Podziemny ekran w Turowie nie działa? Ekolodzy biją na alarm
Mieliśmy w kopalni Turów zamontować specjalny ekran, który miał wykluczyć dalsze wypłukiwanie wód gruntowych, o co największe pretensje mieli Czesi. Ale najnowsza ekspertyza wskazuje, że ta instalacja nie działa prawidłowo.

Znowu głośno o kopalni Turów. Pamiętacie awanturę z Czechami, którzy twierdzili, że nasza odkrywka wypłukuje wodę i odwadnia teren wokół? Najpierw rząd Mateusza Morawieckiego naszych południowych sąsiadów ignorował, ale skończyło się na wypłacie Czechom odszkodowania w wysokości 45 mln euro oraz na liście inwestycji, jakie Polska obiecała wykonać, żeby skutki oddziaływania kopalni Turów na środowisko były jak najmniejsze. Mowa była m.in. o ekranie przeciwfiltracyjnym. Ale ekolodzy mają w ręku ekspertyzę, z której wynika, że ta instalacja nie działa.
Ekran przeciwfiltracyjny w Turowie działa tylko lokalnie. Chroni najbliższe otoczenie, ale nie zatrzymuje leja depresji ani nie odwraca skutków wieloletniego odwodnienia. To środek ograniczający szkody, a nie rozwiązanie problemu - przekonuje dr Sylwester Kraśnicki, hydrogeolog i autor ekspertyzy.
Turów: ekran nie działa, kopalnie trzeba zamknąć
Ekspertyza wskazuje, że od 2022 r., w bezpośrednim sąsiedztwie ekranu (do kilkuset metrów), obserwowane jest podnoszenie się poziomu wód podziemnych – miejscami nawet o kilka metrów. Dotyczy to głównie najintensywniej drenowanych warstw wodonośnych. Ale poza tym obszarem efekt ten jak dotąd nie występuje. W głębszych warstwach wodonośnych, dalej od ekranu – m.in. między granicą państwową a czeskim miastem Gródek nad Nisą – poziom wód nadal się obniża. Zdaniem ekologów to dowód na to, że ekran nie zatrzymuje regionalnego leja depresji, a jego oddziaływanie ma charakter lokalny, ale nie chroni zasobów wodnych całej niecki żytawskiej.
Ekran przeciwfiltracyjny nie został zaprojektowany do likwidacji leja depresji i nie spełnia takiej funkcji - twierdzi dr Sylwester Kraśnicki.
Dla ekologów ta ekspertyza to bardzo jasny przekaz o tym, że kopalnię Turów trzeba zamknąć jak najszybciej. Dalsze odkładanie tej decyzji w czasie, w ich opinii, będzie poważnym błędem środowiskowym i strategicznym.
Ekspertyza potwierdza słuszność wieloletnich starań o określenie harmonogramu odejścia od węgla i zamykania kompleksu Turów przez rząd i PGE. Region Trójziemia potrzebuje min. natychmiastowego, realistycznego planu przywrócenia wód i zakończenia eksploatacji. Odkładanie tych działań jest błędem - twierdzi Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA.
Konsekwencje dla całej zachodniej Polski?
Ekolodzy przekonują, że to kłopot nie tylko dla okolic Turowa. Twierdzą, że Nysa Łużycka jest jednym z kluczowych dopływów Odry, dlatego każdy długotrwały pobór wody na potrzeby zalewania odkrywki będzie wpływał na przepływy w całym systemie rzecznym. W praktyce, jak utrzymują, oznacza to konsekwencje dla gospodarki wodnej i energetyki w zachodniej Polsce.
Woda, która normalnie zasilałaby Nysę Łużycką, będzie w istotnej części zatrzymywana w odkrywce, zamiast trafić do Odry, co pogłębi problem niskich przepływów w okresach upałów i niżówek. Pogorszy to warunki poboru wody przez elektrownie w dół rzeki, prowadząc do pracy ze zmniejszoną mocą lub przestojów oraz zwiększając ryzyko przekroczenia dopuszczalnej temperatury zrzutu wód chłodniczych. Szczególnie narażona jest Elektrownia Dolna Odra z otwartym systemem chłodzenia - podkreśla Katarzyna Wiekiera ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, która w ramach kampanii „Rzeki w gorączce” podnosi problem zależności konwencjonalnych elektrowni i rzek.
Więcej o Turowie przeczytasz w Bizblog:
Zdaniem aktywistów podobny proces będzie zachodzić w zlewni Warty i będzie powodowany koniecznością zalania odkrywki Bełchatów. Zagrozi ono funkcjonowaniu takich elektrowni jak planowana elektrownia gazowa Adamów i Ostrów Wielkopolski.
Elektrownie projektuje się na przepływy niskie, ale wpływu Turowa nikt nie uwzględnił. Dolna Odra już teraz ma problemy, Wojewódzki Sąd Administracyjny w lipcu 2025 r. uchylił zezwolenie na eksploatację nowej elektrowni ponieważ uznał, że ta nie zabezpiecza konieczności utrzymania przepływu nienaruszalnego rzeki, czyli minimalnego poziomu wody potrzebnego do zachowania w niej życia - przypomina Robert Wawręty z Towarzystwa na rzecz Ziemi.
Co na te ustalenia PGE, właściciel kopalni Turów? Zadaliśmy spółce pytania i czekamy na odpowiedzi.
fot. PrzemoN/Shutterstock.com







































