VAT i akcyza na paliwa pójdą w dół? Sytuacja musi być poważna
Uwolnienie rezerw, niższe obciążenia podatkowe i minimalizacja zapotrzebowania energetycznego. Blokada Cieśniny Ormuz jest coraz większym wyzwaniem dla rynku paliw. Ministerstwo Energii zapowiada, że jak już będzie bardzo źle, to może pociągnie za odpowiednie sznurki.

Na razie nic nie wskazuje na rychłe zakończenie wojny w Iranie. Biały Dom co chwilę wpada w zwycięską narrację, co jednak w żaden sposób rzeczywistości nie zmienia. Kolejne ataki na tankowce w Cieśninie Ormuz tylko dodatkowo podgrzewają i tak już bardzo nerwową atmosferę. Rząd w Warszawie też stara się trzymać rękę na pulsie.
Najpierw Ministerstwo Energii stwierdziło, że sytuacja nie jest jeszcze na tyle dramatyczne, żeby Polska musiała uwalniać swoje rezerwy ropy naftowej. Teraz przyszedł czas na kolejną deklarację. W sprawie ewentualnych obniżek podatkowych dla paliw.
Nie bagatelizujemy sytuacji, która może jeszcze eskalować – podaż paliw może być jeszcze mniejsza. Wtedy mając odpowiednie dostawy powinniśmy podejmować decyzje o ewentualnych działaniach podatkowych - stwierdził Miłosz Motyka, minister energii, w „Faktach po faktach” w TVN24.
Przypomnijmy: opozycja proponuje czasowe (do 30 czerwca br.) obniżenie podatku VAT na paliwa z 23 do 8 proc. I przy okazji też o zmniejszenie akcyzy o 9–10 punktów procentowych.
Od kolejnego kryzysu energetycznego nie uciekniemy?
Jeżeli ktokolwiek miał nadzieję, że sytuacja na rynku paliw zacznie się powoli stabilizować po wyborze nowego, najwyższego przywódcy Iranu, to musi szybko zmienić zdanie. Mający cały czas przebywać w szpitalu Modżtaba Chamenei w pisemnym oświadczeniu zadeklarował dalsza blokadę kluczowej dla transportu morskiego Cieśniny Ormuz. Ale niewykluczone, że ta blokada nie będzie dotyczyć dostaw do Chin i Indii, trwają w tej sprawie rozmowy. Inni nie mogą liczyć na specjalne traktowanie.
Więcej o paliwach przeczytasz w Bizblog:
Kraje, które przyłączyły się do agresji, nie powinny mieć dostępu do bezpiecznego przejścia przez Cieśninę Ormuz - stawia sprawę jasno Madżid Tacht-Rawanczi, wiceminister spraw zagranicznych Iranu, w rozmowie z agencją AFP.
Reakcja rynku na te słowa była oczywista. Cena ropy i cena gazu też ponownie zaczęły puchnąć. Dlatego analitycy cały czas nie wykluczają kolejnego kryzysu energetycznego.
Paliwa coraz droższe
Przedstawiciele administracji Donalda Trumpa przekazują, że być może uda się Cieśninę Ormuz odblokować do końca marca, ale żadnych planów nie zdradzają. A rynek jest bardzo niepewny i w puste obietnice nie wierzy. Dlatego po zapowiedziach Iranu w sprawie dalszej blokady jednego z najważniejszych morskich szlaków handlowych dla ropy naftowej i gazu ziemnego ceny tych surowców zaczęły szybować w górę. Jedna megawatogodzina błękitnego paliwa jest teraz warta na holenderskiej giełdzie - europejskim benchmarku dla gazu zimnego - blisko 51 euro. A jeszcze pod koniec lutego br. to było raptem 31–32 euro.
Jeszcze w pierwszej połowie tygodnia ogłosili się wydawać, że cena ropy jest jednak na krótkiej smyczy i pułap 91–92 dol. za baryłkę ropy Brent zostanie z nami dłużej. Ale twarde stanowisko Teheranu zrobiło swoje. Obecnie Brent wyceniana jest na ponad 100 dol. Za baryłkę ropy WTI trzeba zaś płacić już 95–96 dol. A to wszystko pomimo zapowiedzi uwolnienia rekordowych rezerw ropy (400 mln baryłek) przez Międzynarodową Agencję Energii oraz rosyjskim zwolnieniem z podatku od ropy.
Rynek postrzega to jako rozwiązanie krótkoterminowe, które nie rozwiązuje sedna zakłóceń w dostawach. Spready międzymiesięczne cen ropy naftowej na przyszłe miesiące wskazują na nierozwiązany i utrzymujący się niedobór podaży - komentuje Emril Jamil, starszy analityk w LSEG, cytowany przez Reuters.



















