W marcu RPP prawdopodobnie znów obniży stopy z 4 do 3,75 proc. Ale większość analityków nie spodziewa się w tym roku dużo więcej. Poza jednym, który daje duże nadzieje. I ja bym go słuchała.

Stopy procentowe i tak spadły już sporo od szczytu. W ostatnich latach max to było 6,75 proc. w 2022 r., a obecnie główna stopa to 4 proc. To wcale nie znaczy, że zmierzamy do poziomu, jaki większość z was wspomina z rozrzewnieniem – na przykład sprzed pandemii, kiedy stopy od 2015 r. do 2020 r. utrzymywały się na poziomie 1,5 proc., a w czasie pandemii spadły na jakiś czas nawet do 0,1 proc.
O tym w ogóle zapomnijcie.
Co zrobi RPP w marcu?
W lutym 2026 r. Rada Polityki Pieniężnej nie zdecydowała się na obniżkę stóp. W styczniu też nie. Ostatnia obniżka była w grudniu 2025 r. z 4,25 do 4 proc.
Ale większość analityków jest zgodna, że w marcu znów dojdzie do obniżki. Wskazują na to zarówno dobre ostatnie dane o inflacji jak i ton prezesa NBP Adama Glapińskiego podczas konferencji w lutym, który sugerował, że marcu stopy znów spadną.
I to żadna nowość.
Co więcej, sam prezes zdaje się sugerować, jaki będzie poziom stóp pod koniec 2026 r. i to akurat już nie jest jakiś wielki powód do radości, bo oznacza dalszy spadek tylko do 3,5 proc. To by oznaczało, że poza obniżką w marcu w tym roku będzie jeszcze tylko jedna.
Podobne prognozy ma większość analityków, czyli to tzw. konsensus rynkowy. Ale może być jednak lepiej.
Jakie stopy na koniec 2026 roku?
Tzw. rynek, czyli kontakty na WIBOR 3M, które wskazują pośrednio, co stanie się ze stopami, mówią dziś o głębszych cięciach, bo do 3,25-3,5 proc., czyli zakładają nie dwie, a nawet trzy obniżki w tym roku.
Owszem, nie raz wam pisałam, że tych prognoz wynikających z kontraktów nie należy traktować zbyt serio, bo one są bardzo wahliwe i często nazbyt optymistyczne.
Tym razem jednak mogą być wręcz za mało optymistyczne. Analitycy mBanku mają bowiem jeszcze lepsze wieści dla kredytobiorców. Ich zdaniem w tym roku będziemy mieli aż cztery obniżki stóp procentowych - po jednej na kwartał - w efekcie czego stopa referencyjna spadnie na koniec roku nie do 3,5 proc., jak uważa większość, a do 3 proc.
I to byłby bardzo dobre wieści.
Podziękujcie opadom śniegu i chińskiemu Temu
Skąd tak odważną prognoza? Zespół analityczny mBanku prognozuje inflację na tak korzystnym poziomie, że ich zdaniem jest większa przestrzeń do cięć.
Zresztą już w styczniu dr Marcin Mazurek, szef tego zespołu w mBanku, mówił o tym, że jego zdaniem stopy spadną w tym roku do 3 proc., a nie, jak zakłada konsensus, do 3,5 proc., więc to dość konsekwentne trzymanie się scenariusza.
I ja mu wierzę, bo dr Mazurek to ceniony ekonomista, który wcale nie słynie z radykalnych prognoz, byle tylko się wyróżnić.
No to teraz zobaczcie, skąd te jego optymistyczne prognozy dotyczące inflacji, a w konsekwencji również i poziomu stóp. Już w styczniu wymieniał trzy główne argumenty:
- Po pierwsze, inflacja będzie w ryzach, bo ceny żywności się uspokoiły, a pokrywa śnieżna, jaką widzicie za oknem, pomoże albo nie zaszkodzi - jak szkodziła w poprzednich latach - wegetacji roślin na wiosnę. A to się sprowadza do tego, że ceny żywności tym roku mogą być stosunkowo niskie.
- Po drugie, mamy tzw. chiński szok. Nie od dziś zresztą. On polega na tym, że Polacy chętnie i masowo kupują tanie towary na chińskich platformach zakupowych jak Temu, Shein itd., co ciągnie inflację z dół.
- Po trzecie, szok energetyczny już minął i w tym roku prąd zdrożeje tylko o 2-3 proc., ale do tego rachunki za gaz będą wręcz niższe.
Chyba wszystko zaczyna się naprawdę uspokajać po burzy.
Czytaj w Bizblogu o cenach energii







































