Eksperyment nie wypalił. Szwedzi słono płacą za zlekceważenie pandemii
Europa się otwiera, ale bez Szwedów, którzy okrutnie męczą się z covidem. I zaczynają mieć obawy, że gdy cały kontynent zacznie się bawić i jeździć po świecie, im pozostaną weekendowe wycieczki nad jezioro i zwiedzanie Sztokholmu.

Pod względem liczby zachorowań w przeliczeniu na milion mieszkańców Szwecja jest dzisiaj niechlubnym europejskiej rekordzistą. 24 maja na COVID-19 zachorowało ponad 3 tys. osób, co daje wskaźnik 300 osób/milion Następna Litwa ma 265 osób/milion.

W rozmowie z „Dagens Nyheter” Annika Linde, była główna epidemiolog kraju, zauważyła że Szwecja nie zastosowała tak surowych restrykcji jak reszta kontynentu. No właśnie.
Szwedzkie tzw. obostrzenia
Rzeczywiście, w porównaniu z resztą Europy, Szwecja niezbyt przejmowała się covidem. Podczas gdy we Francji, Niemczech czy Holandii normą były ograniczenia w przemieszczaniu się, restauracje były zamknięte na cztery spusty, a uczniowie kontaktowali się z nauczycielami za pomocą kamerek i laptopów, Skandynawowie ledwo posmakowali restrykcji.
Przyjrzyjmy się obowiązującym po drugiej stronie Bałtyku obostrzeniom:
- otwarcie restauracji do 20.30
- zakaz sprzedaży alkoholu po 20.00
- limit zgromadzeń do 8 osób
- rekomendacja zakładania maseczek w komunikacji publicznej
- ograniczenia w liczbie osób przebywających w sklepach
- tymczasowe zamknięcie szkół średnich
Annika Linde szacuje, że Szwecja zrówna się z resztą kontynentu pod koniec czerwca, ale najczarniejsze scenariusze mówią o zniesieniu restrykcji w sierpniu. Pomóc w zwalczaniu covidu mają wyższe temperatury i rosnący odsetek zaszczepionych obywateli.
Sprawa nie jest jednak taka prosta. Gdyby chodziło wyłącznie o zimną wiosnę, która miała sprzyjać ekspansji koronawirusa, epidemia boleśnie uderzyłaby też w Norwegię, Finlandię i Danię. A nie uderzyła,

Dlatego właśnie Annika Linde stawia wymienioną wyżej tezę: zabrakło surowych restrykcji.
My nigdy tak naprawdę nie zdusiliśmy koronawirusa jak nasi sąsiedzi
– zauważyła Linde.
Przydałoby się, bo Skandynawowie w ujęciu obejmującym dwa ostatnie tygodnie są nie tylko chorym człowiekiem Europy, ale i całego świata. Więcej przypadków na milion mieszkańców odnotowała tylko Argentyna:

Unia nie wpuści Szwecji na wakacje?
Wysoki dobowy poziom zakażeń sprawił, że wakacyjne plany Szwedów stoją pod znakiem zapytania. Kraje Unii Europejskiej wypracowały niedawno porozumienie w sprawie jednolitego paszportu covidowego, ale zostawiły sobie pewną furtkę. W szczególnych sytuacjach będą zwolnione z rekomendacji, mówiącej że państwa UE nie powinny ograniczać podróży na terenie wspólnoty.
Tą furtką jest wyjątkowo niebezpieczna sytuacja epidemiczna. Szefowie rządów państw UE zerkną sobie w taką oto tabelkę:
I orzekną, że lepiej będzie dla wszystkich, żeby poddani Karola XVI Gustawa zostali w domach. Reszta kontynentu rzuci się w tym czasie w szalony wir zabawy, próbując odreagować długie miesiące lockdownu.
I można byłoby to wszystko skwitować stwierdzenie, że z drugiej strony Szwecja powodów do owego odreagowywanie ma dzisiaj zdecydowanie mniej. Można byłoby, gdyby nie fakt, że polityka budowy odporności stadnej kosztowała życie wielu obywateli.
Pomimo dość introwertycznych mieszkańców i niskiego zagęszczenia ludności, pod względem liczby zgonów Szwedzi znaleźli się w połowie stawki w Europie. A to jak na jedno z najzdrowszych społeczeństw na świecie, dość nieciekawy wynik.