„Czekamy, aż inflacja się rozleje”. Ekonomiści wieszczą efekt domina
Już w kwietniu inflacja może zejść do 2,5 proc. Może nawet niżej – zapowiadają ekonomiści. Jednak przewidywanie, jak zachowają się ceny w następnych miesiącach, jest utrudnione przez wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Jak w tej sytuacji zachowa się RPP?

Szybki szacunek marcowej inflacji, opublikowany we wtorek przez Główny Urząd Statystyczny, pokazuje skok rocznego wskaźnika CPI z 2,1 proc. w lutym do 3 proc. W ciągu miesiąca ceny towarów i usług wzrosły o 1 proc. Wyniki okazały się nieco lepsze od prognoz analityków, które wskazywały na wzrost inflacji do ok. 3,2-3,3 proc.

Marcowy wyskok cen
Gwałtowne przyspieszenie inflacji w marcu, jak zauważa Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego, wynika z jednego powodu – wojny pomiędzy USA i Izraelem a Iranem. Drastyczny spadek podaży ropy naftowej i gazu, a tym samym wzrost ich cen, natychmiast spowodował wzrost cen paliw na stacjach – wg szacunków GUS wyniósł on 15,4 proc. w stosunku do lutego. I to właśnie drożejące paliwa, jak zauważają ekonomiści ING, niemal w całości odpowiadają za marcowy wzrost inflacji.
„Na razie presja cenowa tylko w cenach paliw, czekamy na rozlewanie się presji inflacyjnej na inne kategorie” – komentują ekonomiści ING.
Presja cenowa się rozleje
Zauważają przy tym, że w pozostałych grupach towarów utrzymywały się korzystne tendencje cenowe i – przynajmniej na razie – nie widać efektów szoku paliwowego. Ich zdaniem inflacja bazowa z wyłączeniem cen żywności i energii była w marcu na zbliżonym poziomie jak w lutym (ok. 2,5-2,6 proc. r/r).
„Obecnie mamy do czynienia z czystym szokiem podażowym, który koncentruje się na cenach paliw. Tak duży skok kosztów energii będzie powodował rozlewanie się presji cenowej na inne towary i usługi, dlatego banki centralne zaostrzają retorykę i będą z uwagą obserwowały m.in. kształtowanie się cen usług i żywności w nadchodzących miesiącach, a w dalszej kolejności także wpływ na płace” – tłumaczą ekonomiści ING.

