Wierzą, że prąd z OZE psuje pralki. Nie wiadomo śmiać się czy płakać
Zapraszam do krainy czarów, w której zielona energia demoluje sprzęt RTV i AGD. A wiatraki nie tylko hałasują, ale pozbawiają też ludzkie organizmy niezbędnych minerałów. Z OZE nie ma żartów.

Nie, wcale nie uderzyłem się w głowę, przy okazji wstawania dzisiaj rano z łóżka. Nic innego też nie wpłynęło na moje funkcje poznawcze. Skąd więc taki a nie inny wstęp do tekstu? To reakcja na wycelowanie dział Ministerstwa Klimatu i Środowiska (MKiŚ) w fake newsy, które przekonują, że prąd pochodzący z odnawialnych źródeł energii niszczy pralki.
Każdy fake news o „pralkach psujących się od energii z OZE” to amunicja w wojnie hybrydowej. Rosja panicznie boi się naszej niezależności energetycznej, więc karmi ludzi strachem. Dlatego jednoznacznie reagujemy na rosyjską dezinformację - pisze w serwisie X Paulina Hennig-Kloska, szefowa MKiŚ.
OZE, czyli najpierw pralki, potem lodówki i sprzęt RTV
Żeby było wszystko jasne: doskonale rozumiem taką a nie inną narrację resortu klimatu i środowiska. Co więcej: zgadzam się z nią. Włosy dęba stają mi na głowie bardziej po lekturze tych alarmujących w social mediach wpisów, jak to zły prąd z OZE (jak to dobrze, że lata temu wyposażyliśmy nasz sprzęt, żeby odróżniał złą energię od tej dobrej, kamień z serca) postanowił niszczyć sprzęt Polaków.
Najpierw ta energia zarażona na zielono postanowiła uderzyć w pralki. Z nieoficjalnych źródeł wiemy, że następne na liście są suszarki, ale główne uderzenie przygotowywane jest w lodówki. Ma to się stać latem, kiedy potrzebujemy ochłody. Prąd z OZE nie jest w ciemię bity. Ale to dopiero początek. Z tego co udało nam się dowiedzieć, zielona energia organizuje przeciwko nam bardzo szeroki front.
W drugim etapie tej wojny, która ma nakłonić Polaków na nowo do węgla, kiedy już nic nie będziemy mogli ani wyprać ani wysuszyć ani ochłodzić, czy zamrozić - prąd z OZE chce dobrać się do sprzętu RTV. Oprócz telewizorom i odbiornikom radiowym nieźle ma się też dostać światłowodom i innym przyłączeniom internetowym. Zielona energia widocznie postanowiła nas zniszczyć systemowo.
Zielona energia to przecież wygodny, wspólny wróg
Już Sun Tzu, starożytny myśliciel Dalekiego Wschodu, w Sztuce Wojny” napisał, że wspólny wróg to idealny pretekst do zawiązania koalicji, pod warunkiem, że sojusz opiera się na łączącym wszystkim, nadrzędnym celu. Później narracja wskazująca, że nic i nikt tak nie łączy jak wspólny wróg pojawiała się wiele razy w filmach, czy w literaturze.
Taka technika była też fundamentem w rzymskiej strategii „dziel i rządź’. I od tysięcy lat wykorzystywana jest do politycznych celów. Pamiętacie może, jak PRL straszył stonką ziemniaczaną, którą miały rozsiewać po Polsce amerykańskie samoloty? To dokładnie taki przykład. Społeczeństwo powinno się po identyfikacji tego wspólnego wroga jeszcze bardziej zestalić i dzięki temu dać mu skuteczny opór.
Czym innym było jeżdżenie po Polsce przez przyszłą premier Beatę Szydło i straszeniem wiatrakami i generowanym przez nie hałasem w latach 2014–2015? To wręcz modelowy przykład tego, jak można wokół danego problemu - to czy jest on rzeczywisty, czy całkowicie wyimaginowany nie ma żadnego absolutnie znaczenia - zebrać ludzi, którzy potem mają w tym samym miejscu postawić krzyżyk w trakcie wyborów.
A czym jest wrzutka GDOŚ o wytycznych dla wiatraków w sprawie ptaków? Zwierzęta większość z nas lubi, więc granie nimi zawsze znajdzie swoich amatorów. Taki strzał w OZE zawsze poniesie się echem, sprowokuje do dyskusji. To co strzelać? Pewnie, salwami, ładuj broń…
Te żarty z odnawialnych źródeł są mało śmieszne
Felieton o OZE, które niszczą pralki Polaków, zacząłem w prześmiewczym tonie. Ale tak po prawdzie, to powodów do śmiechu nie ma tutaj wcale. Bo o co tak naprawdę toczy się gra?
Stawka jest wysoka. Albo wybieramy nowoczesność i bezpieczeństwo, albo zostajemy na krótkiej smyczy eksporterów paliw kopalnych, w tym Rosji. Rosyjska dezinformacja ma zatrzymać budowanie niezależności energetycznej Polski - komentuje w serwisie X Hennig-Kloska i chociaż rzadko to robię, to nie sposób tym razem z szefową MKiŚ się nie zgodzić.
Musimy zrozumieć jedno: transformacja energetyczna to z jednej strony ogromne pieniądze a z drugiej też nasza przyszłość. Polska ma szansę w końcu dogonić Zachód (przecież słyszę o tym dogadaniu całe życie), ale jak postawimy na jednak dłuższy związek z gazem ziemnym i węglem, to raczej nic z tego nie będzie. To fakty a nie sympatie czy antypatie.
Więcej o OZE przeczytasz w Bizblog:
Już lata temu globalną walutą stała się energia. W bolesny dla naszych kieszeni uwidocznił to kryzys energetyczny, nakręcany przez rosyjski Gazprom już latem 2021 r. A dlaczego administracja Donalda Trumpa chce uzależnić UE od amerykańskiego LNG? Dokładnie z tych samych powodów. I pisanie o OZE niszczącym polskie pralki ma bardzo podobny rodowód. Toczy się walka o związanie naszych kieszeni na przyszłe lata.
Bo przecież autorzy tych wpisów mają w nosie zarówno Polaków, jak też ich pralki, suszarki, lodówki i telewizory także. Tutaj chodzi o wywołanie wrażenia, że OZE jest po prostu złe. A węgiel jest dobry, bezpieczniejszy. No i wiadomo: od lat czarne złoto jest znane naszym pralkom, z tej strony nie ma zagrożenia. I właśnie z tego powodu powinniśmy natychmiast jak najdalej odepchnąć myśli o ewentualnym zmianie źródła ogrzewania na bardziej ekologiczne.
Damy się nabrać?



















