Naprawdę myślicie, że Donald Trump stawia na węgiel i ropę?
Dzisiejszy polityczny populizm polega na tym, żeby mówić gawędzi, to co chce usłyszeć, ale za plecami działać już tak, jak rynek karze. Donald Trump jest w tym mistrzem świata.

Oficjalnie jest tak: Donald Trump uważa, że zmiany klimatu i globalne ocieplenie to wymysł lewackiej ideologii, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. A podstawą energetyczną świat powinny być paliwa kopalne, który powinniśmy produkować bez przerwy, nie zważając na kondycję naszej planety. I dobrze, jakby inni - w tym też Międzynarodowa Agencja Energetyczna - podzielali ten pogląd, bo inaczej Trump tupnie nogą i wycofa fundusze. Ale najnowsza analiza Carbon Brief pokazuje coś całkiem sprzecznego z tą oficjalną narracją.
Donald Trump nadzorował większy spadek mocy wytwórczych w elektrowniach węglowych niż jakikolwiek inny prezydent USA - czytamy w najnowszym opracowaniu Carbon Brief.
Donald Trump węglowym katem USA
W pierwszej połowie lutego br. amerykańskie firmy górnicze mianowały Donalda Trumpa na „niekwestionowanego mistrza pięknego, czystego węgla”. Tylko czy słusznie? Poddają to pod wątpliwość autorzy najnowszej analizy Carbon Brief, z której wynika, że Donald Trump zanotował większy spadek mocy elektrowni węglowych pod jego rządami niż jakikolwiek inny prezydent USA.
Wynika to z faktu, że eksploatacja elektrowni węglowych była nieopłacalna w porównaniu z tańszym gazem i odnawialnymi źródłami energii – a także z faktu, że większość amerykańskich elektrowni węglowych jest bardzo stara - wskazują analitycy Carbon Brief.
Potwierdzają to liczby: podczas pierwszej i drugiej kadencji Donalda Trumpa łącznie moc elektrowni węglowych w USA spadła o około 57 GW, w porównaniu z 48 GW podczas dwóch pełnych kadencji Baracka Obamy i 41 GW podczas jednej kadencji Joe Bidena.
Nawet w ujęciu względnym Stany Zjednoczone traciły większą część pozostałej mocy elektrowni węglowych w każdym roku prezydentury Trumpa niż w przypadku któregokolwiek z jego niedawnych poprzedników - podkreśla Carbon Brief.
Centra danych napędzają popyt na węgiel
W efekcie już w 2024 r. wiatr i słońce produkowały w USA więcej energii elektrycznej niż węgiel. Co więcej: w 2025 r. czysta energia stanowiła aż 96 proc. nowej mocy wytwórczej, dodanej do amerykańskiej sieci energetycznej. Węgiel nie dodał w tym czasie nic. I wychodzi na to, że tego czarnego złota będzie potrzeba coraz mniej. Zdecydowana większość amerykańskich elektrowni węglowych bowiem zbliża się do końca swojej eksploatacji.
Trzy czwarte mocy wytwórczych w elektrowniach węglowych w USA ma ponad cztery dekady, a tylko 14 proc. mniej niż 20 lat - wylicza Carbon Brief.
Więcej o Donaldzie Trumpie przeczytasz w Bizblog:
Ostatnia analiza amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej sugeruje, że udało się poprawić ekonomię elektrowni na węgiel i tych na gaz też. Bo przez wzrost eksportu LNG obowiązywała wyższa cena gazu. Pomógł także rosnący e strony centr danych. Ale analitycy twierdzą, że to raczej incydent, a nie stała tendencja.
Według Rhodium Group, czynniki te spowodowały wzrost produkcji energii elektrycznej z węgla o 13 proc. rok do roku w 2025 r., co stanowi zaledwie drugi wzrost w dekadzie stałego spadku zapotrzebowania na to paliwo - czytamy w analizie Carbon Brief.



















