Matematyka nie kłamie. Coraz mniej górników wydobywa coraz mniej węgla
Zatrudnienie w polskim górnictwie węgla kamiennego znowu się skurczyło. A do tego dochodzi jeszcze coraz gorsza produkcja i sprzedaż czarnego złota. I to się w najbliższym czasie z pewnością nie zmieni.

Najpierw zapraszam do szybkiej wycieczki wehikułem czasu. Dziesięć lat temu, w lutym 2016 r., wydobycie węgla kamiennego w Polsce wyniosło 6,12 mln t. Już byliśmy wtedy na równi pochyłej, ale nikt o tym głośno nie chciał mówić. Pięć lat temu, w lutym 2021 r. ta produkcja czarnego złota skurczyła się do raptem 4,59 mln t.
Dzisiaj każdy szef górniczej spółki wziąłby taki wynik w ciemno. Przecież w ostatnich dwóch latach, czyli w czasie 24 miesięcy, miesięczne wydobycie węgla raptem pięć razy było większe od 4 mln t. I w tym roku tradycję coraz mniejszej produkcji węglowe dalej podtrzymujemy. W styczniu 2026 r. wydobycie było na poziomie 3,4 mln t, a w lutym - 3,49 mln t. Tymczasem w Europie, przez drożejący gaz ziemny - ze względu na blokadę Cieśniny Ormuz - drożeje także węgiel. W portach ARA tona czarnego złota jest obecnie wyceniana na prawie 122 dol.
W lutym na głównych rynkach spot węgla wysokoenergetycznego utrzymał się wyraźny trend wzrostowy. Jak doniosły źródła, za lutowe zwyżki odpowiadały przed wszystkim nasilające się obawy o podaż - komentuje Agencja Rozwoju Przemysłu Oddział w Katowicach.
Polskie kopalnie produkują coraz mniej węgla
I nie ma w tym żadnego przypadku. To tendencja spadkowa, którą widać wyraźnie od lat. Jeszcze w 2022 r. roczne wydobycie węgla kamiennego było na poziomie 52,8 mln t. W 2023 r. to już było tylko 48,3 mln t, a w 2024 r. - niecałe 44 mln t. W 2025 r. spadliśmy do poziomu 42,8 mln t. Czyli raptem w cztery lata nasza produkcja węgla skurczyła się o 10 mln t, czyli o prawie 19 proc. Za tak kiepskim wydobyciem węgla idzie również sprzedaż. W lutym 2026 r. była na poziomie 3,78 mln t. Pięć lat temu, w lutym 2021 r., to było jeszcze 4,69 mln t.
Kiepskie wydobycie i coraz gorsza sprzedaż mają swoje konsekwencje. Bo w takiej sytuacji częściej trzeba sięgać po przykopalniane zapasy, które tym samym się kurczą. W lutym na zwałach przy kopalniach było 3,88 mln t węgla. To znacznie gorzej niż rok temu o tej porze (4,95 mln t), czy dwa lata temu (4,7 mln t).
Najniższe zatrudnienie w historii naszego górnictwie
Nie jest tajemnicą, że spółki węglowe przygotowują się do restrukturyzacji zatrudnienia. Ustawa górnicza daje możliwość wcześniejszego odejścia z pracy albo na urlop górniczy, który pozwala przez maksymalnie 5 lat pobierać 80 proc. wcześniejszego wynagrodzenia, albo z jednorazową odprawą w kieszeni, w wysokości 170 tys. zł, bez konieczności płacenia od tej kwoty podatku.
Więcej o węglu przeczytasz w Bizblog:
Ale zanim kolejne miotły zaczną sprzątać miejsca pracy w górnictwie - już teraz widać bardzo wyraźny trend spadkowy. W lutym 2026 r. zatrudnienie w górnictwie węgla kamiennego było na poziomie 70737 osób. To najgorszy wynik pod tym względem w historii. Oznacza, że w miesiąc ubyło 508 górniczych etatów, a w rok - 2493. Jeszcze pięć lat tamu, w lutym 2021 r. było w tym sektorze 79889 etatów, a dziesięć lat tamu - w lutym 2016 r. - 91186. W dekadę więc zatrudnienie w górnictwie skurczyło się aż o 20449 miejsc pracy , czyli o ponad 22 proc.



















