Polska, Niemcy i Francja uderzają w ETS. Bruksela odpowiada
Kiedy Niemcy, pod rękę z Francją, zaczęli krytykować zliczający emisję CO2 system ETS, wydawało się, że czas tego mechanizmu właśnie się kończy. Ale pojawiła się grupa państw UE, która nie chce nic w tym względzie zmieniać. I popiera ich Komisja Europejska.

Już mogło się wydawać, że tym razem tych bardzo ciemnych chmur, jakie się nagromadziły nad unijnym systemem handlu uprawnieniami do emisji CO2 ETS, już nie da się rozgonić. Zwłaszcza, że do grona narzekających dołączyły też Niemcy i Francja.
Atmosferę dodatkowo podgrzewa zmieniająca się gwałtownie sytuacja na rynku paliw, który pozostaje w sporym rozdygotaniu po blokadzie Cieśniny Ormuz, jednego z najważniejszych morskich szlaków handlowych dla gazu, ropy, ale też nawozów. Pomimo rosnącej presji Bruksela nie zamierza względem systemu ETS wykonywać żadnych nerwowych ruchów.
Nie sądzę, aby zniesienie cen emisji dwutlenku węgla komukolwiek dało pozytywny sygnał. Mogłoby to zniweczyć naszą konkurencyjność - przekonuje Teresa Ribera, wiceprzewodnicząca wykonawcza Komisji Europejskiej.
Koalicja adwokatów systemu ETS nie chce żadnych zmian
Zdaniem wiceszefowej KE Unia obecnie wcale nie jest tak blisko kryzysu energetycznego, jak miało to miejsce w 2022 r. - po inwazji Rosji na Ukrainę. Dlatego nie ma co koncentrować się na jakimkolwiek zawieszeniu systemu ETS. Obecne zaś ceny energii wcale nie potrzebują specjalnego traktowania.
Liczba godzin, w których gaz ustala cenę, drastycznie spadła - zwraca uwagę Dan Jorgensen, komisarz UE ds. energii.
I okazuje się, że w swoim pozytywnym osądzie systemu ETS Komisja Europejska nie jest osamotniona. Osiem państw członkowskich UE: Dania, Finlandia, Luksemburg, Portugalia, Słowenia, Hiszpania, Szwecja i Holandia postanowiło podpisać wspólny dokument roboczy, w którym zdecydowanie sprzeciwiają się zawieszeniu handlu uprawnieniami do emisji CO2. Jego sygnatariusze przekonują, że „wprowadzenie fundamentalnych zmian w systemie ETS, zakwestionowanie samego instrumentu lub jego zawieszenie byłoby bardzo niepokojącym krokiem wstecz”.
Ryzykiem jest również osłabienie sygnałów cenowych dotyczących emisji dwutlenku węgla, które wspierają inwestycje i stabilność rynku - przekonują obrońcy systemu ETS.
Więcej o emisji CO2 przeczytasz w Bizblog:
Emisja CO2 najtańsza od prawie roku
Szykuje się więc batalia o naliczający emisje CO2 system ETS w trakcie najbliższego posiedzenia Parlamentu Europejskiego 19 i 20 marca. Obrońcy dotychczasowego mechanizmu sprzeciwiają się narracji Przyjaciół Przemysłu, czyli: Austrii, Czechom, Francji, Niemcom, Włochom, Luksemburgowi, Polsce, Portugalii, Słowacji i Hiszpanii. Ta grupa stoi na stanowisku, że dekarbonizacja nie powinna być osiągana poprzez deindustrializację i utrzymuje, że system ETS demoluje unijny przemysł.
Europa musi działać szybko i odważnie - uważa Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki.
Na razie to zamieszanie wokół ETS i emisjom CO2 działa na rynek jak zimny prysznic. Jeszcze w połowie stycznia 2026 r. wyemitowanie 1000 kg dwutlenku węgla kosztowało ponad 90 euro. W pierwszej dekadzie lutego spaliśmy już poniżej 80 euro. Teraz zaś emisja tony CO2 kosztuje ok. 66 euro - czyli najmniej od przełomu marca i kwietnia 2025 r.



















