Deweloperzy wniebowzięci. Sąsiad już nie zablokuje budowy
Wchodząca 7 stycznia nowelizacja prawa budowlanego to zmiana, z której cieszą się deweloperzy. Nowe przepisy mają uciąć praktykę składania odwołań „dla sportu” – bez argumentów, bez dowodów, za to z pełną świadomością, że każda taka skarga potrafi zablokować budowę na długie miesiące.

W branży budowlanej ten scenariusz jest dobrze znany – pisze środowa „Rzeczpospolita”. Ktoś z sąsiedztwa składa odwołanie, bo nie podoba mu się widok nowego bloku za płotem. Albo – co opisuje wprost – liczy na to, że inwestor zapłaci za wycofanie skargi. Do tej pory prawo temu sprzyjało: odwołanie nie musiało być uzasadnione, a kosztowało dokładnie zero złotych.
Szantażowanie deweloperów? To już nie przejdzie
Nowelizacja ma to zmienić. Od teraz składając odwołanie, trzeba będzie jasno wskazać, co w decyzji jest niezgodne z prawem, czego się żąda i na jakich dowodach się opiera. Jak podkreśla cytowany przez dziennik Michał Leszczyński z Polskiego Związku Firm Deweloperskich, to wprowadzenie elementarnego standardu rzetelności, a nie zamykanie obywatelom ust.
Nic dziwnego, że deweloperzy biją brawo. Dla nich to szansa na mniejszą liczbę blokad i większą przewidywalność inwestycji wartych często dziesiątki albo setki milionów złotych. Każdy miesiąc opóźnienia to realne koszty – finansowe i organizacyjne.
Ale „Rzeczpospolita” wyraźnie pokazuje też, że entuzjazm z wejścia nowych przepisów nie jest powszechny. Część prawników i organizacji społecznych ostrzega, że nowe przepisy wzmacniają silniejszą stronę sporu. Inwestor ma prawników na etacie, a zwykły sąsiad – kartkę papieru i „chłopski rozum”. Teraz to może nie wystarczyć.
Czytaj więcej w Bizblogu o budownictwie
Nowelizacja prawa budowlanego. Nie wszyscy się cieszą
Gazeta cytuje obawy ekspertów, że nadmierna formalizacja odwołań w praktyce zamknie wielu osobom drogę do skutecznego kwestionowania decyzji, a nawet kierowania spraw do sądu administracyjnego. Pojawiają się też pytania, jakie „dowody” będą uznawane za wystarczające i czy urzędy nie dostaną zbyt dużej swobody w odrzucaniu odwołań.
W efekcie – jak wynika z tekstu „Rzeczpospolitej” – nowelizacja prawa budowlanego jest klasycznym przykładem regulacji, w której jedni widzą porządkowanie chaosu, a inni ograniczanie obywatelskiego sprzeciwu. Deweloperzy się cieszą, sąsiedzi patrzą z niepokojem, a prawdziwy test dopiero nadejdzie, gdy nowe przepisy trafią na biurka wojewodów.







































