Donald Trump: porzućcie politykę zerowej emisji. Bo się obrażę
Gdy obserwuję obecne poczynania administracji Donalda Trumpa, to przypomina mi się słynny cytat z kultowych „Samych swoich”: „Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Grożenie Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) wpisuję się w tego typu narrację.

Donald Trump musiał pozazdrościć największym dyktatorom tego świata, którzy na przestrzeni dziesiątek lat brali od świata to co chcieli, nie przejmując się przy okazji reakcją kogokolwiek. Bo też po jaką cholerę prezydent takiego kraju jak Stany Zjednoczone miałby się kogokolwiek pytać o zdanie? Litości. Nie podoba się przywódca jakiegoś suwerennego kraju? Zawsze można go porwać i zamknąć w swoim więzieniu. Dotychczasowe granice państwowe nie pasują?
Co za problem je zmienić, mając w poważaniu międzynarodową społeczność, przy okazji narzucające jej nowe nazewnictwo geograficzne, gdzie słowo „Trump” odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Albo w nosie masz ustalenia naukowców dotyczące globalnego ocieplenia i zmian klimatu i chcesz przy okazji oddać dług wyborczy spółkom produkującym paliwa kopalne? Nic prostszego: wypowiedz temu porządkowi świata wojnę, wmawiając wszystkim własne widzimisię. Właśnie tak widzę ostatnie grożenie Waszyngtonu IEA.
Zmiany klimatu nie podobają się Donaldowi Trumpowi
Amerykański prezydent już w trakcie kampanii wyborczej twierdził, że zmiany klimatu to wymysł lewackiej ideologii, rzecz jasna nie mając przy tym nawet cienia dowodu na swoje stwierdzenia. I obiecał kopać i wiercić do upadłego. Nic więc dziwnego, ze na liście jego darczyńców znaleźli się ci, którzy z produkcji gazu ziemnego, ropy naftowej i węgla po prostu żyją. Teraz trzeba oddać im dług.
Dodatkowo Trump wyznaje jeszcze jedną filozofię, rodem z Pisma Świętego: „kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie”. A nieposłusznych zawsze można przywołać do porządku wyższymi cłami importowymi. Teraz jednak spór o zmiany klimatu wchodzi na nowe terytoria. Bo Stany Zjednoczone każą IEA zmienić dotychczasową politykę. Chodzi o program klimatyczny wycelowany w osiągniecie zerowej emisji netto do 2050 r.
Stany Zjednoczone wykorzystają wszelkie możliwe naciski, aby IEA ostatecznie, w ciągu najbliższego roku lub dwóch, odeszła od tego programu - stwierdził Chris Wright, sekretarz ds. energii USA.
Przypomnijmy: Wright przed objęciem stanowiska w amerykańskim rządzie był założycielem i dyrektorem generalnym Liberty Energy, firmy serwisowej dla branży naftowej i gazowej z siedzibą w Denver.
Nie ma kryzysu klimatycznego i nie jesteśmy też w trakcie transformacji energetycznej - przekonywał już w 2023 r. na LinkedIn Chris Wright.
Ostrzegamy: inaczej weźmiemy swoje zabawki z piaskownicy
Ale to wcale nie jest żadna dyplomatyczna presja ze strony Waszyngtonu. Donald Trump jest zwolennikiem polityki siły. Dlatego już teraz uprzedza, że wiecznie o modyfikację zdania IEA względem zmian klimatu i emisji nie będzie prosił. Czas już pędzi i aktywiści muszą szybko zmienić zdanie: tik-tak, tik, tak.
Więcej o Donald Trump przeczytasz w Bizblog:
Jeśli jednak IEA nie będzie w stanie skupić się na misji uczciwości energetycznej, dostępu do energii i bezpieczeństwa energetycznego, to niestety staniemy się byłym członkiem IEA - stwierdził Wright.
Amerykański sekretarz ds. energii uważa, że to kwestia polityczna, jeszcze raz udowadniając, że Waszyngton obecnie w ten sposób postrzega cały świat. Ale z taką narracją nie zgadza się Fatih Birol, dyrektor wykonawczy IEA.
Opieramy się na danych. Jesteśmy organizacją apolityczną - tak Birol odpowiedział amerykańskiemu politykowi.



















