już stabilnie. A sklepy ciągle mnożą promocje bez końca.
Gdzie było najwięcej promocji?
Z raportu UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Shopfully wynika, że w 2005 r. było w sklepach o 13 proc. więcej promocji niż w 2024 r. Ciekawe, gdzie było ich najwięcej, bo wzrost o ponad 50 proc. zaliczył segment cash&carry, czyli mówiąc po ludzku, sklepy wielkopowierzchniowe, które z założenia są wielką, samoobsługową hurtownią dla przedsiębiorców.
I z tej wiedzy i wy możecie zrobić dobry użytek, bo te „hurtownie”, to na przykład sieć Makro, gdzie i jednoosobowy przedsiębiorca może robić sobie zakupy, nie trzeba być restauracją. I wielu Polaków z tego korzysta, szczególnie, że od jakiegoś czasu, rejestrując się w aplikacji, zakupy mogą też robić osoby prywatne.
Idźmy dalej. Na drugim miejscu ze wzrostem promocji były sieci convenience, czyli małe sklepy typu Żabka - tam liczba promocji była większa o 15,1 proc. r/r., a dopiero na trzecim miejscu dyskonty - 14,8 proc.
Hipermarkety już wyraźnie słabiej - wzrost o 9,3 proc., supermarkety o 6,3 proc., a cieci RTV-AGD o 4,4 proc.
Były też miejsca, które promocje cięły. W drogeriach i aptekach liczba promocji spadła o 0,8 proc., a w marketach remontowo-budowlanych o 0,2 proc.
I jeszcze jedna ciekawa rzecz. To nie tak, że promocje mnożą się tak od lat. Przeciwnie, to kwestia ostatnich dwóch lat, bo wcześniej, kiedy inflacja była bardzo wysoka i najbardziej tych promocji szukaliście, wtedy sklepy najmniej chętnie je organizowały, bo same były pod presją kosztów i inflacji.
Będzie jeszcze trudniej. Na zakupach trzeba się zmóżdżyć
No to skoro inflacja w 2026 r. dalej spada, czy to znaczy, że promocji będzie jeszcze więcej? Niekonicznie. Ta wojna cenowa handlowcom daje się we znaki, więc nie mogą jej ciągnąć bez końca. Eksperci twierdzą, że sieci powoli kończą jej agresywną fazę.
To, co nasz czeka, to raczej odejście od mnożenia prostych promocji dla każdego i zmiana modelu na promocje bardziej skomplikowane, bardziej przywiązujące klientów, warunkowe - innymi słowy, sieci będą coraz sprytniejsze, a klient będzie musiał na zakupach coraz więcej myśleć i bardziej kombinować.
Ci bez cierpliwości stracą, bo żeby skorzystać z promocji, trzeba będzie częściej korzystać z aplikacji, programów lojalnościowych, wracać często na zakupy i pilnować terminów.



















