Zgodzilibyście się na wprowadzenie dodatkowego podatku, żeby sfinansować nim zbrojenia i modernizację polskiej armii, żebyśmy byli bezpieczni? Przecież boicie się wojny, ataku Rosji na Polskę i nie chcecie być bezbronni.

Przypominam o tym zagrożeniu, o którym szepczą wam nie tylko lęki w głowie, ale i poważni generałowie i w Europie, i w USA, bo najwyraźniej większość Polaków o nim nie pamięta, albo udaje rozwielitki, kiedy do rozmowy wkracza temat pieniędzy.
Skąd wziąć 200 mld zł?
Wojna nie musi się oczywiście wydarzyć, ale im bardziej gotowe na nią będą kraje, które mogłyby być zaatakowane zbrojnie, tym większa szansa, że wojny właśnie nie będzie. To dlatego Polska drastycznie zwiększyła wydatki na zbrojenia. Tylko te wydatki z czegoś trzeba sfinansować.
„Rzeczpospolita” przypomina, że o ile przed atakiem Rosji na Ukrainę Polska wydawała na obronność średnio 2 proc. PKB, tak w 2026 r. ma wydawać aż 4,8 proc. PKB. Mówimy o 200 mld zł. Skąd je wziąć? No właśnie…
Albo uciąć część wydatków, czyli na przykład zabrać wam 800+, uciąć wydatki na ochronę zdrowia, żebyście jeszcze bardziej nie mogli dostać się do lekarza, albo wydatki na edukację i szkolnictwo wyższe i studia zrobić w pełni płatnymi. Szkoły ponadpodstawowe też, bo niby czemu nie?
Oczywiście to prowokacja. Ale prawdą jest, że żeby znaleźć pieniądze na to, żeby móc obronić się przed atakiem wroga, Polska albo musi zacząć ciąć wydatki, albo nałożyć na obywateli nowe podatki.
Czytaj więcej w Bizblogu o przemyśle obronnym
I o taki specjalny podatek wojenny, nałożony na każdego, ale tylko czasowo, na okres sfinansowania tych szczególnych wysiłków związanych z obronnością, zapytał Polaków IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej”. Wyniki mnie przerażają.
Chcecie oddać Polskę bez walki?
Nie jestem naiwna, nie liczyłam, że wszyscy odpowiedzialnie odpowiedzą: ok, skoro to kwestia bezpieczeństwa nas wszystkich, to się zgadzamy. Ale liczyłam, że chociaż będzie pół na pół. A tymczasem tylko 1/3 badanych koncepcji czasowego podatku wojennego mówi „tak”. Dokładnie 8,2 proc. jest „zdecydowanie na tak”, a kolejne 24,2 proc. „raczej tak” - to daje łącznie 32 proc.
Ale z drugiej strony aż 58 proc. jest na „nie” (zdecydowanie nie 27,4 + raczej nie 30,4 proc.).
Ciekawe, że chętniej taki podatek daliby na siebie nałożyć wyborcy obecnego rządu - tu aż połowa się zgadza, niż wyborcy prawicowi głosujący na opozycję - tu aż 68 proc. jest na „nie”.
Ciekawe też, że w gronie najbardziej sceptycznych wyróżniają się nie tylko wyborcy neoliberalnego, nienawidzącego wszelkich podatków Sławomira Mentzena (co zupełnie nie dziwi), nie tylko wyborcy prorosyjskiego Grzegorza Brauna (co też nie dziwi), ale również wyborcy prezydenta Karola Nawrockiego. I tu już duże zdziwienie, bo to przecież narodowcy, a mniemam, że narodowcy raczej woleliby nie oddawać własnego kraju walkowerem.







































