Niemcy mówią „nein” ETS. Polska doczekała się ważnego sojusznika
Warszawa narzeka na ETS od dawna. Na początku nikt naszych narzekań nie brał na poważnie. Teraz jest inaczej. Obok siebie mamy już Niemców, Francuzów i Włochów.

Zaczęło się od pojedynczych państw, ale tych raczej bez siły przebicia w unijnej dyskusji. Dlatego ich marudzeniem na temat systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 ETS nikt za bardzo się nie przejmował, ich apele nie były brane na poważne. Do czasu. Bo wszystko się zmieniło, kiedy podobne sygnały zaczęły nadchodzić też z Berlina.
Tama puściła całkowicie po tym, jak kanclerz Niemiec Friedrich Merz w trakcie Europejskiego Szczytu Przemysłowego w Antwerpii stwierdził, że powinniśmy być bardziej otwarci na rewizję lub przynajmniej odroczenie systemu ETS. Potem krytyka handlem emisją CO2nadeszła też z innych kierunków i w ten sposób zorganizowała się koalicja państw - tzw. grupa Przyjaciół Przemysłu.
Dekarbonizacja nie powinna być osiągana poprzez deindustrializację - czytamy we wspólnym oświadczeniu podpisanym m.in. przez Austrię, Czechy, Francję, Niemcy, Włochy, Luksemburg, Polskę, Portugalię, Słowację i Hiszpanię.
Tej krytyki system ETS już nie wytrzyma?
Tym razem to poważy, donośny głos, którego Bruksela nie będzie mogła zbagatelizować, bo pochodzi od największych gospodarek UE. Grupa Przyjaciół Przemysłu celuje w głęboką reformę systemu ETS, bo ich zdaniem „redukcja emisji w przemyśle powinna być osiągnięta w sposób jak najbardziej efektywny kosztowo”. Dlatego marzy im się całkiem inny system handlu uprawnieniami do emisji CO2.
Który zwiększy konkurencyjność UE poprzez zapewnienie skutecznego sygnału cenowego, przewidywalności, stabilności rynku i ochrony przed nadmierną zmiennością cen - czytamy w oświadczeniu Przyjaciół Przemysłu.
Koalicja przeciwników ETS wezwała Komisję Europejską do zdecydowanie bardziej pragmatycznego podejścia do kwestii bezpłatnych przydziałów dla przemysłu, które - wedle pierwotnego planu - mają być wycofane do 2034 r. na rzecz unijnego Mechanizmu Dostosowania Granicznego z tytułu Węgla (CBAM). Tymczasem Przyjaciele Przemysłu chcą podążać w dokładnie odwrotnym kierunku i oczekują rozszerzenia dostępu do bezpłatnych uprawnień.
Pragmatyczne podejście do bezpłatnych przydziałów, które będzie sprzyjać inwestycjom w technologie przyjazne dla klimatu i zapewni solidne zabezpieczenia przed ucieczką emisji - przekonuje koalicja przeciwko systemowi ETS.
Inaczej przemysł UE nie będzie mógł konkurować globalnie
Polska narzeka na system ETS chyba najdłużej z wszystkich Przyjaciół Przemysłu. Teraz rząd w Warszawie kolejny raz podejmuje ten temat. Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki, zwraca uwagę, że przemysł energochłonny ugina się pod kosztami operacyjnymi związanymi z systemem ETS.
Europa musi działać szybko i odważnie. Potrzebna jest rewizja systemów ETS, a także CBAM. Musimy racjonalnie spojrzeć na to, co jest osiągalne dla naszego przemysłu, aby móc konkurować globalnie - przekonuje Domański w serwisie X.
Więcej o ETS przeczytasz w Bizblog:
Warszawa mówi o tym od dawna. Już w 2023 r. Waldemar Buda, ówczesny minister rozwoju i technologii, w rozmowie z Puls Biznesu twierdził, że w branżach strategicznych, które chcemy utrzymać w Europie, takich jak np. metalurgiczna, mechaniczna, maszynowa, półprzewodników, farmaceutyczna i spożywcza, powinniśmy odstąpić od systemu ETS.
Bezpieczeństwo gospodarcze w dobie wojny jest ważniejsze niż walory klimatyczne - twierdził wtedy Buda.
Jeszcze kilka lat temu nikt w UE jednak takich argumentów nie traktował poważnie. Teraz może być inaczej. Bo obok siebie mamy też Niemców, Francuzów i Włochów.



















