0,5 mld euro dziennie. Europa musi skończyć z importem paliw kopalnych
Tinne Van der Straeten, wcześniej minister energii Belgii, a teraz prezes Wind Europe, w rozmowie z Euractiv zdradza przepis na receptę na niższe ceny energii. Główną przeszkodą jest import gazu i węgla.

Najpierw dobitnie pokazał to kryzys energetyczny z 2022 r., kiedy Europę zmanipulowanymi dostawami gazu ziemnego zaczął ćwiczyć rosyjski Gazprom. Teraz taką samą lekcję daje nam konflikt na Bliskim Wschodzie i blokada Cieśniny Ormuz. Europa opierając swój fundament energetyczny na imporcie paliw kopalnych nie ma szans na przetrwanie.
Wraz z trwającą wojną w Iranie, przypomina nam to, że jesteśmy bardzo uzależnieni od importu paliw kopalnych. To poważne zagrożenie dla naszego społeczeństwa i gospodarki – przekonuje Tinne Van der Straeten, w rozmowie z Euractiv.
Paliwa kopalne, czyli 500 mln euro każdego dnia
Liczby związane z europejskim importem paliw kopalnych robią wrażenie. Szefowa Wind Europe wylicza, że ostatnie 44 dni konfliktu na Bliskim Wschodzie kosztowały nasz kontynent dodatkowe 22 mld euro z tytułu importu paliw kopalnych, czyli 500 mln euro dziennie, w przeliczeniu na złotówki daje to grupo ponad 2 mld zł. I tak przez ok. półtora miesiąca.
Więcej energetyki wiatrowej oznacza, że sami kontrolujemy lokalną energię elektryczną, co zwiększa nasze bezpieczeństwo i obniża rachunki – nie ma wątpliwości Van der Straeten.
Jednocześnie podkreśla, że najpierw byliśmy uzależnieni od gazu z Rosji, a teraz za te sznurki coraz bardziej ciągną Stany Zjednoczone, które – zdaniem Tinne Van der Straeten – nie są już zaufanym partnerem. Tymczasem błękitne paliwo cały czas oznacza wyższe rachunki. Najnowsze analizy wskazują, że cena gazu w Europie może spuchnąć o 70 proc. już w czerwcu, o ile dalej będą zakłócenia w dostawach, związane z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie.
Nie możemy obniżyć kosztów energii, polegając na paliwach kopalnych. Niższe ceny w Hiszpanii w porównaniu z krajami zależnymi od gazu, takimi jak Włochy, wyraźnie to pokazują – twierdzi była minister energii Belgii.
Inwestycje z zieloną energię też muszą kosztować
Ale czy w takim razie Europa skręcając w zieloną energię nie stanie się zakładnikiem z kolei Chin? Zdaniem szefowej Wind Europę nie ma takiego zagrożenia, bo energia wiatrowa to zasadniczo przemysł europejski, silnie zakorzeniony w Europie. A dodatkowo nie mamy problemu z globalnym, zdywersyfikowanym łańcuchem dostaw, o ile istnieją równe warunki działania.
Obecnie w ponad 250 fabrykach w Europie mamy 440 tys. miejsc pracy, a dzięki dalszym inwestycjom do 2030 r. liczba ta może wzrosnąć do 600 tys. W ciągu ostatnich trzech lat Europa zainwestowała ponad 15 mld euro, głównie w nowe i modernizowane fabryki lądowej i morskiej energetyki wiatrowej – wylicza Tinne Van der Straeten.
Więcej o paliach kopalnych przeczytasz w Bizblog:
Prezeska Wind Europe uważa, że ludziom trzeba pokazywać korzyści w czasie rzeczywistym. Tak jak na przykład w Belgii, gdzie firma zajmująca się ładowaniem pojazdów elektrycznych powiadamia użytkowników o silnym wietrze i niskich cenach. Ale pożegnanie paliw kopalnych też musi kosztować. Zdaniem Van der Straeten w ciągu najbliższych 25 lat potrzebujemy 120 mld euro na wdrożenie energii słonecznej i wiatrowej na dużą skalę oraz 40 mld euro na inwestycje w sieć energetyczną – w tym 200 tys. transformatorów rocznie.
Nie możemy ciągle popadać w kryzysy. Musimy przejść z trybu kryzysowego do trybu zaufania. Fundamenty są: Europa ma bazę przemysłową, a wola polityczna do odbudowy zasilania kontynentu istnieje od dawna. Teraz nadszedł czas, aby działać – uznać, że energia wiatrowa to bezpieczeństwo – nie ma cienia wątpliwości szefowa Wind Europe.



















