REKLAMA

Cena gazu idzie w górę. Najgorsze zacznie się za tydzień

Coraz bardziej nerwowo na rynku gazu ziemnego. Już za tydzień skończą się dostawy z Zatoki Perskiej, unijne magazyny świecą praktycznie pustkami, z kolei rośnie presja USA na Unię Europejską. Cena idzie w górę.

gaz ziemny cena magazyny
REKLAMA

Ledwo skończył się sezon grzewczy, a już trzeba się przygotowywać do kolejnej zimy. Po rosyjskiej agresji z 2022 r. Bruksela postawiła na szybsze wypełnianie unijnych magazynów gazu. A jaka jest obrana taktyka teraz? Zdradza to list Dana Jørgensena, komisarza ds. energii i mieszkalnictwa, do ministrów energii państw członkowskich, w którym zwraca uwagę, że rozporządzenie w sprawie magazynowania gazu ziemnego oferuje krajom UE większą elastyczność w osiąganiu celów w zakresie napełniania magazynów, co pozwala im szybko reagować na zmieniające się warunki rynkowe.

Rozpoczęcie zatłaczania gazu do magazynów tak wcześnie, jak to możliwe, pozwoliłoby nam skorzystać z dłuższego okresu zatłaczania i dostosować się do sytuacji rynkowej, aby złagodzić presję na ceny i uniknąć szczytu pod koniec lata - przekonuje Jørgensen.

REKLAMA

Na razie z zapasami błękitnego paliwa w Europie nie jest najlepiej. Obecnie (stan na 23 marca) średnia wypełnienia magazynów gazu w UE wynosi mniej niż 29 proc. To najgorszy wynik od lat. Rok temu o tej porze to było prawie 34 proc., w ostatniej dekadzie marca 2024 r. - ok. 59 proc., a pod koniec marca 2023 r. - ok. 55 proc. Zdecydowanie najgorsza sytuacja jest w Holandii, gdzie tamtejsze magazyny gazu wypełnione są w mniej niż 7 proc. Kiepsko pod tym względem jest też w Niemczech i Francji (po 22 proc.). Polska z wynikiem ok. 46 proc. plasuje się w unijnej czołówce. Bo też do tej pory dostawy LNG do naszego kraju realizowane były bez żadnych przeszkód.

Przez Terminal LNG w Świnoujściu od początku roku do Krajowego Systemu Przesyłowego dostarczono już 1,74 mld m sześc. gazu ziemnego, tj. o ok. 8 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku - wylicza w serwisie X Tomasz Włodek, analityk rynku gazu z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Błękitne paliwo traci więcej niż ropa

Fatih Birol, szef Międzynarodowa Agencja Energii (IEA), przekonuje, że obecny konflikt na Bliskim Wschodzie jest „największym globalnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa energetycznego w historii”. Od początku marca odcięto dwa razy więcej gazu ziemnego niż wolumen, który Europa straciła z powodu ataku Rosji na Ukrainę. Ropy zaś ubyło więcej niż w trakcie dwóch kryzysów z lat 70. ubiegłego stulecia, co skończyło się globalną recesją i reglamentacją paliw. Przy okazji Birol zwrócił uwagę, że wcale nie chodzi wyłącznie o surowce energetyczne.

Jeśli zakłócenia będą się utrzymywać, wkrótce zobaczymy skutki uboczne dla cen surowców i żywności - przekonuje szef IEA.

Fatih Birol uważa także, że ludzie nie doceniają obecnego kryzysu energetycznego. Zwłaszcza, że już wiadomo, że przywrócenie eksploatacji złóż ropy naftowej i gazu ziemnego zajmie sporo czasu. 

Ludzie rozumieją, że to poważne wyzwanie, ale nie jestem pewien, czy głębia i konsekwencje tej sytuacji są dobrze rozumiane - uważa szef IEA.

Przez tę presję cenową gaz ziemny jest teraz bardzo drogi. Na holenderskiej giełdzie, europejskim benchmarku dla błękitnego paliwa, jedna megawatogodzina gazu wyceniana jest na prawie 57 euro. Ostatni raz tak drogo było ponad trzy lata temu, w styczniu 2023 r. Na podobnym poziomie cenowym (56–57 euro) wyceniane są też obecnie kontrakty długoterminowe na ostatni kwartał tego roku. 

Więcej o gazie ziemnym przeczytasz w Bizblog:

Eksperci zwracają uwagę, że infrastruktura gazowa, a szczególnie instalacje służące do jego skraplania, są bardziej kosztowne w naprawie niż infrastruktura naftowa. To też widać dobrze po cenie gazu, która wzrosła bardziej od ceny ropy. Bo też zapasy błękitnego paliwa będą odzyskiwane po prostu dłużej. 

