Zbudujemy wam atom i dostarczymy gaz. Kanada kusi Polaków
Z jednej strony są Stany Zjednoczone, które preferują partnerstwo na zasadzie siły. W energetyce też. Z drugiej jest Kanada, która wierzy we współpracę państw średnich i proponuje nam budowę drugiej elektrowni jądrowej i nie tylko.

Relacje na linii Stany Zjednoczone-Kanada są obecnie fatalne. Donald Trump wypowiada się o swoich sąsiadach tylko źle, a najchętniej widziałby ich jako po prostu kolejny stan pod swoimi skrzydłami. Kanadzie takie traktowanie bardzo się nie podoba, co mocno wybrzmiało w trakcie tegorocznego światowego Forum Ekonomicznego w Davos.
W swoim przemówieniu Mark Carney, premier Kanady, zwrócił uwagę, że dominujące mocarstwa nie podlegają już żadnym ograniczeniom ani regułom.
Inne państwa - zwłaszcza mocarstwa średniej wielkości, takie jak Kanada - nie są bezsilne. Mają zdolność współtworzenia nowego ładu, który obejmie nasze wartości: poszanowanie praw człowieka, zrównoważony rozwój, solidarność, suwerenność oraz integralność terytorialną państw. Bowiem siła tych, którzy nie są najsilniejsi, zaczyna się od uczciwości - podkreślił szef kanadyjskiego rządu.
Polska jest też już „mocarstwem średniej wielkości”, dlatego dla Kanady współpraca z nami jest jak najbardziej naturalna. Chodzi o budowę drugiej elektrowni jądrowej, ale nie tylko.
Elektrownia jądrowa, czyli kanadyjskie kuszenie
Kanadyjczycy nie rzucają słów na wiatr i przy okazji chcą pokazać całemu światu, że istnieje życie bez Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Stąd podpisanie w połowie stycznia 2026 r. umowy handlowej z Chinami, w ramach której Kanada ma zwiększyć swój eksport LNG ze swojego zachodniego wybrzeża do Azji. Z tych też powodów tylko w tym roku Kanadyjczycy organizowali już trzy wizyty.
Podczas tej ostatniej Tim Hodgson, kanadyjski minister energii, rozmawiał z Wojciechem Balczunem, ministrem aktywów państwowych; z ministrem energii Miłoszem Motyką i pełnomocnikiem rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Wojciechem Wrochną. Kusił m.in. budową drugiej elektrowni jądrowej. W grę wchodziłby autorski reaktor od Kanadyjczyków - Candu, który z powodzeniem funkcjonuje już w Rumunii.
Rząd Kanady deklaruje pełne poparcie i wszystkie pozostające w jego dyspozycji narzędzia finansowe dla oferty technologii Candu do drugiej polskiej elektrowni jądrowej - zapewnił Tim Hodgson.
Współfinansowanie budowy i własne paliwo
Na czym polega wyjątkowość reaktora typu Candu, który jest proponowany dla naszej drugiej elektrowni jądrowej? Przede wszystkim na tym, że korzysta z naturalnego, nie wzbogaconego uranu. A Kanada jest jego wiodącym producentem na świecie, ustępującym miejsca w tym względzie jedynie Kazachstanowi.
To zmniejsza zależność od technologii wzbogacenia uranu, trochę skraca łańcuchy dostaw, zwiększa możliwość produkcji tego paliwa we własnym zakresie i odejmuje trochę geopolityki od rachunku jeżeli chodzi o funkcjonowanie przemysłu jądrowego - komentuje w podcaście „Elektryfikacja” Jakub Wiec, redaktor naczelny serwisu Energetyka24.com.
Kanadyjczycy są też gotowi zaangażować się kapitałowo w budowę drugiej elektrowni jądrowej w Polsce. Tamtejsze fundusze emerytalne dysponują ok. 3 bln dol. i mają już doświadczenie w tego typu inwestycjach.
Na przykład fundusz La Caisse z Quebecu objął w zamian za gotówkę część udziałów w projekcie brytyjskiej elektrowni jądrowej Sizewell C - wskazał Tim Hodgson.
Perspektywa nowego rynku LNG
Ale podczas ostatniego spotkania kanadyjsko-polskiego nie omawiano wyłącznie kwestii budowy drugiej elektrowni jądrowej. Trzeba pamiętać, że w tym boju cały czas uczestniczą Amerykanie, Francuzi i też Koreańczycy. A to kogo ostatecznie wybierze Warszawa pozostaje cały czas zagadką. Ale możliwe, że tego wyboru będziemy musieli dokonać na drodze przetargu, na co ma naciskać Komisja Europejska.
Więcej o elektrowni jądrowej przeczytasz w Bizblog:
Kanada kusi też Polskę w temacie LNG. Przy obecnym zakręceniu kurka z gazem z Rosji i w dobie postępującej jednak dekarbonizacji, zapewnienie przyszłych dostaw gazu jest jednym z energetycznych priorytetów naszego kraju. Na razie Kanada ma nie mieć planów budowy terminalów LNG na swoim wschodnim wybrzeżu, żeby stąd wysyłać skroplony gaz do Europy i Polski.
Ale to się może jeszcze zmienić, w czym istotną rolę może odegrać też nasz Orlen. Nasz energetyczny potentat ma wszak udziały w spółce Pieridae. A ta jest wskazywana na przyszłego operatora projektu budowy terminalu eksportowego LNG w w Goldboro, na wschodzie Kanady, w prowincji Nowej Szkocji. Ten projekt parę lat temu zarzucono, ale teraz ma szansę na swoje drugie życie.



















