Telefon zadzwonił przed południem. Najpierw napięcie, potem ulga. Po kilkunastu latach spłacania kredytu we frankach i kilku latach walki w sądzie pani Anna i jej mąż podpisali ugodę z bankiem. Spór się skończył, pieniądze wróciły na konto. I wtedy pojawiło się pytanie, które w takich momentach wraca niemal automatycznie – czy od tego trzeba zapłacić podatek?

To nie jest abstrakcyjna historia. To konkretna sprawa opisana w interpretacji indywidualnej Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej (sygn. 0115-KDST2-2.4011.518.2025.2.AP).
Kredyt, który miał być rozwiązaniem
Historia zaczyna się w 2008 r. Wnioskodawcy zaciągnęli kredyt hipoteczny waloryzowany kursem franka szwajcarskiego, przeznaczony na refinansowanie wcześniejszego kredytu na mieszkanie i garaż.
Przez lata spłacali raty, ponosili koszty ubezpieczeń i funkcjonowali w rzeczywistości zmiennego kursu waluty. Z czasem uznali jednak, że umowa może zawierać klauzule niedozwolone.
W związku z uznaniem, że umowa zawiera niedozwolone klauzule umowne i jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego, Wnioskodawcy wystąpili z powództwem – opisano w stanie faktycznym.
To był początek wieloletniego sporu.
Dwa procesy i jedna decyzja
Sprawa przybrała typowy dla frankowiczów przebieg. Kredytobiorcy pozwali bank o unieważnienie umowy, a bank – jako następca prawny – wystąpił o zwrot kapitału.
Po latach sporów, w sierpniu 2025 r., strony zawarły ugodę.
Celem zawartej przez strony ugody jest polubowne rozstrzygnięcie sporów (…) oraz dokonanie wzajemnych rozliczeń – wskazano w interpretacji.
To ważne: ugoda nie tworzy nowego zysku, tylko porządkuje wcześniejsze rozliczenia między stronami.
Kluczowy moment: ile faktycznie „zarobili”
Po rozliczeniu okazało się, że suma wpłat dokonanych przez kredytobiorców, obejmująca raty, odsetki i inne koszty, była wyższa niż kwota kapitału wypłaconego przez bank.
W efekcie bank zwrócił różnicę oraz część kosztów zastępstwa procesowego.
I tu pojawia się kluczowe rozróżnienie, które przesądziło o braku podatku. Nie chodzi o to, że pieniądze wróciły na konto. Decydujące jest to, że zwrócona kwota nie przekracza nadwyżki ponad kapitał kredytu, czyli nie powoduje realnego wzbogacenia podatników.
Fiskus: liczy się realne przysporzenie
KIS zaczyna analizę od ogólnej zasady.
Opodatkowaniu podlegają wszelkiego rodzaju dochody – przypomina dyrektor KIS.
I dopowiada coś kluczowego:
Przychód musi oznaczać definitywne przysporzenie majątkowe – podkreślono w uzasadnieniu.
W tej sprawie tego elementu zabrakło.
Otrzymana kwota nie powoduje przysporzenia majątkowego (…) i nie stanowi przychodu w rozumieniu ustawy – stwierdził Dyrektor KIS.
Podatnicy nie otrzymali bowiem nic ponad to, co wcześniej zapłacili ponad kapitał kredytu. Nie pojawił się więc żaden nowy majątek, który można byłoby opodatkować.
Potrącenie zamiast zarobku
Dyrektor KIS zwrócił też uwagę na mechanizm rozliczenia.
Potrącenie wierzytelności jest formą wykonania zobowiązania i prowadzi do ich umorzenia – wskazano w interpretacji.
To oznacza, że strony w praktyce „zerują” wzajemne roszczenia. Ekonomicznie jest to rozliczenie, a nie wypłata nowego dochodu.
Zwrot kosztów też bez podatku
Podobnie fiskus ocenił zwrot kosztów zastępstwa procesowego.
Zwrot kosztów zastępstwa procesowego nie powoduje realnego przysporzenia majątkowego i nie stanowi przychodu – wskazano w interpretacji.
To jedynie wyrównanie wydatków poniesionych wcześniej przez podatników.
Ważne zastrzeżenie: nie każda ugoda zadziała tak samo
Omawiana interpretacja ma bardzo konkretny kontekst. Dotyczy sytuacji, w której ugoda prowadzi do klasycznego rozliczenia stron – bez dodatkowych świadczeń ponad wzajemne wyrównanie zobowiązań.
Jeżeli konstrukcja ugody wyglądałaby inaczej – na przykład bank umorzyłby część długu ponad to rozliczenie albo wypłacił dodatkowe środki niezwiązane bezpośrednio z nadpłatą – wtedy ocena podatkowa mogłaby być inna. W takiej sytuacji mogłoby bowiem pojawić się realne przysporzenie, a wraz z nim obowiązek podatkowy.
Happy end z ważną lekcją
Dla bohaterów tej historii to koniec wieloletniego sporu. Ugoda zamyka sprawę, pieniądze wracają, a urząd skarbowy nie sięga po swoją część.
Zostaje jednak coś więcej niż tylko finansowe rozliczenie. Ta sprawa pokazuje prostą zasadę, która w podatkach ma kluczowe znaczenie – nie każda wypłata to dochód.
Podatek pojawia się dopiero wtedy, gdy ktoś faktycznie się wzbogaca. A odzyskanie własnych pieniędzy – nawet po latach – wciąż pozostaje tylko odzyskaniem.



















