Donald Tusk wyrzucił do kosza reformę PIP. A to oznacza, że chce pozwolić, by miliony pracowników nadal były kiwane przez szefów. Premier uznał, że to niby zaszkodzi przedsiębiorcom. A przedsiębiorcy na to: oskładkujmy wszystkie zlecenia, żeby to UE nas nie wykiwała.

Wygląda na to, że przedsiębiorcy zachowują się bardziej odpowiedzialnie niż premier. I ta historia z naprawianiem rynku pracy byłaby strasznie śmieszna, gdyby nie była taka straszna.
Miliony pracowników od lat są oszukiwane
Opowiem wam tę historię od początku. Polska od lat ma problem z nadmiernym uśmieciowieniem rynku pracy. Masowo wypycha się ludzi na umowy cywilnoprawne - zlecenie czy dzieło - albo na B2B, choć de facto wykonują oni normalną etatową pracę.
A więc takie wypychanie ich na gorsze umowy, które zabierają im ich prawa, jest łamaniem prawa. I Polska od dawna przymyka na to oko. Przypomnę, że jeszcze dekadę temu jakieś 23 proc. osób w Polsce pracowało na różnego rodzaju umowach czasowych, w tym cywilnoprawnych i to był najgorszy wynik w UE. Wstyd.
Od tamtej pory trochę się zmieniło, wprowadzono w Polsce częściowe ozusowanie zleceń i dzięki temu zeszliśmy do unijnej średniej z tym śmieciowym zatrudnieniem. Ale nadal wyłącznie na umowie zlecenia lub innych umowach cywilnoprawnych w Polsce pracowało w połowie 2025 r. 1,451 mln.
Ale do tego trzeba dodać jeszcze z pół miliona ludzi, którzy mają jednoosobowe firmy, ale wystawiają tylko jedną fakturę miesięcznie, czyli pracują tylko dla jednego podmiotu, więc to ewidentnie ucieczka przed podatkami i składkami zwykłych etatowców.
Więcej wiadomości na temat rynku pracy można przeczytać poniżej:
PiS: oskładkujemy zlecenia
Wracając, do rzeczy, Unia przestała przymykać oczy na to masowe łamanie prawa pracy i w ramach KPO zażądała od Polski reformy rynku pracy. Również dlatego, że w przyszłości ci ludzie na B2B i śmieciówkach wygenerują olbrzymi problem emerytalny.
No to poprzedni rząd wymyślił i zobowiązał się w KPO, że wprowadzi pełne oskładkowanie umów zleceń. To spowodowałoby, że przedsiębiorcom przestałoby się opłacać wypychanie ludzi na zlecenia i zaczęli by ich zatrudniać normalnie zamiast kombinować.
Wszyscy się tego ruchu bali i PiS sam tę reformę odsuwał.
KO: olaboga! Nie możemy oskładkować. Zreformujemy PIP
Aż zmienił się rząd, nastał nowy, który chce uchodzić za przyjazny przedsiębiorcom i ogłosił, że rezygnuje z pełnego oskładkowania umów zleceń.
Ale przecież to zostało obiecane w KPO! Jak tego nie zrealizujemy, nie dostaniemy unijnych pieniędzy.
No to trzeba było zaproponować Unii coś w zamian. Coś, co też zreformuje polski rynek pracy, ale za pomocą innych rozwiązań. No i wtedy wjechał pomysł na reformę PIP, która miałaby ułatwić inspektorom szybkie i skuteczne przekształcanie umów śmieciowych w etaty, o ile oczywiście dowiodą, że dzieło czy zlecenie to oszustwo.
Kilka miesięcy zajęło to rządowi Donalda Tuska, żeby wynegocjować z Unią zamianę tego kamienia milowego w KPO.
Tusk się budzi: olaboga! Zostawcie PIP w spokoju
A teraz ten sam premier, którego rząd o tę zamianę się starał, nagle ogłasza, że on się na ten nowy kamień milowy nie godzi.
Bo to może zaszkodzić pracodawcom.
Swoją droga, kumacie, jak absurdalnie to brzmi? Premier de facto mówi, że nie można doprowadzić do tego, żeby pracodawcy nie łamali prawa pracy, bo jak przestaną je łamać, to im to zaszkodzi.
Przedsiębiorcy: olaboga! To chociaż oskładkujmy zlecenia
I teraz ta najśmieszniejsza część: Federacja Przedsiębiorców Polskich proponuje, by oskładkować wszystkie umowy zlecenia w zamian za porzuconą reformę PIP. Czyli zatoczyliśmy koło. FPP zapowiada, że w ciągu najbliższych dni złoży na ręce premiera Donalda Tuska i Macieja Berka, Ministra ds. Nadzoru nad Wdrażaniem Polityki Rządu autorski projekt ustawy, który w sposób kompleksowy odnosi się do problemu segmentacji rynku pracy.
Dlaczego przedsiębiorcy sami kręcą na siebie ten bat? Bo wiedzą doskonale, że coś musimy z tym rynkiem pracy zrobić. Unia nam nie odpuści i albo zaproponujemy coś w zamian za reformę PIP, albo po prostu przepadną nam pieniądze z KPO.
To zresztą też wcale nie jest prosta alternatywa, bo czas na wykorzystanie środków z KPO się kończy, trzeba się spieszyć. A Unia nie łyknie kolejny raz zmiany tego kamienia milowego bez mrugnięcia okiem. To trzeba będzie negocjować, a to wymaga czasu.
Pomijając, że wychodzimy przy tym na kompletnych durniów. Ciekawe, czy premier Tusk posłucha pomysłu przedsiębiorców i będzie negocjował z Unią, żeby pozwoliła nam zrobić to, czego nierobienie negocjowaliśmy z nią wcześniej.







