Gaz ziemny zajmuje znacznie więcej miejsca niż ropa naftowa, gdy jest przechowywany w temperaturze pokojowej i musi być sprężany lub przechłodzony do postaci ciekłej, aby zapewnić bardziej efektywne magazynowanie. Ogranicza to możliwości magazynowania gazu i znacznie podnosi koszty - zauważa Gavin Maguire, felietonista Reuters.

Odbudowa gazowych dostaw może potrwać latami

Katarska instalacja LNG Ras Laffan może być wyłączona z eksploatacji nawet na 3–5 lat. Jan Rosenow, profesor polityki energetycznej i klimatycznej na Uniwersytecie Oksfordzkim, uważa, że ostatnie tankowce z LNG z Zatoki Perskiej popłyną tylko do końca miesiąca. Potem trzeba będzie się zmierzyć z gwałtownym spadkiem dostaw.

Uzależnienie od importu paliw kopalnych jest problemem bezpieczeństwa energetycznego, a nie tylko klimatycznego - przekonuje Rosenow w serwisie X.

Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) już informują o korektach w produkcji LNG w związku z blokadą Cieśniny Ormuz. Bo też możliwości krajów z Bliskiego Wschodu do magazynowania gazu są ograniczone.

W odpowiedzi na trwające zakłócenia w żegludze w Cieśninie Ormuz, firma wprowadziła oddzielnie tymczasowe korekty operacyjne w zakresie produkcji skroplonego gazu ziemnego i płynów przeznaczonych na eksport - komunikuje Adnoc Gas, państwowy producent LNG w ZEA, dodając, że aktywnie współpracuje z klientami i partnerami w ramach każdej transakcji, aby wywiązywać się ze zobowiązań, gdziekolwiek to możliwe.

Stany Zjednoczone szantażują Europę

A jakby Europa nie miała jeszcze dość zamieszania na rynku gazu ziemnego, to swoje dokładają Stany Zjednoczone. Andrew Puzder, ambasador Donalda Trumpa przy UE, postawił sprawę bardzo jasno. Albo Bruksela wdroży umowę handlową z USA bez żadnych poprawek, albo utraci dostęp do dostaw skroplonego gazu ziemnego od amerykańskich eksporterów.

Europejczycy powinni byli zobowiązać się do zakupu energii o wartości biliona dolarów, ponieważ nie była to tylko obietnica zakupu tej energii; było to zobowiązanie, że będziemy im ją sprzedawać. Jeśli państwa członkowskie UE mają przetrwać gospodarczo, potrzebują energii, a my możemy ją dostarczyć - uważa Puzder.

Przypomnijmy: w najbliższy czwartek (26 marzec) Parlament Europejski ma głosować nad porozumieniem w sprawie zakupu energii z USA o wartości 750 mld dol. do 2028 r. Chodzi nie tylko o gaz ziemny, ropę naftową, ale również cywilne technologie jądrowe. Wpisuje się to w strategię bezpieczeństwa narodowego USA, której jednym z celów jest „przywrócenia amerykańskiej dominacji energetycznej”. Czy tym samym mamy do czynienia z takim uzależnieniem, jak miało to miejsce względem Rosji? Analitycy z think tanku Bruegel uważają, że nie można w tej sprawie porównywać Moskwy do Waszyngtonu.

Po pierwsze, względne uzależnienie UE od dostaw ze Stanów Zjednoczonych jest mniejsze niż jej uzależnienie od Rosji w 2021 r. Po drugie, USA miałyby znacznie większe trudności z ograniczeniem eksportu energii do UE z powodów politycznych, bo administracja USA zasadniczo nie decyduje, gdzie prywatne firmy energetyczne sprzedają swoje produkty. Po trzecie, import energii z USA do UE odbywa się drogą morską, co zapewnia dodatkową odporność w porównaniu z historycznym importem rosyjskimi rurociągami - czytamy w najnowszej analizie Bruegel.

REKLAMA

Ale i tak machanie gazową szablą po amerykańsku zaboli Europę. LNG z USA stanowi obecnie jedną czwartą dostaw gazu do UE, więcej dostarcza tylko Norwegia. Ma to też swoje globalne konsekwencje.

Bez rynku europejskiego Stany Zjednoczone prawdopodobnie musiałyby ograniczyć eksport, co doprowadziłoby do wzrostu cen globalnych - przekonuje Bruegel.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-24T10:29:24+01:00
Aktualizacja: 2026-03-24T08:26:06+01:00
Aktualizacja: 2026-03-24T05:27:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-24T04:01:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T21:56:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T17:09:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T15:42:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T14:19:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T13:04:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T09:48:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T08:09:56+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T07:37:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T05:15:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA