Już co dziesiąty pracownik zarabia na tyle dużo, żeby wpaść w drugi próg podatkowy. To oznacza, że zamiast 12 proc. wpada w 32 proc. stawkę PIT. A zaledwie w 2022 r. tylko 3 proc. podatników wpadało w drugi próg podatkowy. Tak się właśnie podnosi podatki w Polsce - po cichu.

Rok temu z końcem roku w mediach był raban, że nauczyciele są oburzeni, bo w ostatnich miesiącach ich pensje nagle radykalnie spadały. A spadały, bo po gwałtownych podwyżkach wynagrodzeń i jeszcze doliczeniu nagród jubileuszowych, nagle ich zarobki zrobiły się tak wysokie, że wpadali w drugi próg podatkowy i pracodawcy na rękę wypłacali im mniej, bo odliczali im wyższe zaliczki na podatek PIT.
W tym roku już nie tylko nauczyciele, ale kolejne grupy pracowników, którzy płacą podatki według skali, doświadczają tego nieprzyjemnego uczucia. W ogóle w ostatnich latach robi się ono coraz bardziej powszechne, bo szacuje się, że już nawet co dziesiąty podatnik rozliczający się z fiskusem według skali podatkowej, wpadnie w drugi próg.
A to zwykle oznacza, że grudniowy przelew od pracodawcy był niższy niż poprzednie. Ci, którzy przekraczają próg podatkowy bardziej niż tylko trochę, tych niższych wypłat mogli zresztą doświadczyć już kilka miesięcy wcześniej.
Więcej o sprawach podatkowych poczytasz na Bizblog.pl:
Polacy za szybko się bogacą
Ta liczba - 10 proc. - jest dość szokująca. Szczególnie, jak zna się dane za poprzednie lata.
Owe 10 proc. podatników, którzy wpadli w drugi próg podatkowy ze swoimi zarobkami w 2025 r. to jakieś 2,5 mln Polaków. To dużo.
Rok wcześniej wyższa, 32-procentowa stawka PIT dopadła niecałe dwa miliony Polaków, w 2023 r. - 1,3 mln, a w 2022 r. zaledwie 750 tys.
Łatwo policzyć, że zaledwie w ciągu trzech lat liczba podatników, którzy wpadają w drugi próg podatkowy, zwiększyła się ponad trzykrotnie.
Przypominam, że w 2022 r. PiS podniósł próg podatkowy z 85 tys. zł do 120 tys. zł i to uratowało wielu pracowników przed wyższym podatkiem, bo granica zarobków im się odsunęła. To dlatego wówczas tylko 3 proc. Polaków wpadało w drugi próg podatkowy.
Ale my w Polsce tych progów nie waloryzujemy regularnie, właściwie robimy to bardzo rzadko, więc po korzyściach po tamtej waloryzacji z 2022 r. ślad już nie został, bo próg tkwi znów w miejscu, podczas gdy nasze wynagrodzenia z powodu inflacji rosły bardzo szybko.
No właśnie… z powodu inflacji, a więc ich wzrost nie oznacza, że się realnie bogaciliśmy, ale raczej nie biednieliśmy z powodu wzrostu cen.
Ale dla fiskusa się bogaciliśmy.
Tak nam podniesiono podatki
To teraz wypada cofnąć się jeszcze o rok do 2021 r., czyli ostatniego roku, kiedy próg podatkowy wynosił jeszcze 85 tys. zł.
Wówczas w drugi próg podatkowy wpadało 1,7 mln podatników. Podniesienie tego progu do 120 tys. zł w 2022 r. wyjęło spod topora, czyli wyższej stawki podatkowej, jakiś milion podatników, bo w drugim progu - przypominam - znalazło się 750 tys. osób.
Ale w 2025 r. nadrobiliśmy to już i to z nawiązką, skoro szacunki mówią, że w rozliczeniach PIT za 2025 r. około 2,5 mln osób zapłaci wyższy podatek.
Wnioski są dwa: po pierwsze drugi próg podatkowy już dawno się zdezaktualizował i efektywnie jest jeszcze niższy niż wtedy, gdy wynosił 85 tys. zł.
Po drugie: to jest właśnie podwyżka podatków, którą serwują wam politycy, mówiąc, że żadnych podwyżek podatków nie będzie. Brak waloryzacji progu podatkowego właśnie tym jest, tylko pozwala fiskusowi zbierać więcej pieniędzy po cichu.







































