Gaz zdrożeje czterokrotnie? Żadna tarcza nas nie uchroni
Rząd wziął się za drogą benzynę i diesla, ale z gazem ziemnym pewnie nic nie zrobi. Tutaj o żadnym miękkim lądowaniu nie może być mowy. A cena błękitnego paliwa może jeszcze przecież gwałtownie wzrosnąć, co utrudni Europie wypełnienie magazynów na zimę.

Cena ropy na dłużej zagościła się w rejonach na poziomie 107–108 dol. I rządowy parasol przyda się jak najbardziej. A co z gazem ziemnym, który jest najdroższy od ponad trzech lat? Niestety, w tym temacie nie ma mowy o działaniach osłaniających, jak obniżka podatku VAT na paliwa. Tymczasem Tomasz Włodek, analityk rynku gazu z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, zwraca uwagę w serwisie X, że Orlen powinien znaleźć już teraz pięć dodatkowych dostaw gazu ziemnego na rynku spot, a do końca roku - nawet ok. 13 takich dostaw.
Zakładając brak dostaw z Kataru przynajmniej do końca czerwca - akcentuje analityk.
Jednocześnie ekspert uspokaja, że o żadnych brakach gazu ziemnego, które mają nad nami teraz wisieć, nie może być mowy.
Żadnego braku gazu nie będzie. Będzie uzupełnianie dostaw ze względu na brak najbliższych dostaw z Kataru. Gaz z Kataru to tylko ok. 11 proc. ubiegłorocznego zapotrzebowania naszego kraju - przypomina Tomasz Włodek.
Gaz ziemny drożeje, 1 MWh za ponad 200 euro?
Cieśnina Ormuz to nie tylko nawozy, czy ropa naftowa. To też bardzo istotny, globalny szlak dla skroplonego gazu ziemnego LNG. Blokada ma coraz silniejszą presją na cenę błękitnego paliwa. Jeszcze pod koniec lutego br. na holenderskiej giełdzie, europejskim benchmarku dla gazu ziemnego, jedna megawatogodzina wyceniana była na ok. 31–32 euro. Ale atak Izraela i USA na Iran wszystko zmienił i obecnie 1 MWh gazu ziemnego sprzedawana jest za ok. 54 euro.
Zdaniem ekspertów, to może być dopiero początek zwyżek, które przypomną nam wszystkim kryzys energetyczny z 2022 r. Nie brakuje prognoz wskazujących, że średnia cena gazu może podskoczyć do 160 euro za megawatogodzinę, z gwałtownymi wzrostami przekraczającymi granicę 200 euro za 1 MWh. Wtedy Europa mogłaby mieć kłopot z zapasami gazowymi na zimę.
Jeśli tranzyt utrzymałby się do końca sierpnia, nie byłoby już wiarygodnej drogi do osiągnięcia zapasów na koniec października powyżej 82 mld m sześc., nawet przy cenach około 250 euro za 1 MWh latem - przekonuje Tom Purdie, starszy analityk ds. LNG w Energy Aspects, cytowany przez Montel.
Azja idzie w węgiel, Europa zyskuje
Obecnie z wypełnieniem unijnych magazynów gazu nie jest najlepiej. Ich średnia wypełnienia wynosi teraz (stan na 29 marca) ledwo ok. 28 proc. Rok temu o tej potrze to było ok. 33,5 proc., pod koniec marca 2024 r. - ponad 58 proc., a pod koniec marca 2023 r. - ok. 55 proc. Przypomnijmy, że zgodnie z przyjętą przez Brukselę regułą zapasy poszczególnych krajów członkowskich UE musza wynieść 90 proc. do 1 listopada, każdego roku. Mowa jest o „trudnych warunkach” i 80 proc. Niektóre kraje mogą liczyć na 75 proc. a w wyjątkowych przypadkach - 70 proc.
W kwestii zapasów będziemy wspierać każdy kraj, który zdecyduje się na elastyczność. Zapasy powinny rozpocząć się wystarczająco wcześnie, aby uniknąć późnego szczytu - stwierdziła w zeszłym tygodniu rzeczniczka Komisji Europejskiej Anna-Kaisa Itkonen.
Więcej o gazie ziemnym przeczytasz w Bizblog:
Ale handlowcy twierdzą, że cena gazu ziemnego na poziomie już 60 euro za megawatogodzinę ogranicza popyt w Azji, gdzie coraz częściej wybierana jest tańsza alternatywa, czyli węgiel. Dlatego też chiński popyt na LNG ma być na niższym poziomie rok do roku. Tymczasem analitycy LSEG uważają, że o ile od maja mielibyśmy do czynienia z ożywieniem eksportu LNG przez Cieśninę Ormuz, to Europa uzupełni swoje zapasy gazu do poziomu 87 proc. do 1 listopada. A co z ceną gazu w zimę?
Spodziewamy się dużej zmienności, a szeroki zakres opiera się na różnych możliwych trajektoriach. Wszystko zależy od ożywienia eksportu z Bliskiego Wschodu - przekonuje Jurij Onyszkiw, starszy analityk ds. gazu w LSEG.
fot. Kamil Zajaczkowski/Shutterstock



















