A może to startupy pozbędą się brudnego węgla z Polski? Pod względem kreatywności nikt nam nie podskoczy
Z Marcinem Lewensteinem, dyrektorem innowacji w EIT InnoEnergy rozmawiamy o czekających energetykę reformach w najbliższym czasie. Okazuje się, że w tym procesie sporą rolę mogą odgrywać startupy. Na rynku pojawia się coraz więcej firm, które patrzą na energię zupełnie z innej strony niż dotychczas.

W zachodniej Europie i w USA pojawia się coraz więcej startupów funkcjonujących w energetyce. To obszar dla młodych firm obecnie znacznie łatwiejszy niż IT, gdzie przebić się jest niezwykle trudno. Pod tym względem energetyka stanowi dla startupów dziewicze rejony, które obecnie z ochotą zaczynają zdobywać.
Dobry czas na reformę energetyki
Startupy do energetyki trochę też zaprasza sam rynek, który przy ostatnich wzrostach cen uprawnień emisji dwutlenku węgla (tylko od marca, w czasie spadającego zapotrzebowania energetycznego, wywołanego pandemią, poszła w górę z 15 na 30 euro za tonę CO2) po prostu zaczyna szukać rozwiązań znacznie tańszych.
Zdaniem przedstawiciela EIT InnoEnergy za takim właśnie scenariuszem przemawia nie tylko sytuacja na Górnym Śląsku, ale również w Koninie, Bełchatowie czy Turowie.
OZE, czyli coraz bezpieczniejsze zwroty
Startupy, które chcą zaistnieć na dłużej, przede wszystkim muszą szukać bezpiecznych zwrotów. I znajdują je coraz częściej w odnawialnych źródłach energii. Inwestorzy wiążą z OZE mniejsze ryzyko niż to było jeszcze 5 lat wcześniej i tym samym chętnie patrzą w tym kierunku.
Coraz łatwiej jest też przenosić do energetyki cyfrowe rozwiązania stosowane na innych rynkach. Dzięki temu wzrosła skalowalność projektów, a dochodzą do tego gwarancje państwa, zwiększając wiarygodność energetycznego interesu dla inwestorów. Doszły też nowe technologie, jak chociażby blockchain, który w energetyce wspiera zwieranie transakcji między uczestnikami rynki czy weryfikację pochodzenia lub sposobu wytworzenia energii. To z kolei wiąże się z coraz większą wiarygodnością uczestników energetycznego rynku.
Bo energia to usługa
Startupy zainteresowały się tym tematem, bo energia to usługa. I chociaż jedna jaskółka jeszcze wiosny nie czyni, to stałe przyrosty w miksie energetycznym nowych rozwiązań mogły wpłynąć na mniejsze zapotrzebowanie węglowe. Przy znacznie większej niż teraz liczbie dostawców prądu coraz wyraźniejsze różnice w podejściu do energii mogą zacząć pojawiać się nawet na poziomie poszczególnych gospodarstw domowych.
I trudno się z nim nie zgodzić. Przecież inteligentne generatory słoneczne, biomasa, moduły słoneczne, systemy magazynowania energii i analiza pogody – to obecnie jedne z najlepszych modeli biznesowych, które przyciągają duże fundusze. Prywatni inwestorzy widzą, jak rosną w tym względzie przedsiębiorstwa państwowe na całym świecie (m.in. Octopus Renewables, Blue Shark Power, czy Clear Blue Technologies) i też chcą mieć w tym swój udział.
Solarny dach i energia z kawy
Startupowe rozwiązania energetyczne coraz częściej pojawiają się nad Wisłą. Przykładem jest startup SunRoof, który zaczynał działać w Szwecji i Niemczech, a teraz pojawił się też w Polsce. SunRoof to dziecko polskiego przedsiębiorcy Lecha Kaniuka. W Łodzi SunRoof, który zamiast paneli fotowoltaicznych na dachu zachęca do budowania od początku dachu solarnego, ma już centrum badawczo-rozwojowe, a w Gdańsku centrum logistyczne i projektowe. Pierwszym dom wybudowany w Polsce tą techniką powstał w tym roku.
W przypadku EcoBean idea jest bardzo prosta: włącznie kawy do gospodarki obiegu zamkniętego. EcoBean wraz z Politechniką Warszawką opracował technologię, dzięki której można wytwarzać brykiet z odpadów kawowych. Jeden można wyprodukować z 25 filiżanek.
Potencjał ku temu jest. Rocznie wszak Polacy w sektorze hotelarsko-gastronomicznym wydają ok. 2,3 mld zł. Prognozy zaś wskazują, że już w tym roku w naszym kraju funkcjonować ma w sumie ok. 8 tys. kawiarni, w których każdego roku wypijanych jest ok. pół miliarda filiżanek kawy.