Wielu Rosjan jest przerażonych wojną w Ukrainie i nie chcą jechać na front. Nawet za fortunę, którą oferuje im Putin
Amerykański Instytut Badań nad Wojną (ISW) alarmuje, że Rosja unikając ogłoszenia mobilizacji, formuje tzw. bataliony ochotnicze. Rekrutów kusi astronomicznymi jak na Rosję zarobkami sięgającymi nawet 6000 dolarów miesięcznie. Jednak nawet ten kryptowerbunek idzie jak po grudzie, bo ani zwykli Rosjanie, ani nawet część zawodowych żołnierzy nie chcą występować w roli agresora na terytorium najechanego sąsiada. Zbuntowanym wojskowym pomagają szykanowani przez Kreml prawnicy zajmujący się prawami człowieka.
Instytut Badań nad Wojną uważa, że zamiast deklarować częściową lub pełną mobilizację, Kreml nakazał rosyjskim samorządom utworzenie batalionów złożonych z ochotników. Nowo sformowane oddziały mają zostać oczywiście wysłane na Ukrainę.
Rosyjski korespondent wojenny i bloger, Maksim Fomin podał, że Rosja rozpoczęła „mobilizację ochotniczą”, w której każdy region musi wystawić co najmniej jeden batalion ochotniczy.
Termin „mobilizacja ochotników” sugeruje, że Kreml nakazał 85 „podmiotom federalnym” (okręgom, w tym w okupowanym Sewastopolu na Krymie) rekrutować i motywować finansowo ochotników do tworzenia nowych batalionów.
Nawet 6000 dolarów udział w inwazji na Ukrainę
Rosyjskie media podają, że urzędnicy rekrutują mężczyzn w wieku do 50 lat (lub 60 lat w przypadku specjalizacji wojskowych) na sześciomiesięczne kontrakty i oferują pensje w wysokości od 220 tys. do 350 tys. rubli miesięcznie (około 3750 do 6000 dolarów). Niektóre obwody oferują natychmiastową premię za rekrutację, która wynosi średnio 200 tys. rubli (około 3400 dolarów). Pieniądze pochodzą z kas obwodów oraz budżetu przeznaczonego na świadczenia dla żołnierzy i ich rodzin.
Rosyjskie media już potwierdziły utworzenie lub rozmieszczenie batalionów ochotniczych w Kursku, Republice Baszkirii, Czeczenii, Republice Tatarstanu, Moskwie, Permie, Niżnym Nowogrodzie.
Jeśli każdy samorząd utworzy co najmniej jeden oddział wojskowy liczący 400 żołnierzy, rosyjskie oddziały na Ukrainie zasilić może 34 tys. żołnierzy.
Nie każdy Rosjanin chce ginąć za Putina, nawet za tysiące dolarów
Możliwe, że niektóre obwody mogą opóźniać lub nie będą uczestniczyć w tworzeniu batalionów, a urzędnicy w Wołgogradzie podobno milczą na temat tworzenia nowych jednostek.
Nawet olbrzymie pieniądze nie są bowiem w wstanie zapewnić wystarczającej liczby ochotników. Od początku krwawej inwazji w lutym tysiące rosyjskich żołnierzy kontraktowych i funkcjonariuszy Rosgwardii odmówiło udziału w wojnie na Ukrainie,
Prezes Fundacji Wolna Buriacja powiedział w poniedziałek, że 150 żołnierzy kontraktowych z tej republiki niedawno wróciło do domu po tym, jak odmówili walki. Dla rosyjskich żołnierzy odmowa walki na Ukrainie zwykle skutkuje rozwiązaniem stosunku pracy bez możliwości powrotu. Ale niektórzy zatrudnili prawników, aby walczyć o zachowanie stosunku pracy.
Michaił Benjasz, prawnik z Kraju Krasnodarskiego leżącego na południu Rosji, zajął się sprawą 12 żołnierzy Gwardii Narodowej, którzy zostali zwolnieni po odmowie wzięcia udziału w inwazji. Wszyscy zakwestionowali ich zwolnienie w sądzie, a trzy osoby wniosły zarzuty przeciwko swojemu byłemu pracodawcy. Wkrótce po po tym Michaił Benjasz, głośno krytykujący wojnę na Kremlu i na Ukrainie, został aresztowany.
Z kolei tym, którzy odmawiają służby wojskowej, pomaga garstka rosyjskich organizacji praw człowieka, organizacji pozarządowych i osób z wykształceniem prawniczym. Kreml tłumi jednak wszelkie przejawy sprzeciwu i dlatego rosyjscy prawnicy stanęli w obliczu bezprecedensowej fali presji.
Jeszcze przed inwazją atmosfera w kraju nie była najlepsza dla prawników, ale od początku wojny sytuacja stała się absolutnie okropna
– powiedział Moscow Times wybitny prawnik zajmujący się prawami człowieka Iwan Pawłow.