Monika Kurtek przypomina jednak, że na razie inflacja w Polsce wciąż mieści się w paśmie odchyleń od celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. +/- 1 pkt proc.), choć „nie da się nie zauważyć, że dokonała gwałtownego przeskoku z dolnej jego części do górnej”.
To z całą pewnością zamyka w RPP dyskusję o kolejnej obniżce stóp procentowych w najbliższych miesiącach, a czy nie w ogóle – będzie zależeć od rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie – uważa główna ekonomistka Banku Pocztowego.
Obecna sytuacja przywołuje wspomnienia o tym, co działo się z cenami w Polsce kilka lat temu, gdy wskutek pandemii, a także napaści Rosji na Ukrainę, indeks CPI zbliżył się niebezpiecznie do granicy 20 proc. kilkukrotnie przekraczając cel inflacyjny.
Co dalej z cenami
Teraz jednak, jak zauważają analitycy, jest inaczej.
„Obecnie mamy do czynienia z szokiem podażowym, który nie powinien generować reakcji polityki pieniężnej, o ile nie pojawią się ryzyka efektów wtórnych” – twierdzą ekonomiści ING.
Ich zdaniem poprzednia sytuacja (Covid oraz wojna na Ukrainie) przyniosły kombinację szoku podażowego (odcięcie dostaw z Chin oraz gazu z Rosji) i popytowego (otwarcie gospodarki i nadmierna stymulacja fiskalna i monetarna w Polsce i za granicą). Eksperci przypominają, że przed pandemią koronawirusa inflacja była wyższa niż przed marcem 2026 r. – zbliżała się do 5 proc. Rosła też inflacja bazowa – byliśmy w Polsce świeżo po podwyżkach świadczeń socjalnych i odczuwaliśmy skutki boomu konsumpcyjnego.
„Dlatego wówczas skok inflacji był tak znaczący, trwały oraz spowodował odkotwiczenie oczekiwań inflacyjnych. Obecnie banki centralne będą ostrożne, ale Fed i NBP nie muszą reagować podwyżkami stóp” – twierdzą ekonomiści ING.
Według analityków Pekao już w kwietniu inflacja w Polsce spadnie w okolice 2,5 proc., a to za sprawą przede wszystkim rządowego programu CPN, który obniży wskaźnik CPI o ok. 0,6 pkt proc.
„Niewykluczone więc, że marcowe 3,0 proc. r/r okaże się lokalnym maksimum w tym roku” – twierdzą eksperci Pekao.
Zdaniem Moniki Kurtek dokonane w Polsce cięcie podatków od paliw i rządowa regulacja cen może sprowadzić główny wskaźnik inflacji jeszcze niżej – w okolice 2 proc.
Inflacja a stopy procentowe NBP
Jednak prognozy dotyczące kształtowania się inflacji w kolejnych miesiącach są obarczone dużą niepewnością.
Co będzie dalej – zależeć będzie od tego, czy wojna na Bliskim Wschodzie się skończy, czy nie, i w jakim tempie rynek ropy i gazu wracać będzie ewentualnie do równowagi. Bilans ryzyk, na chwilę obecną, znajduje się niestety po negatywnej stronie – przyznaje główna ekonomistka Banku Pocztowego.
Analitycy Pekao zwracają uwagę, że w scenariuszu przedłużającego się kryzysu paliwowego należy brać pod uwagę efekty drugiej rundy, które stopniowo mogą przenikać do innych kategorii.
Czytaj też na Bizblog.pl:
Również według ekonomistów ING marcowa inflacja może być tegorocznym szczytem – jeżeli ceny ropy naftowej na świecie nie będą dalej istotnie rosły.
„Biorąc pod uwagę interwencje rządowe na rynku paliw rośnie szansa, że średnioroczna inflacja pozostanie w tym roku wewnątrz przedziału dopuszczalnych wahań, a nawet bliżej celu NBP. Głównym ryzykiem dla tego scenariusza jest ewentualny dalszy znaczący wzrost cen ropy naftowej w związku z konfliktem w Zatoce Perskiej” – czytamy w komentarzu ekonomistów ING.
Uważają oni, że w obliczu niepewności z tym związanej Rada Polityki Pieniężnej powstrzyma się z dalszymi obniżkami stóp procentowych. Niskie jest ich zdaniem również prawdopodobieństwo, że RPP zacznie stopy procentowe w Polsce podnosić.
Zdaniem ekonomistów Pekao RPP stóp procentowych w tym roku nie zmieni.
„RPP pozostanie ostrożna w warunkach podwyższonej niepewności. Rynki zagalopowały się z wycenianiem podwyżek stóp w odpowiedzi na szok podażowy. Skala wpływu szoku na inflację i wzrost gospodarczy będzie mniejsza niż w 2022 r. (splot szoku energetycznego i popytowego szoku post-COVID)” – twierdzą ekonomiści Pekao.
O tym, że RPP pozostanie teraz w trybie wait-and-see, aż do ewentualnej normalizacji sytuacji na rynku surowców energetycznych, przekonani są też ekonomiści PKO BP.
„W przypadku deeskalacji, niższy od zakładanego wzrost inflacji w marcu zwiększałyby szansę na możliwość obniżki stóp procentowych o 25pb jeszcze w tym roku” – czytamy w komentarzu PKO BP.
Z wcześniejszych wypowiedzi członków RPP można wnioskować, że rada będzie teraz czekać i przyglądać się sytuacji. Jeden z nich, Ireneusz Dąbrowski, uspokajał niedawno rynki, że aby RPP zaczęła rozważać podwyżki stóp, inflacja musiałaby trwale zadomowić się powyżej 3,5 proc.



















