Co z Czystym Powietrzem? Wszystko jasne jak dym z kopciucha
Za chwilę Czyste Powietrze może spotkać coś najgorszego. Program ma sporą szansę utknąć w politycznej mgle, co ani nie pomoże jego beneficjentom i jakości powietrza nad Polską też nie poprawi.

Chociaż sezon grzewczy właśnie mija, a słupki rtęci za dnia coraz częściej pokazuj wartości ponad 10 kresek na plusie i lepiej, to jakość powietrza w Polsce cały czas pozostawia sporo do życzenia. Wystarczy zerknąć na doniesienia smogowe z całego kraju, żeby się o tym szybko przekonać.
Normy dalej przekraczane są w tysiącach procent, chociaż siarczysty mróz już dawno za nami. To znowu poddaje w wątpliwość kondycję programu Czyste Powietrze, który cały czas nie potrafi wyjść na prostą. W tym roku liczba składanych wniosków tygodniowo nie potrafiła ani razu przebić granicy 1000. W okresie od 13 do 20 lutego było tych wniosków raptem 885.
Po reformie programu miało być sprawniej, szybciej, mniej biurokracji. A jak jest? Statystyki programu szorują po dnie. Mamy potężny kryzys zaufania do Czystego Powietrza - komentuje Andrzej Guła, współzałożyciel i lider Polskiego Alarmu Smogowego.
Czyste Powietrze z pieniędzmi do końca 2027 r.
Obecnie największymi grzechami programu Czyste Powietrze, oprócz katastrofalnej liczby składanych wniosków, są zatory w wypłatach zaległych pieniędzy, a także kwestie związane z dalszym finansowaniem tego programu. Przypomnijmy, że minister finansów i gospodarki Andrzej Domański miał zakręcić kurek z europejskimi dotacjami, które zasilały do tej pory program Czyste Powietrze. Bo trzeba sprawdzić, czy do tej pory fundusze unijne wydawano prawidłowo.
Zgodnie z informacjami z Ministerstwa Finansów, do czasu certyfikowania do Komisji Europejskiej co najmniej 60 proc. kwoty wypłaconej z programu FEnIKS w ramach Czystego Powietrza przez WFOŚiGW, dalsze środki do wykorzystania nie będą przekazywane do wojewódzkich oddziałów funduszu - informowało w połowie lutego Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej.
Teraz okazuje się jednak, że wcale o budżet programu Czyste Powietrze nie trzeba się martwić. Paulina Hennig-Kloska, ministra klimatu i środowiska, w rozmowie z wp.pl przekonuje, że ma plan finansowy na prawie dwa lata w przód.
Na ten moment mamy zabezpieczone środki na program Czyste Powietrze do końca 2027 r. - przekonuje szefowa w MKiŚ.
Certyfikacja się opóźniła przez ochronę beneficjentów
Hennig-Kloska twierdzi, że uruchomiono środki z KPO, FEnIKS-a oraz Funduszu Modernizacyjnego, po to, żeby rozliczyć realizowane już inwestycje w ramach programu Czyste Powietrze i rozpatrzyć kolejne wnioski.
Zidentyfikowaliśmy ogromne ryzyko, że wiele inwestycji z czasów rządu premiera Morawieckiego może nie uzyskać certyfikacji Komisji Europejskiej, co w konsekwencji mogłoby oznaczać zwrot dotacji przez wnioskodawców, ich rozliczenia zawierały błędy, nieprawdziwe informacje - tłumaczy.
Dlatego resort skupił się na beneficjentach, kontrolował każdy wniosek, przeglądał każdą złotówkę. I to ma być powód dlaczego certyfikacja tych środków na potrzeby Komisji Europejskiej się opóźniła. Ale teraz już jest wszystko w porządku.
Biorąc pod uwagę, że kontrola wniosków została już wykonana, dokumenty i inwestycje były rzetelnie sprawdzane, etap certyfikacji powinien pójść sprawnie i bezproblemowo, to raczej formalność - uważą Paulina Hennig-Kloska.
Wymiana węglowych kopciuchów w oparach polityki
Ale pomimo tych zapewnień ze strony ministry klimatu i środowiska, jej stanowisko i tak wisi na dosyć cienkim włosku. A kłopotu w programie Czyste Powietrze mogą stać się okazją do jej odwołania z rządu. Bo politycy z Konfederacji już zapowiedzieli złożenie wniosku o wotum nieufności wobec Hennig-Kloski.
Więcej o Czystym Powietrzu przeczytasz w Bizblog:
Jeszcze kilka tygodni temu, przed rozpadem Polski 2050, takie głosowanie mogłoby przejść bez większego echa. Zgodnie z polityczną tradycją rządząca koalicja pewnie bez najmniejszych problemów wybroniłaby szefową MKiŚ i byłoby po sprawie. Nawet największe potknięcia w programie Czyste Powietrze nic by tutaj nie zmieniły.
Ale teraz jesteśmy jednak w nieco innej sytuacji, po tym jak Paulina Hennig-Kloska wypowiedziała posłuszeństwo nowej szefowej Polski 2050 - Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz, która podobno sprzeciw znosi bardzo źle. Dlatego też sama zainteresowana powiedziała Rzeczpospolitej, że ewentualne głosowanie nad jej odwołaniem z rządu będzie bardziej testem koalicji, a nie oceną jej pracy.



















