ETS nie taki zły? Ekolodzy odpowiadają kanclerzowi Merzowi
Jesteśmy po pierwsze wymianie ciosów w sprawie unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 ETS. Ale na większą awanturę nie będziemy wcale czekać zbyt długo. Analitycy twierdzą, że cena emisji w ciągu dwóch lat przekroczy 100 euro.

Czarne chmury zaczęły gromadzić się nad unijnym systemem handlu uprawnieniami do emisji CO2 ETS, po tym, jak kanclerz Niemiec zasugerował, że Bruksela powinna być bardziej otwarta na rewizję tego instrumentu. Tak odważna deklaracja Berlina nakłoniła też innych do szczerości.
Okazało się, że system ETS nie do końca podoba się też prezydentowi Francji, premierowi Belgii, a także szefowi czeskiego rządu, który od dawna powtarza, że tak skonstruowany handel uprawnieniami do emisji CO2 niszczy przemysł naszych południowych sąsiadów. Ale szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen nie zgadza się z tymi argumentami.
System Handlu Emisjami ETS przynosi wyraźne korzyści. Od czasu jego wprowadzenia w 2005 r. emisje spadły o 39 proc., a gospodarka w sektorach objętych ETS wzrosła o 71 proc. To pokazuje, że dekarbonizacja i konkurencyjność mogą iść w parze - przekonywała w trakcie Europejskiego Szczytu Przemysłowego w Antwerpii.
Emisja CO2, czyli trzeba powiązać ETS z dekarbonizacją
Von der Leyen akcentowała, że zdaniem Międzynarodowej Agencja Energii w ciągu najbliższych 3–4 lat cena gazu powinna utrzymywać się na niskim poziomie, co - jak uważa szefowa KE - powinno być wykorzystane na inwestycje w niskoemisyjne systemy energetyczne.
Podczas gdy koszty energii spadają, krajowe podatki od energii rosną. A podatki, które przemysł płaci od energii elektrycznej, są 15 razy wyższe niż podatki od gazu - zwróciła uwagę przewodnicząca Komisji Europejskiej.
Przez chwilę mogło się wydawać, że w obronie unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 stanęła wyłącznie Ursula Von der Leyen, ale do dyskusji wtrąciły się również niemieckie organizacje pozarządowe, które uważają, że Bruksela nie powinna ulegać presji dotyczącej zwiększenia podaży na rynku dwutlenku węgla w UE, co miałoby stanowić tarczę ochronna dla przemysłu.
Trudna sytuacja gospodarcza jest tylko częściowo spowodowana obciążeniem cenami emisji CO2. Poważniejsze są problemy strukturalne, globalna nadwyżka mocy produkcyjnych i wysokie koszty energii - czytamy we wspólnym oświadczeniu organizacji WWF, Bellona, Germanwatch i NABU.
Niemieccy aktywiści uważają też, że bezpłatne uprawnienia do emisji CO2 dla przemysłu powinny być uzależnione od inwestycji w dekarbonizację. Zwracają przy tym uwagę na to, żeby dochody pochodzące z ETS wykorzystywane były na inwestycje transformacyjne, a nie na dotowanie istniejących struktur, często opartych na paliwach kopalnych.
W przyszłym roku emisja CO2 za ponad 107 euro?
Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów przeciwko systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 ETS jest ten o charakterze giełdowym całego mechanizmu, co czyni go bezbronnym na spekulacje. Doskonale ukazuje to sytuacja po krytyce ze strony kanclerza Niemiec. Negatywne słowa Friedricha Merza o ETS wystarczyły, żeby inwestorzy się wystraszyli i w efekcie cena emisji CO2 runęła z blisko 80 euro pod koniec pierwszej dekady lutego do ok. 68 euro (co było najniższą wartością od lipca 2025 r.) w połowie miesiąca. Od dwóch dni jesteśmy świadkami lekkiego odbicia i emisja CO2 kosztuje teraz ok. 70 euro.
Więcej o emisji CO2 przeczytasz w Bizblog:
Tymczasem analitycy przewidują, że ta cena będzie tym roku puchnąć. W ankiecie Reuters wskazali, że w 2026 r. średnia stawka za emisję CO2 wyniesie 92,65 euro i 107,29 euro w 2027 r.
W krótkim okresie ceny CO2 w UE będą nadal skorelowane z cenami gazu, ale wraz z wycofywaniem się nowych podmiotów przemysłowych z bezpłatnych uprawnień, popyt będzie się przesuwał w kierunku potrzeb przemysłu i cen, w ślad za kosztami technologii dekarbonizacji - przekonuje Noemi Zurcher, starsza analityczka ds. danych w dziale rynków i polityk węglowych w Rystad.



















