10 mln Polaków mniej. Czas pójść śladem Chin
Polska wymiera w alarmującym tempie. Najnowsze prognozy pokazują, że ubędzie 10 mln obywateli. Skoro 800+ nie pomogło, może trzeba kija zamiast marchewki? Podniesienie podatku VAT na środki antykoncepcyjne, a do tego „edukacja miłości” - kto ma taki pomysł?

To Chiny i to nie tylko pomysł, ale plan który jest już wdrażany w życie. Chińczycy też mają problem z demografią, a spadek liczby urodzeń, którego doświadcza ten kraj tak samo jak kraje Zachodu, spowodował, że Chiny spadły z pozycji najludniejszego kraju świata i oddały prym Indiom.
Chińskim władzom to się nie podoba i działają, ale zupełnie inaczej niż Polska, która postanowiła rozdawać po 800 zł miesięcznie na dziecko, myśląc, że to coś pomoże. Nie pomaga.
Najdroższe dzieci na świecie
Chiny odbijają się od bandy do bandy. Większość z was pewnie pamięta, że jeszcze całkiem niedawno Chiny prowadziły politykę jednego dziecka. Obowiązywała ona w latach 1980-2015. Teraz nie dość, że kraj ją odpuścił, to jeszcze walczy o coś przeciwnego, żeby dzieci rodziło się znacznie więcej.
Tylko że teraz to Chińczycy rodzić już nie chcą. Dopadły ich też zmiany kulturowe, migracja ogromnych mas ludności ze wsi do miast, a przede wszystkim, patrząc przyziemnie, posiadanie dziecka jest dużo za drogie.
BBC niedawno przywoływała raport pekińskiego instytutu YuWa Population Research, z którego wynika, że koszty wychowania dziecka w Chinach są jednymi z najwyższych na świecie. Stoi za tym m.in. wysoki poziom czesnego za szkołę.
Odpowiednik polskiego 800+ po prostu by w Chinach nie zadziałał, bo nie dość, że analogiczna stawka byłaby zbyt niska wobec wysokich kosztów posiadania dziecka, to jeszcze liczba ludności, której trzeba by takie świadczenie wypłacać, jest zbyt duża. Nie mówiąc oczywiście o tym, że my w Polsce już wiemy, że taka comiesięczna gotówka do ręki za posiadanie dziecka demografii wcale nie poprawia.
Czytaj więcej w Bizblogu o demografii:
Dobra miłość i złe prezerwatywy
Chiny mają zatem inny pomysł. Kilka dni temu agencja Reuters pisała, że kraj ten podnosi podatek VAT na prezerwatywy i inne środki antykoncepcyjne. Od 1 stycznia stawka VAT wzrosła do 13 proc., ale trzeba wam wiedzieć, że ta podwyżka to po prostu doszlusowanie do standardowej stawki, która obowiązuje w Chinach na większość produktów. Dotąd bowiem, przez trzydzieści lat prezerwatywy miały preferencyjną, niższą stawkę VAT.
Ta decyzja została opakowana właśnie w opowieść o trosce o dzietność. I to tylko jeden z elementów walki o jej poprawę. Już wcześniej kraj ten wprowadził dopłaty dla rodzin do opieki nad dzieckiem, a potem jeszcze zwolnił te dopłaty z podatku dochodowego. Chiny próbują też powstrzymać zmiany kulturowe miękkimi działaniami i zachęcają uczelnie, by prowadziły zajęcia z „edukacji miłosnej”, która ma przedstawiać w pozytywnym świetle rodziny, płodność, miłość i małżeństwo.
Zaledwie w 2025 r. zaczęto wydłużać w Chinach urlopy macierzyńskie - i to akurat plus, bo rzeczywiście może zadziałać pozytywnie - ale Bóg wie, co dalej, bo BBC donosi, że w niektórych chińskich prowincjach do kobiet wydzwaniają urzędnicy państwowi, którzy nie tylko pytają o plany posiadania dzieci, ale też o szczegóły ich cykli menstruacyjnych. I to już groza.
Zniknie 10 mln Polaków
I w Polsce też groza, ale nie ze względu na opresyjne działania państwa w zakresie płodności, ale raczej ze względu na bezsilność naszego kraju w tym zakresie. Bo 800+ nie działa - dzieci ciągle rodzi się z roku na rok tylko mniej. Żłobków i przedszkoli nam już nie brakuje, jak jeszcze dekadę czy dwie temu. A jednak jest coraz gorzej.
Niedawno światło dzienne ujrzały prognozy Ministerstwa Finansów przygotowane dla ZUS, które pokazują, w jakim tempie Polska będzie wymierać - bo będzie, to niezaprzeczalne.
I okazuje się, że z dzisiejszych 37 mln zostanie nas tylko 27 mln w 2080 r., a więc Polska skurczy się o 10 mln obywateli. I to mimo że założenia mówią, że współczynnik dzietności nieco się poprawi z 1,11 w 2025 r. do 1,26 w 2080 r.
Komuś przyszło do głowy, aby w takim razie pójść w ślady Chin i zamiast rozdawania marchewki pod postacią 800+ sięgnąć po kij i podnieść podatki na środki antykoncepcyjne?
Jeśli tak, to powiedzmy sobie to od razu wprost - to też nie zadziała. I nawet same Chiny to wiedzą. Cytowany przez BBC demograf Yi Fuxian z amerykańskiego University of Wisconsin-Madison jest przekonany, że Chinom chodzi wyłącznie o ściągnięcie wyższych podatków, bo też mierzą się z rosnącym długiem publicznym. Władze wcale nie łudzą się, co to zmieni w demografii, ale znalazły sobie po prostu listek figowy, żeby nie powiedzieć wprost, że mają kłopoty budżetowe.







































