Oddajemy fiskusowi coraz więcej. „To przecież normalne – ktoś powie – przecież się bogacimy. Wystarczy spojrzeć na dane GUS, średnia krajowa dobija do 10 tys. zł.” Tyle że to tylko część prawdy.

PITax właśnie opublikował raport, z którego wynika, że przeciętny PIT wzrósł w ciągu roku z 5 tys. do 6 tys. zł. To nie jest jednorazowy wyskok. Jeśli porównamy, ile płaciliśmy dwa lata temu, to się okaże, że zapłacony w tym roku podatek zwiększył się o jedną trzecią. W porównaniu z 2023 r. – o ponad 70 proc.
System podnosi podatki trochę po cichu
Na papierze wszystko się zgadza. Pensje idą w górę, w tym roku średnia krajowa przebije 10 tys. zł, więc i podatek rośnie. Ale to tylko część prawdy.
Wzrost średniej kwoty podatku PIT to między innymi efekt inflacji, która zmuszała pracodawców do aktualizacji wynagrodzeń, ale taki wzrost przy niezmiennych progach podatkowych to w praktyce wyższy podatek, czyli tzw. zimna progresja – tłumaczy Krzysztof Biernacki, doradca podatkowy PITax.
Efekt jest taki, że wpadasz w wyższy próg, ale wcale nie czujesz, żeby ci się nagle jakoś bardzo poprawiło.
Więcej w Bizblogu o skarbówce i podatkach
Najłatwiejsza opcja często kosztuje
Dziś PIT można właściwie „kliknąć i zapomnieć”. Skarbówka przygotowuje rozliczenie, nic nie robisz i temat zamknięty. Wygodne? Bardzo. Opłacalne? Już niekoniecznie. System nie podpowie ci ulg. Nie zapyta, czy masz coś do odliczenia. Nie przypomni o żadnych możliwościach.
Jeśli podatnik nie sprawdzi, czy może odliczyć wydatki na Internet, leki czy darowizny, system fiskusa mu o tym nie przypomni. W efekcie setki tysięcy osób akceptują przygotowany za nich formularz, tracąc od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych zwrotu – mówi Biernacki.
I właśnie dlatego najłatwiejsza opcja bywa najdroższa.
To swoisty, niepisany podatek od niewiedzy, który w skali kraju idzie w miliardy złotych – zauważa ekspert.
Jedni ogarniają temat, inni zostawiają kasę na stole
Z tych danych wyłania się prosty obraz. Są tacy, którzy siadają do PIT-a i sprawdzają, co da się zrobić. I są tacy, którzy klikają „akceptuj”, żeby mieć problem z głowy. Różnica jest ogromna.
Dane pokazują, że w niektórych miejscowościach z ulg korzysta ponad 70 proc. podatników, w innych – kilka procent.
Tam, gdzie ludzie wiedzą, zaczynają korzystać
Są też dobre wiadomości. Coraz więcej osób sięga po ulgę rehabilitacyjną – wzrost o 17,6 proc. rok do roku. Ulga na dzieci też jest już standardem – pojawia się w co trzecim rozliczeniu. Jak ktoś wie, co robić, to z tego korzysta.
Ciekawie wygląda jeszcze jedna rzecz. Mimo rosnących kosztów życia Polacy przekazują więcej w ramach 1,5 proc. podatku. Średnia kwota poszła w górę o około 10 proc. To znaczy, że ten mechanizm po prostu się przyjął.
Kilka minut, które mogą zrobić różnicę
Najwięcej tracą ci, którzy nic nie robią.
Na kilka dni przed końcem sezonu warto wziąć sprawy w swoje ręce i sprawdzić możliwości skorzystania z dość szerokiego katalogu ulg – radzi Biernacki.
- „czy gogle VR z wkładką korekcyjną można rozliczyć w ramach ulgi rehabilitacyjnej”
- „czy w ramach ulgi internetowej da się rozliczyć koszty platformy streamingowej”
- „czy jest może ulga na kota”
- „czy można się rozliczyć w raju podatkowym”
Te 10 minut pracy może być najlepiej płatną godziną w naszym roku kalendarzowym – wskazuje.


















