REKLAMA

Niedawno czternastki, dziś cięcia płac. Polskie górnictwo mknie na spotkanie z górą lodową

To krytyczny czas dla polskiego górnictwa. Największa firma wydobywcza w kraju traci płynność finansową. Związkowcy zdają się ignorować ten stan rzeczy. To najlepszy moment na bolesne reformy.

Polskie górnictwo. PGG mknie na spotkanie z górą lodową
REKLAMA

Fot. PGG

W lutym notująca niemal pół miliarda zł straty rocznej Polska Grupa Górnicza (PGG) przeznaczyła na czternastki dla górników 300 mln zł i ogłosiła wzrost ich uposażeń o 6 proc. Już wtedy Titanic, do jakiego można porównać tę spółkę, szybko nabierał wody. Orkiestra grała w najlepsze, nie zważając na spadającą efektywność przedsiębiorstwa, malejące inwestycje i taniejący węgiel. To po prostu musiało się skończyć zderzeniem z górą lodową.

REKLAMA

Rzeczywiście gdzieś na horyzoncie jej czubek wystaje już nad taflę wody i szybko się przybliża. Jednak na razie obserwujemy ostatnie chwile tego epickiego rejsu. Rozsiadamy się wygodnie w fotelach i obserwujemy sytuację.

Co rzuca nam się w oczy?

Pandemia koronawirusa, która paraliżuje polską gospodarkę, najwyraźniej wzmocniła przekonanie kapitana Polskiej Grupy Górniczej Tomasza Rogali o niezatapialności podlegającej mu jednostki.

Przecież podczas tak poważnego kryzysu ciągłość dostaw energii wytwarzanej z węgla jest kluczowa, a pogrążone w chaosie światowe szlaki logistyczne niepewne. W dodatku górniczy kolos na glinianych nogach może niezauważenie podłączyć się do szerokich pakietów pomocowych oferowanych przez rząd krajowym przedsiębiorstwom.

Tyle teoria, a teraz zobaczmy, jak wygląda rzeczywistość.

Przez moment faktycznie szło gładko. PGG poinformowało 14 kwietnia, że na podstawie ustawy o Covid-19 „chce wprowadzić na trzy miesiące ograniczenie czasu pracy w wymiarze do 20 proc. Polegać ma ono na wyłączeniu produkcji w jednym dniu tygodnia w kopalniach.

Ponadto w czasie obowiązywania porozumienia wynagrodzenie pracowników zostanie zmniejszone o 20 proc. proporcjonalnie do zmniejszonego czasu pracy. Pozwoli to ubiegać się spółce o dofinansowanie w ramach tarczy antykryzysowej w wysokości ok. 70 mln zł.

Genialny plan nie ujął dwóch istotnych szczegółów:

Po pierwsze, w wyniku pandemii gwałtownie spadła konsumpcja energii elektrycznej, a więc i popyt na węgiel. W dodatku w największym składowisku w Europie znajdującym się w Ostrowie Wielkopolskim, ale i na zwykłych zwałach przy kopalniach czy elektrowniach, znajduje się dziś rekordowa ilość surowca. Był on od miesięcy pieczołowicie skupowany za państwowe pieniądze, stanowiąc formę kroplówki dla nierentownego górnictwa (nie będę próbować przeliczać tego na respiratory). Taka sytuacja w połączeniu z przekierowaniem niemal całej uwagi społecznej na kwestie koronawirusa daje politykom niezwykłe pole manewru. Kapitan Rogala i jego dzielna załoga jeszcze tego nie wiedzą, ale przez krótki moment klasyczny górniczy szantażyk traci swoją moc.

Po drugie, na propozycje PGG nie zgodzili się związkowcy. Czy wynika to z niedocenienia powagi sytuacji? Troski o warunki bytowe szeregowych górników? A może po prostu obaw o grubość portfeli? Trudno powiedzieć. Zapewne rzeczywistość stanowi zbiór każdego z tych czynników.

Orkiestra gra, a Titanic zmierza w stronę góry lodowej.

Kapitan próbuje zmienić kurs w ostatniej chwili, choć od miesięcy ignorował coraz trudniejsze warunki żeglugi. Jest już jednak za późno, a w dodatku załoga nie ma najmniejszej ochoty na to, by zacząć spuszczać do wody szalupy ratunkowe.

Na tę dynamiczną scenę spoglądamy nie tylko my, baczni obserwatorzy, ale także politycy. Ponieważ ich uwaga jest rozproszona i skupia się na koronawirusie, spróbujmy podpowiedzieć im, co powinni zrobić, udając, że nie uczestniczyli w rekrutacji kapitana Titanica i przymykaniu oczu na wady konstrukcyjne jednostki.

Należy wykorzystać pandemię do przeprowadzenia reform w górnictwie.

To czas, w którym bez dużych konsekwencji wizerunkowych można zamknąć część kopalń, korzystając ze społecznego przekierowania uwagi na kwestie koronawirusa.

  • Protesty są utrudnione z powodu wprowadzonych obostrzeń.
  • Zwolnieni mogliby korzystać z rządowych tarcz antykryzysowych.
  • Podobnie jak zdrowe aktywa, składające się odtąd na zrestrukturyzowane PGG.
  • Niewykluczone, że w związku z europejskim kryzysem gospodarczym KE przymknęłaby oko na wsparcie publiczne udzielone grupie.

Przeprowadzona tym sposobem dekarbonizacja umożliwiłaby zmianę miksu energetycznego. Zamiast zamkniętych kopalń tworzylibyśmy zielone miejsca pracy przy wykorzystaniu unijnych środków finansowych. Rozwiązalibyśmy kłopoty górnictwa, energetyki i zwalnianych górników za jednym zamachem.

Jednak na razie nic nie wskazuje na realizację tej wizji. Titanic nadal mknie w stronę góry lodowej.

REKLAMA

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki "Stawka większa niż gaz" (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-03-29T13:11:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-29T04:10:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-28T22:21:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-28T18:30:38+01:00
Aktualizacja: 2025-03-28T10:02:48+01:00
Aktualizacja: 2025-03-28T09:05:09+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T22:19:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T03:50:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T14:20:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA