Wiemy, co trzeba zrobić, żebyśmy byli neutralni klimatycznie za 30 lat. Łatwo nie będzie
Od blisko dwóch lat funkcjonuje z powodzeniem termin neutralności klimatycznej, która miałaby nastać na Starym Kontynencie w 2050 r. Międzynarodowa Agencja Energii pokazała, co się musimy zrobić, żeby tak się stało. Inaczej niż rewolucją nie można tego nazwać.

Pierwszy raz Komisja Europejska postraszyła neutralnością klimatyczną od 2050 r. niespełna dwa lata temu. Zdaniem polityków miało to być potwierdzeniem podjętych wyzwań w podpisanym wcześniej Porozumieniu Paryskim.
Ale za tymi politycznymi zapowiedziami w parze długi czas nie szły żadne czyny. Termin „neutralności klimatycznej dla Europy od 2050 r.” na nowo dostał rozpędu po ogłoszeniu przez KE Nowego Zielonego Ładu. Ale dalej jako figura retoryczna a nie lista działań do rychłego podjęcia. Do teraz. Bo właśnie Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) pokazała, co takiego do tego czasu musi się stać, żeby Europa, ale i cały świat faktycznie stał się neutralny klimatycznie za trzy dekady.
Neutralność klimatyczna, czyli połowa aut na prąd do 2030 r.
W raporcie „Perspektywy dla sektora energetycznego na świecie” (ang. World Energy Outlook) IEA wskazuje, że o neutralności klimatycznej w Europie w 2050 r. nie ma co nawet myśleć o ile już do 2030 r. globalna emisja nie spadnie o przynajmniej 40 proc. To z kolei da się osiągnąć jedynie za pomocą dużych inwestycji w odnawialne źródła energii oraz w samochody elektryczne. Nie bez znaczenie będą też innowacje technologiczne, jak chociażby te ostatnie związane z wodorem.
Szef MAE Fatih Birol jednocześnie wzywa wszystkie rządy do większej aktywności w tym zakresie. Zaznaczył, że „pomimo rekordowego spadku globalnych emisji w tym roku, świat jest daleki od zrobienia wystarczająco dużo w tym względzie”. Jednym bowiem z podstawowych warunków jest to, żeby do końca obecnego dziesięciolecia połowa wszystkich samochodów na świecie była napędzana energią elektryczną.
Węgiel out, chyba że ujarzmimy emisję CO2
E-auta z zerową emisją to tylko wierzchołek góry do pokonania. Zgodnie z przyjętym przez IEA scenariuszem, by faktycznie za 30 lat nastała neutralność klimatyczna, węgiel do 2030 r. powinien zapewniać jedynie 6 proc. energii elektrycznej na świecie. Więcej może być tylko w jednym przypadku: jak znajdziemy technologię pozwalającą na wychwytywania i składowania dwutlenku węgla. Jeżeli nie, to żeby skutecznie wyrzucić węgiel z globalnego miksu energetycznego co roku - do końca 2030 r. - musi być dodawane nowe 500 GW mocy w zakresie energii słonecznej.
Spowolniona pandemią gospodarka zmniejszyła światową emisję CO2 o ok. 7 proc. To redukcja o ok. 2,4 GT, czyli tyle, ile przez rok emitują Indie. Zapotrzebowanie na ropę naftową z kolei spadło o 8 proc., a na węgiel o 7 proc., a na gaz o 3 proc. Ale już wcześniej naukowcy bardzo wyraźnie akcentowali, że nie będzie to jednak żadnym, nawet krótkim oddechem ulgi dla ziemskiego klimatu.
Zerowa emisja za 30 lat to ambitny plan
IEA też w długotrwały skutek historycznego zmniejszenia się zapotrzebowania na energię elektryczną nie wierzy. Zwłaszcza, że za chwilę poszczególne kraje mogą zacząć emitować znacznie więcej niż zaoszczędziły. Wszak państwa chcące odrobić swoje gospodarcze, covidowe straty będą potrzebowały potężnych nakładów energetycznych. Czy to jest w takim razie szansa dla odnawialnych źródeł energii? Tak, tylko że trzeba jeszcze po nią faktycznie sięgnąć.
IEA w swoim najnowszym sprawozdaniu zaznacza, że osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. jest „bardzo ambitnym celem”. Nawet jakby go przesunąć w czasie o 20 lat w przód, to jego realizacja do 2070 r. wymagałaby znacznie bardziej zaangażowanych działań. Konieczny bowiem do podjęcia wysiłek związany z brakiem emisji jest o wiele większy niż się wielu dzisiaj zdaje.