Średnie zadłużenie właścicieli zakładów kosmetycznych i fryzjerskich zaczęło galopować. Dla wielu z nich teraz to być albo nie być. Dlatego zdecydowali się napisać do prezydenta Andrzeja Dudy i wykazują listę problemów, z którymi nie mogą sobie poradzić, a które pomija rządowa pomoc.

W związku z wprowadzonymi obostrzeniami związanymi z pandemią koronawirusa kłódka zawisła na drzwiach w sumie ok. 130 tys. salonów kosmetycznych i fryzjerskich w całej Polsce. Zdaniem Krajowego Rejestru Dłużników to tylko pogorszy sytuację branży beauty nad Wisłą.
Pod koniec marca zadłużenie w sumie zakładów kosmetycznych i fryzjerskich wyniosło 37,7 mln zł i było o 13,7 mln zł większe niż trzy lata temu. W górę w tym czasie poszło też średnie zadłużenie: z 12 750 zł do 13 667 zł.
Obecny stan dla tej branży to być albo nie być. Tym bardziej że właściciele i pracownicy salonów nie mogą teraz świadczyć usług nawet podczas wizyt domowych
– czytamy w komunikacie KRD.
Pod koniec marca w bazie danych KRD figurowało 2757 salonów kosmetycznych i fryzjerskich. Ale to w kwietniu ma ich tutaj zacząć przybywać.
Dane za marzec tego roku nie odzwierciedlają oczywiście wpływu koronawirusa, gdyż problemy branży zaczną się odbijać w naszej bazie dopiero w najbliższych tygodniach
– uważa Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
A może prezydent pomoże?
Pod koniec marca, kiedy obowiązywały wcześniejsze obostrzenia wprowadzane w odpowiedzi na pandemię koronawirusa, kosmetyczki i fryzjerzy, którzy na bazie tych specjalnych przepisów mieli pytać klientów o stan zdrowia, a nawet o ich kontakty zagraniczne, zgodnie twierdzili, że to absurd. Dzisiaj nikt z nich pewnie by na to aż tak bardzo nie narzekał. Raczej przeżywaliby cichą radość, że najlepiej to z pewnością nie jest, ale jednak mogą dalej prowadzić swoje usługi.
Nowe sankcje wprost nakazały zamknięcie wszystkich zakładów kosmetycznych i fryzjerskich. Tysiące przedsiębiorców stanęło przed wyborem: zwalniać pracowników i samemu czekać na finansowy koniec albo kombinować i wbrew prawu, narażając się przy okazji na słone kary, jeździć do najbardziej lojalnych klientów. Może i przy okazji poszerzają w ten sposób szarą strefę, ale jakoś jednak zarabiają pieniądze.
Część z nich postanowiła wybrać trzecią drogę i o swoich kłopotach poinformować prezydenta. A nuż pomoże?
Branża beauty prosi prezydenta o pomoc
Stowarzyszenie Na Rzecz Rozwoju Kosmetyki i Kosmetologii „Przyjazna Kosmetyka” reprezentuje branżę zrzeszającą ok. 70 tys. mikroprzedsiębiorstw kosmetycznych i fryzjerskich. W liście do Andrzej Dudy jego członkowie zwracają uwagę, że prolongowanie opłaty składek ZUS nie jest żadnym rozwiązaniem dla tych, którzy nie mają możliwości wypracowania jakichkolwiek przychodów.
To tylko przesunięcie w czasie upadłości wszystkich małych (1- lub 2-5 osobowych) firm - przekonują.
Jako „dalece niewystarczająca” oceniają rządową dopłatę do pensji w wysokości 40 proc. średniej krajowej. Do tego wszystkiego Stowarzyszenie narzeka, że proponowane rozwiązania są bardzo zbiurokratyzowane.
Nasza branża od tygodnia nie pracuje. Jest to konsekwencja nie naszych decyzji, ale rezygnacji z naszych usług Klientów końcowych, którzy posłuchali apeli o pozostanie w domu. Także pracownicy w wielu przypadkach odmówili świadczenia pracy i pozostali w domu. W efekcie przychody gabinetów kosmetycznych i fryzjerskich są zerowe i takie pozostaną do momentu ustąpienia epidemii
– czytamy w liście do prezydenta RP.