Sprowadzili węgiel i nie przekazali go Polakom. Prokuratura już działa
Śledczy sprawdzą, czy doszło do złamania prawa przy okazji sprowadzenia węgla przez Rządową Agencję Rezerw Strategicznych w latach 2022-2023. Opał ma nie nadawać się do sprzedania i nigdy nie trafił do odbiorców, czyli do gospodarstw domowych.

Pamiętacie, jak Polska w reakcji na napaść Rosji na Ukrainę najpierw odwróciła się plecami do rosyjskiego węgla, a potem – żeby zasypać powstałą w ten sposób dziurę surowcową przed kolejnym sezonem grzewczym – zaczęła sprowadzać opał skąd się tylko da?
Okazuje się, że setki tysiące ton węgla nie trafiło do odbiorców, tylko wciąż zalega na składowiskach Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych (RARS). Na polecenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji złożono w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury w sprawie podejrzenia narażenia Skarbu Państwa na olbrzymie straty, Chodzi o ponad 700 tys. ton węgla, które sprowadzono do Polski w latach 2022–2023. Takie informacje przekazało Radio Zet.
Fatalny węgiel nie nadawał się dla gospodarstw domowych
Pierwotnie ten zagraniczny węgiel przeznaczony był dla gospodarstw domowych, ale nigdy tam nie trafił. W grudniu ub.r. eksperci RARS stwierdzili, że zalegające na składowiskach 753 tys. ton czarnego złota nie nadaje się do sprzedaży. Planowane jest przesianie jeszcze tego opału, żeby móc jeszcze jak najwięcej surowca odzyskać. W złożonym już w połowie lutego br. zawiadomieniu do prokuratury mowa jest też o tym, że często w ten sposób sprowadzano miał węglowy, który nie nadawał się do wykorzystania przez gospodarstwa domowe.
Decyzja rządu Mateusza Morawieckiego o awaryjnym skupie węgla była już krytykowana wielokrotnie. Nie dość, że sprowadzany surowiec był najczęściej kiepskiej jakości, to w dodatku taki mechanizm szybko naraził spółki kupujące ten opał u kontrahentów na spore straty i przy okazji również do blokady portów. Do tego doszedł też ówczesny, polityczny chaos.
Wtedy w rządzie tematem nr 1 było poszukiwanie winnego tej węglowej czkawki i wzajemne przepychanki. Cały mechanizm wcześniej skrytykowała kontrola NIK, która wykazała, że ówczesny premier nie uwzględnił faktu, iż w handlu międzynarodowym prowadzonym drogą morską przedmiotem obrotu jest prawie wyłącznie węgiel niesortowany.
W ówczesnej sytuacji rynkowej nie było możliwe dokładne, czy nawet przybliżone oszacowanie zapotrzebowania na węgiel, jakie zostanie zgłoszone przez odbiorców. Dlatego wskazana w poleceniach Prezesa Rady Ministrów ilość 5 milionów ton węgla nadającego się do celów bytowych i komunalnych, jaki należało przywieźć do Polski, mogła znacznie przekraczać realne zapotrzebowanie - przekonuje kontrolerzy NIK.
Związkowcy mówią o zbyt dużym imporcie węgla od lat
Związkowcy od początku krytykowali import węgla. Już w 2020 r. pisali w tej sprawie do premiera Mateusza Morawieckiego i podkreślali, że polskie elektrownie odmawiają realizacji kontraktów na podpisane dostawy z polskich spółek węglowych, bo coraz częściej korzystają z importu. A mimo to w lipcu 2022 r. polecono RARS sprowadzić 4,5 mln ton węgla, m.in. z Kolumbii, RPA czy Australii. W sumie, w całym 2022 r., zaimportowaliśmy aż 20,2 mln t węgla - najwięcej z Kazachstanu i RPA (po 17 proc.), z Kolumbii (15 proc.) i z Rosji (13 proc.).
Więcej o węglu przeczytasz w Bizblog:
Wtedy też, jak wskazują na to związki zawodowe, zaczęły się problemy z wydobyciem węgla w Polsce. W 2022 r. roczna produkcja czarnego złota zakończyła się na poziomie 52,8 mln t , co było wynikiem wyraźnie słabszym od tych z lat poprzednich. Co znamienne: do tego czasu tylko raz miesięczna produkcja była poń niżej 4 mln t: w maju 2020 r. (3,19 mln t). A w 2022 r. wydarzyło się to aż trzy razy: w lipcu (3,99 mln t węgla), sierpniu (3,83 mln t) i we wrześniu (3,82 mln t).
Fot. Gints Ivuskans/Shutterstock



















