Fryzjerzy wracają, a wraz z nimi potężne długi. W poniedziałek rusza szturm na salony fryzjerskie
W ramach kolejnego etapu odmrażania polskiej gospodarki od poniedziałku otworzą się salony fryzjerskie i kosmetyczne. Wystarczy jednak przyjrzeć się bliżej warunkom funkcjonowania tej branży, by wyobrazić sobie z jak dużymi problemami finansowymi, będą musieli się oni zmierzyć. Rejestr dłużników pokazuje, że 86 mln złotych to kwota, którą prędzej czy później będą musieli swoim wierzycielom zapłacić.

Restauracje, bary, kawiarnie i branża fryzjerska zostają warunkowo otwarte 18 maja. To trzeci etap odmrażania gospodarki. Jednak ta ostatnia kategoria ma znacznie poważniejsze problemy od reszty, a wraz ze wznawianiem swojej pracy ich sytuacja raczej się nie poprawi.
Fryzjerzy toną w długach, a zapewnienie teraz klientom bezpieczeństwa w lokalach będzie ich słono kosztować. Polacy podczas pandemii koronawirusa strasznie przeżywali brak salonów piękności oraz fryzjerskich, teraz jednak mogą przerazić się cennikiem, jeżeli wpisanie się w rządowe wytyczne będzie faktycznie kosztować właścicieli tyle, ile ci się obawiają.
Fryzjerzy na ostrzu
Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor branża w marcu była zadłużona na ponad 86 mln zł.
W tym tygodniu na stronach Ministerstwa Rozwoju zostaną opublikowane wytyczne dla branż, które mają być odmrożone w drugiej połowie maja, wśród nich mogą pojawić się m.in. salony fryzjerskie, kosmetyczne, a także restauracje.
Według danych z końca marca prowadzonych było 87,5 tys. działalności zaliczanych do kategorii „Fryzjerstwo i pozostałe zabiegi kosmetyczne”. Stanowią one ok. 2,2 proc. podmiotów znajdujących się w rejestrze REGON.
Według BIG InfoMonitor oraz BIK widać jednak przyrost kwoty zaległych zobowiązań – w ciągu roku zwiększyła się ona z 79,3 mln do 86,1 mln
– komentował Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.
Aż 99,6 proc. tej branży stanowią mikrofirmy. Ludzie doskonale radzą sobie tu bez siedziby lub z małym lokalem, a ich reklamą jest najczęściej zwykła poczta pantoflowa.
Niektórzy fryzjerzy czy kosmetyczki w okresie pandemii wykorzystali znajomości i przeszli do szarej strefy. Z jednej strony było to ryzykowne, biorąc pod uwagę kary finansowe, z drugiej, potencjalnie chętnych klientów było wielu, a większość z nich bagatelizowała potencjalne zagrożenie zakażenia się koronawirusem.
Większość pracowników branży beauty jednak nie pracowała i zamrożenie gospodarki szybko odbiło się na ich portfelach. Wiele firm stanęło na progu upadłości. Brak przychodów nie zwalniał ich z opłat czynszu i rachunków, a także zadłużeń. Ci w najgorszym położeniu zmuszeni byli sprzedać swoje zakłady.
Przez rok odsetek firm z branży fryzjerskiej i kosmetycznej mających problem ze spłatą zobowiązań, nie zmienił się i wynosił 2,3 proc. Opóźnienia w opłatach zdarzają się tu o wiele rzadziej niż w innych branżach, a nawet całej gospodarce, gdzie wynoszą one 5,8 proc.
Inna "norma"
Krok w stronę normalności i odmrożenie usług beauty nie równa się jednak powrotowi do sytuacji sprzed pandemii. Salony fryzjerskie i kosmetyczne, tak jak wszystkie inne branże objęte złagodzeniem ograniczeń w świadczeniu usług, będą musiały podporządkować się rządowym wytycznym, aby móc funkcjonować w nowych warunkach. To przełoży się na liczbę obsługiwanych przez godzinę klientów, a więc i na wydatki.
„Minimum bezpieczeństwa sanitarnego” będzie w ich przypadku oznaczało bardzo dużą ilość środków zabezpieczenia osobistego oraz płynów dezynfekujących.
W związku z tym fryzjerzy i kosmetyczki chcą wprowadzenia czasowej regulacji cen tych produktów lub podobnych rozwiązań, dzięki którym będą mieli oni do nich dostęp w umiarkowanych cenach. Ich zdaniem pełna swoboda może tu skutkować podnoszeniem cen oferowanych usług lub poszerzaniem się - i tak już sporej - szarej strefy w tej branży.
Te argumenty jasno pokazują, że samo liberalizowanie ograniczeń może w wielu przypadkach nie wystarczać i że dla wielu przedsiębiorców powrót do względnie normalnej działalności wiąże się z koniecznością ponoszenia dodatkowych kosztów. A to nie pozostanie bez wpływu na, i tak bardzo poważnie nadwyrężoną, kondycję firm
– komentuje Sławomir Grzelczak.
Warto też zwrócić uwagę na to, że spora część spośród zakładów jest stosunkowo niewielka i możliwe, że na raz w lokalu będzie mógł znaleźć się jedynie jeden klient.
Przepraszam, ta kolejka do fryzjera?
Miliony Polaków tęskniło za fryzjerami i kosmetyczkami bardziej niż za wyjazdem, zakupami, kinem, restauracją czy siłownią – jak pokazało badanie Maison&Partners.
W pierwszej kolejności po zniesieniu obostrzeń 60 proc. badanych chce spotkać się z rodziną i znajomymi, zaraz po tym 37 proc. marzy o wizycie u fryzjera lub kosmetyczki.
Dbanie o włosy i wygląd to usługi, których Polakom brakuje bardziej niż wyjazdu na wycieczkę po kraju (21 proc.), zakupów innych niż spożywcze (20 proc.), a także seansu w kinie, koncertu czy spektaklu (19 proc.), nie wspominając o wizycie w klubie fitness, za którą tęskni jedynie 6 proc. respondentów.
Otwarcie zakładów ucieszy zatem wielu obywateli zmęczonych kwarantanną. Będą oni jednak wciąż zmuszeni do ograniczeń i zachowania dystansu, bo podczas ich funkcjonowania to bezpieczeństwo - a nie wygoda - ma być priorytetem.