Rząd nie poparł inicjatywy UOKiK-u. Projekt modelowej umowy kredytu hipotecznego utknął, bo rząd nie był gotowy, żeby go procedować. Efekt? Zamiast ustawy będzie samoregulacja sektora bankowego. A to zmienia wszystko.

Z odpowiedzi, którą otrzymałem od UOKiK-u, wyłania się następujący obraz. Urząd przygotował projekt, konsultował go i chciał iść dalej.
W UOKiK pracowaliśmy nad projektem modelowej umowy kredytu hipotecznego, włożone było w to wiele pracy, a projekt był szeroko konsultowany – zapewnia Urząd.
Problem w tym, że nie miał narzędzi, by sfinalizować prace.
Prezes UOKiK nie może wyjść z inicjatywą ustawodawczą i przedstawić projektu ustawy Radzie Ministrów bez upoważnienia z KPRM – tłumaczy urząd w korespondencji z Bizblogiem.
I tu pojawia się kluczowy moment.
Wystąpiliśmy o nie, jednak wskutek braku gotowości rządu do procedowania projektu Prezes UOKiK nie otrzymał upoważnienia do prowadzenia prac legislacyjnych – tłumaczy Urząd.
W skrócie: projekt był, ale politycznej decyzji już zabrakło.
Więcej w Bizblogu o kredytach hipotecznych
Ministerstwo Sprawiedliwości mówi „nie”
Sprawa nie rozbiła się tylko o brak inicjatywy. KPRM wskazała, że sprawę powinien przejąć Minister Sprawiedliwości. Ten jednak odmówił.
Minister Sprawiedliwości poinformował Prezesa UOKiK, że nie podejmie się roli instytucji wiodącej w pracach nad ustawowym wzorcem umowy kredytu mieszkaniowego i wskazał na ryzyka prawne – relacjonuje Urząd.
I dodaje:
Chodzi m.in. o potencjalne ryzyko odpowiedzialności odszkodowawczej Skarbu Państwa w razie rozbieżności między wzorcem normatywnym a przyszłym orzecznictwem TSUE – czytamy.
Do tego swoje zastrzeżenia dorzuciło Ministerstwo Finansów, a KPRM wzięła je pod uwagę. Efekt? Projekt trafił do kosza. Zadałem pytania w tej sprawie i KPRM, resortowi Waldemara Żurka. Gdy doczekam się odpowiedzi, od razu je przedstawię.
Rząd zostawił kredytobiorców na lodzie
W tym miejscu zaczyna się najważniejsza część, która jednocześnie dla kilku milionów obecnych i przyszłych klientów banków okazuje się najmniej komfortowa. Zamiast jednego, obowiązkowego wzorca umowy, który ograniczałby pole do sporów, dostajemy rozwiązanie oparte na samoregulacji sektora bankowego.
UOKiK nie ma złudzeń, co to oznacza.
Takie rozwiązanie nie daje tak silnych gwarancji jednolitości, trwałości i pewności prawnej jak rozwiązanie ustawowe – podkreśla urząd.
Efekt jest następujący:
- różne banki mogą stosować różne wzorce
- interpretacje zapisów będą się rozjeżdżać
- spory dalej będą trafiać do sądów
Brzmi znajomo? Dokładnie tak zaczynała się historia frankowiczów.
Banki piszą własne zasady gry
Co więcej, UOKiK jasno dystansuje się od propozycji przygotowywanej przez sektor bankowy i ekspertów Europejskiego Kongresu Finansowego (EKF).
Nie opiniowaliśmy i nie zamierzamy opiniować propozycji przygotowanej przez sektor bankowy i zespół EKF – czytamy w stanowisku Urzędu.
Potem robi się jeszcze ciekawiej.
Pierwotna wersja propozycji, którą roboczo otrzymaliśmy, faworyzowała jedną stronę umowy – banki – zauważa UOKiK.
To zdanie mówi więcej niż cały raport. Banki przygotują własne wzorce, wdrożą je u siebie, a UOKiK będzie mógł zareagować dopiero później, jeśli znajdzie klauzule abuzywne.
Mamy więc klasyczny model „najpierw rynek, potem kontrola”.
Państwo się wycofało. Klient zostaje z ryzykiem
W całej tej historii najważniejsze jest jedno: państwo świadomie zrezygnowało z narzędzia, które mogło uporządkować rynek. UOKiK mówi to wprost.
Rozwiązanie ustawowe – umożliwiające szerokie i rzetelne konsultacje publiczne – najlepiej służyłoby zarówno ochronie konsumentów, jak i ograniczaniu ryzyk prawnych po stronie sektora bankowego – podkreśla urząd.
Zamiast tego mamy miękki wariant, w którym standardów nie narzuca ustawa, tylko zasady stworzone przez same banki. Klient, jeśli coś pójdzie nie tak, musi iść do sądu.
Brzmi znajomo.



















