Nawrocki i Czarnek: precz z ETS. A co rząd PiS zrobił z 84 mld zł?
Za chwilę rozstrzygnie się dalszy los unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji C02 - ETS. To jeden z głównych tematów zaplanowanego na 19-20 marca posiedzenie Rady Europejskiej. W Polsce presja związana z tym tematem też jest coraz większa, bo opozycja tym dwutlenkiem węgla postanowiła bić rząd po plecach.

Oczekuję od polskiego rządu przyjęcia stanowiska, które w pełnym zakresie zabezpieczy Polaków przed dalszymi konsekwencjami polityki klimatycznej - czytamy w liście, który prezydent Karol Nawrocki wysłał do premiera Donalda Tuska.
To kolejny już element kolejnej wojny polsko-polskiej, zapowiedzianej przez desygnowanego na przyszłego szefa rządu Przemysława Czarnka przez słynne już „OZE-sroze”. Według doniesień medialnych duet Nawrocki-Czarnek ma od teraz ciągle zaczepiać rząd w sprawie kolejnych instrumentów polityki klimatycznej, realizowanej przez Brukselę. Na pierwszy ogień idzie emisja CO2.
Minęło 20 lat od wprowadzenia systemu EU ETS. To wystarczająco długi okres, aby dokonać twardej i bezkompromisowej oceny skuteczności tego instrumentu. Jesteśmy świadkami zjawiska, które historia zapamięta jako wielką deindustrializację Europy i ucieczkę przemysłu z naszego kontynentu - przekonuje Karol Nawrocki w liście.
Polska już od dawna chce zmienić system ETS
Ta wzmożona krytyka naliczania emisji CO2 przez unijny system ETS ma stworzyć wrażenia, jakby rząd pod sterami Donalda Tuska takie rozwiązanie popierał. Ale to nie prawda. Polska już od dawna krytykuje ten mechanizm. Suchej nitki nie zostawiał na nim rząd Mateusza Morawieckiego, bardzo podobnie jak ekipa Tuska. Obecnie rządzący już nieraz wysyłali w tej sprawie bardzo jednoznaczne sygnały do Brukseli. Ostatnio Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki, stwierdził, że potrzebna jest rewizja ETS, żeby unijny przemysł mógł konkurować globalnie. Szef rządu też swojego wcześniejszego zdania nie zmienia.
Polska będzie domagała się specyficznie polskich rozwiązań, aby uszanować naszą sytuację, w której m.in. ETS stanowi bardzo istotny i negatywnie rozstrzygający czynnik, jeśli chodzi o ceny energii - przekonuje Donald Tusk.
Wcześniej nasz kraj wszedł w skład grupy Przyjaciół Przemysłu (wraz z Austrią, Czechami, Francją, Niemcami, Włochami, Luksemburgiem, Portugalią, Słowacją i Hiszpanią), która celuje w reformę systemu ETS. Ich zdaniem powinien powstać zupełnie nowy system naliczania emisji CO2.
Który zwiększy konkurencyjność UE poprzez zapewnienie skutecznego sygnału cenowego, przewidywalności, stabilności rynku i ochrony przed nadmierną zmiennością cen - zaznaczają w swoim oświadczeniu Przyjaciele Przemysłu.
Uprawnienia do emisji CO2 to dochody dla budżetu
Eksperci przy okazji tej politycznej burzy wokół systemu ETS i naliczania emisji CO2 zwracają uwagę, że ten mechanizm to nie tylko koszt po naszej stronie, ale także dochód i to całkiem niemały.
W ciągu ostatnich 10 lat do budżetu wpłynęło z tego tytułu ok. 100 mld zł. Problem tkwi w tym, że w polskich realiach dochody z ETS nie odegrały roli stymulującej dla energetyki i jej zmiany, a przecież te 100 mld to 1/7 kosztów naszej transformacji do 2040 r. One się rozpłynęły w większości w budżecie - wyjaśnia w serwisie X Jakub Wiech, naczelny Energetyki24.
Więcej o emisji CO2 przeczytasz w Bizblog:
Tymczasem z założenia pieniądze pochodzące z handlu uprawnieniami do emisji CO2 miały być przeznaczone na kolejne działania dekarbonizacyjne. Ale wcześniej rząd Mateusza Morawieckiego bagatelizował tę zasadę. Już w 2024 r. NIK uznała, że gospodarowanie środkami uzyskanymi ze sprzedaży uprawnień EU ETS nie zapewniało w sposób wystarczający ochrony interesów budżetu państwa oraz możliwości powiązania poniesionych wydatków z redukcją emisji gazów cieplarnianych.
Polska w latach 2013–2023 uzyskała ze sprzedaży uprawnień EU ETS dochód w wysokości blisko 94 mld zł. w tym prawie 90 proc. tej kwoty, tj. ponad 84 mld zł uzyskano w latach 2019–2023 (do 30 maja) - podkreśla NIK.
Dwie dekady i po sprawie?
System handlu uprawnieniami do emisji CO2 - ETS nie jest wcale taki młody. Jest już z nami bowiem ponad 20 lat. Uruchomiono go oficjalnie w 2005 r., ale Polska stała się jego beneficjentem automatycznie, po akcesji w 2004 r. Ten system jest konsekwencją protokołu z Kioto, który UE podpisała już w 1997 r. Ale do 2018 r. było o tym dosyć cicho, bo też wyemitowanie tony dwutlenku węgla wtedy kosztowało raptem 7-8 euro. Wtedy jednak - zgodnie z ideą neutralności klimatycznej - Bruksela w tym względzie mocno przyspieszyła i cena emisji CO2 zaczęła puchnąć. Pod koniec 2021 r. pękła granica 80 euro. W 2023 r. padł do tej pory nie pobity rekord i emisja 1000 kg dwutlenku węgla kosztowała więcej niż 95 euro. Obecnie cena emisji CO2 jest na poziomie ok. 65 euro.



















