REKLAMA

Droga energia zmienia grę. Polska mówi „nie” Brukseli

Kompleksowy przegląd unijnego sytemu ETS, zaplanowany na lipiec br., może okazać się tak naprawdę politycznym przeciąganiem liny. Swoje dołoży energetyczna presja, spowodowana konfliktem na Bliskim Wschodzie. Na razie Polska ugruntowała swoją pozycję w grupie państw, które oczekują głębokiej reformy systemu.

ets-polska-chce-wiecej-bezplatnych-uprawnien-dla-przemyslu
REKLAMA

Co dalej z unijnym systemem handlu emisjami CO2 ETS? Komisja Europejska proponuje nowe regulacje dotyczące liczby bezpłatnych uprawnień do emisji, które miałby dostać przemysł do 2030 r. Plan jest prosty: takich uprawnień ma być coraz mniej, ale mają znikać wolniej niż wcześniej to zakładano. Zdaniem Brukseli dzięki temu koszty emisji dwutlenku węgla spadną dla przemysłu o 4 mld euro do końca tej dekady. Ale nie wszystkim się to podoba. Polska znalazła się wśród sześciu krajów, które mają inną propozycję. Przekonują, że plan Komisji Europejskiej może okazać się niebezpieczny dla przemysłu.

Może to prowadzić do zwiększonego zagrożenia utratą konkurencyjności na rynkach światowych, zamykaniem zakładów lub relokacją poza UE - czytamy w liście, do którego dotarł Reuters.

REKLAMA

ETS i bezpłatne uprawnienia do emisji dla przemysłu

Pod tym apelem, oprócz Polski, podpisały się jeszcze takie kraje jak: Bułgaria, Czechy, Grecja, Rumunia i Słowacja. W podpisanym przez nie dokumencie akcentowane są wysokie ceny energii, które gwałtownie wzrosły od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie w tym roku. A takie stawki, zdaniem sygnatariuszy listu do Brukseli, są zagrożeniem dla energochłonnego przemysłu. Mniejsza liczba bezpłatnych uprawnień tylko by te sytuację pogorszyła.

Dlatego Polska wraz z pięcioma innymi krajami apeluje o utrzymanie obecnego poziomu bezpłatnych uprawnień do emisji. Sygnatariusze apelu do Komisji Europejskiej twierdzą, że obniżenie o połowę liczby pozwoleń do emisji dla sektora ogrzewania i paliw może zwiększyć koszty dla branż borykających się i tak już teraz z wysokimi cenami energii. Pierwszeństwo do dodatkowych bezpłatnych uprawnień - jak przekonuje koalicja sześciu państw - powinny mieć państwa członkowskie o średnich i niskich dochodach.

REKLAMA

Nie wszyscy chcą reformy systemu handlu emisjami CO2

Tymczasem przeciągający się konflikt na Bliskim Wschodzie i blokada Cieśniny Ormuz oznaczają coraz wyższe koszty energii, które w coraz większym stopniu obciążają budżety gospodarstw domowych. To też odbija się na wskaźnikach inflacyjnych w wielu krajach. Ale czy to wystarczy żeby ten apel sześciu państw był wysłuchany? 

Więcej o ETS przeczytasz w Bizblog Spider’s Web

To nie jest wcale takie pewne. Bo też nie brakuje zagorzałych obrońców systemu ETS w obecnej postaci, z założoną redukcją bezpłatnych uprawnień do emisji dla przemysłu. W połowie marca br. przywódcy z Danii, Finlandii, Portugalii, Hiszpanii i Szwecji zwrócili się w tej sprawie do przewodniczącego Rady Europejskiej António Costy i stwierdzili, że próby osłabienia systemu ETS spowolniłyby transformację energetyczną i pożyłby zaufanie inwestorów. W podobnym tonie wypowiadają się także europejskie organizacje ekologiczne, w tym WWF i Climate Action Network Europe, które zaapelowały o wstrzymanie się z reformą systemu ETS.

REKLAMA

Osłabienie systemu EU ETS zwiększyłoby ryzyko regulacyjne i koszty finansowania, opóźniłoby ostateczne decyzje inwestycyjne i osłabiło atrakcyjność Europy dla długoterminowych projektów przemysłowych - czytamy w ich apelu.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-28T12:14:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-28T10:49:25+02:00
Aktualizacja: 2026-05-28T10:25:16+02:00
Aktualizacja: 2026-05-28T04:01:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-27T21:59:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-27T16:21:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-27T15:00:58+02:00
Aktualizacja: 2026-05-27T14:12:38+02:00
Aktualizacja: 2026-05-27T09:31:07+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA